41 lat temu zdobył mistrzostwo, a jego serce dalej bije za Resovią

Waldemar Mazgaj
Władysław Pałaszewski (w okularach), w latach 70-tych był trenerem Resovii, obecnie pełni funkcję kwalifikatora sędziów siatkarskich.
Władysław Pałaszewski (w okularach), w latach 70-tych był trenerem Resovii, obecnie pełni funkcję kwalifikatora sędziów siatkarskich. DARIUSZ DANEK
- Moje serce będzie za Resovią, jednak Zaksie daję odrobinę większe szanse na złoto - mówi WŁADYSŁAW PAŁASZEWSKI, były trener siatkarzy (m.in. mistrzostwo Polski w 1972 roku z Resovią), a obecnie kwalifikator sędziów na meczach PlusLigi.

WYWIAD W CZWARTKOWYCH NOWINACH ALBO DLA OSÓB ZALOGOWANYCH DO PIANO

- Obserwował pan na żywo dwa pierwsze mecze finału, a w telewizji na pewno dwa kolejne. Kto pana zdaniem wygra złoto w decydującej batalii - Zaksa czy Resovia? - Niestety nie mogłem oglądać meczów z Rzeszowa, bo byłem na żeńskim półfinale w Bielsku-Białej, ale powtórki widziałem. W niedzielę Resovia przegrała bardzo ważny drugi set prowadząc w końcówce 5-6 punktami. Tak klasowa drużyna nie może do tego dopuścić.

Dotychczasowe mecze były bardzo różne - raz Resovia, raz Zaksa grały słabo. Tak samo może być w sobotę. Generalnie ciężko wytypować wynik. Moje serce będzie za Resovią, jednak Zaksie daję odrobinę większe szanse.

Przede wszystkim Rzeszów nie będzie miał tej fantastycznej publiczności, co na Podpromiu. Poza tym w Kędzierzynie jest taki bandyta - jak sam się nazwał - Fonteles, który przy stanie 22:22 jest w stanie walnąć trzy asy i wygrać mecz.

Trzeba jednak na parkiecie udowodnić swoją wyższość, a po meczu można dyskutować, czy to z rywalami, czy z sędzią.

- Sportowo siły wydają się wyrównane, ale forma drużyn jest bardzo zmienna. Zdecydują więc głowy, a eksperci mówią: "kto nie pęknie - ten wygra". Zgadza się pan?- Zdecydowanie tak. Jeżeli zespół będzie zmotywowany, a nie przemotywowany, jeśli "Igła" nie będzie uczył kolegów jak blokować i zagrywać, tylko zajmie się pilnowaniem swojego pola, to będzie dobrze.

Musi być dobre przyjęcie

Musi być jednak dobre przyjęcie, bo wtedy można grać Kosokiem czy Nowakowskim, który potrafi z drugiego piętra zaatakować, a blok nie ma szans. Przy złym przyjęciu Tichacek będzie kombinował z grą na skrzydłach.

- To chyba najbardziej emocjonujący finał w historii PlusLigi, faworyt zmienia się po każdym meczu...- Też nie pamiętam takiej dramaturgii, bo do poziomu sportowego można się przyczepiać. Przy stanie 1-1 spodziewałem się, że w Rzeszowie będzie koniec, ale Zaksa potrafiła odwrócić rywalizację.

To w ogóle szalony sezon, bo kto spodziewał się, że rewelacyjna w sezonie zasadniczym Delecta Bydgoszcz zostanie tylko tylko trzecim wicemistrzem i nie wywalczy medalu, że Skra Bełchatów nawet nie dostanie się do "czwórki".

- Hala i kibice będą atutem Zaksy, czy wręcz przeciwnie - stworzą presje drużynie z Kędzierzyna?- To wszystko dywagacje. Proszę popatrzeć na Resovię - napompowanie zawodnikom głów złotem już przed czwartym meczu, mówienie o "TwieRRdzy Rzeszów" nie pomogło, a raczej przeszkodziło.

Zaksa gra u siebie, zechce to wykorzystać. Jednak z Rzeszowa przyjadą dwa-trzy autokary kibiców, też będzie ich słychać w hali "Azoty".

- Co podpowiedziałby pan trenerowi Andrzejowi Kowalowi przed decydującym starciem?- Jemu naprawdę nie ma co podpowiadać. Powiedziałem mu po drugim meczu: "jesteś kowalem swojego losu".

Powinien mieć swoje natchnienie i jak mu nos podpowie na kogo postawić w ataku - Schopsa czy Bartmana - to tak powinien zrobić.

"Zibi" na rezerwie jest wkurzony na cały świat

Jako Polak jestem za tym, by grał "Zibi", ale patrząc na dotychczasowe mecze postawiłbym na Niemca, który nie próbuje za każdym razem przebić bloki siłą, tylko potrafi szukać palców, gra bardziej inteligentnie. Poza tym Schops czuje głód gry.

Dobrze by było, gdyby trener tak zrobił jak w pierwszych meczach play-off, gdy zaczynał Schops, a Bartman czekał w kwadracie na swoją szansę i zwykle ją wykorzystywał. Choć z drugiej strony "Zibi" na rezerwie jest wkurzony na cały świat i energia go rozsadza.

- Obecnie zajmuje się pan oceną pracy sędziów siatkarskich. Pana zdaniem system challenge się sprawdza?- Jest bardzo pomocny, tylko jeszcze nie do końca uporządkowany. Na przykład nie można sprawdzać, czy piłka dotknęła bloku. Zespoły już na szczęście wiedzą, że należy oglądać dotknięcie górnej taśmy i jeśli kamera obejmie blok, to sędziowie to wychwycą.

W pierwszym meczu w Kędzierzynie po chellengu arbiter kazał jednak powtórzyć akcję, co jest błędem. Uległ wtedy presji zawodników.

- Decydujący mecz finału prowadzi para Krzysztof Szmydyński - Paweł Burkiewicz. Ta sama, która sędziowała niedzielny mecz w Rzeszowie i nie obyło się bez kontrowersji. To na pewno najlepsi arbitrzy w kraju? - Tego niestety nie mogę powiedzieć, ale będą w odwrotnym ustawieniu. Szkoda jednak, że Radom się wykruszył. Jeden tamtejszy arbiter zmarł, drugi skończył sędziowanie, a trzeci wyjechał na mistrzostwa Europy kadetów.

Trzeba jednak zaufać sędziom, choć nie ma ludzi nieomylnych. Przy tylu kamerach nikt celowo nie chce skrzywdzić, jednak ludzkie oko bywa zawodne.

Na pewno przed meczem Andrzej Lemek zrobi odprawę dla kapitanów i to wprowadzi choć odrobinę spokoju. Bo emocje i tak będą ogromne.

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone ze względu na ciszę wyborczą i zostanie włączone po jej zakończeniu.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie