30 lat "Gwiezdnych wojen"

Piotr Samolewicz
Gwiezdne Wojny mają już 30 lat.
Gwiezdne Wojny mają już 30 lat.
Dawno, dawno temu w Hollywood, powstał film, który zmienił oblicze kina rozrywkowego. Gwiezdna baśń okazała się przebojem wszechczasów.

Gdy w 1977 oku George Lucas przystępował do realizacji "Gwiezdnych wojen", Hollywood było pogrążone w kryzysie. Z powodu upadku tradycyjnych gatunków masowy widz zaczął odchodzić od kina. Ratunku upatrywano w nowym gatunku - filmie katastroficznym. Powstały takie przeboje jak "Płonący wieżowiec" i "Trzęsienie ziemi".

Prawdziwe trzęsienie ziemi przyszło ze strony tandemu przyjaciół Steven Spielberg - George Lucas. Ten pierwszy nakręcił "Szczęki", drugi po 6 latach przygotowań wszedł na plan zdjęciowy ze scenariuszem "Gwiezdnych wojen".

Lucas wygrał na umowie

Nikt nie spodziewał się sukcesu. Producenci z 20th Century Fox nie wierzyli wpowodzenie filmu, nawet zrzekli się na rzecz Lucasa praw do zysków ze sprzedaży gadżetów, pamiątek. W dniu premiery, 25 maja, wypuszczono minimalną liczbę kopii.

Tymczasem za niecałe 10 mln dolarów, Lucas nakręcił, jak się szybko okazało, mega przebój, który wyświetlano na całym świecie, nawet w komunistycznych Chinach.

Lucas połączył sagę o rycerzach króla Artura z westernem, filmem płaszcza i szpady, romansem. W ten sposób powstała epopeja scence-fiction. Z tego miszmaszu popartego wiedzą o dawnych mitach (Lucas studiował antropologię) wykluła się sentymentalna opowieść o starciu Dobra ze Złem dawno, dawno temu w odległej galaktyce...

Ekipa Skywalkera

Najważniejszy wątek sagi sprowadza się do poszukiwania ojca. Młody Skywalker po śmierci ciotka i wujka, którzy go wychowywali, do spółki ze starym Benem Kenobim, ostatnim rycerzem Jedi, dwoma psującymi się robotami, pilotem - awanturnikiem Hanem Solo i jego włochatym kumplem Chewbaccą, tworzy pakę nie do opróżnienia wielopaków piwa, ale uratowania prawdziwej księżniczki Lei z rąk faceta ukrywającego twarz pod czarnym hełmem. W końcu szykuje się niezła na skalę międzyplanetarną draka z Gwiazdą Śmierci, szybującymi jak podczas II wojny światowej myśliwcami i świetlnymi mieczami w roli głównej.

Wiara w kino

Lucas nie osiągnąłby sukcesu bez wiary w kino. Gdy ogląda się współczesne shrekoidalne filmy dla dzieci pełne ironii i umowności, "Gwiezdne wojny" prezentują się jako pochwała na cześć możliwości opowiedzenia sensownej opowieści ze szlachetnymi postaciami.

Sukces Lucasa wynikał również z wiary w magiczne zdolności kina. Na krótko przed wejściem na rynek komputerów Amerykanin wykreował za pomocą trikowych technik filmowania, starannie przygotowanych modeli i dobranych plenerów osobny świat rozpięty między fantasy a SF. Jednak po tym filmie twórcy zbyt często tracili wiarę w moc baśni. Przyszedł czas na mroczne thrillery SF, jak "Łowca androidów" czy "Obcy: ósmy pasażer Nostromo".

Część krytyków nigdy nie pogodzi się z sukcesem "Gwiezdnych wojen", a to dlatego, że film zapoczątkował falę produkcji generowanych przez komputery, pozbawionych wielkich kreacji aktorskich i nie wymagających reżyserskich umiejętności (Lucasu zawsze zarzucano, że jest marnym reżyserem).

Dzięki "Gwiezdnym wojnom" powstał "Park jurajski" Spielberga, a kilkanaście lat później "Władca pierścieni" i "Harry Potter".

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie