Adam Bielan: Piosenka Kazika nie została zakazana. To za czasów PO na antenie Polskiego Radia zakazywano emisji piosenek Kukiza

Agaton Koziński
Agaton Koziński
Bartek Syta
Nie sądzę, żeby Polacy decydujący pod koniec czerwca o tym, kto ma być prezydentem, brali pod uwagę obecną sytuację w radiowej Trójce - mówi Adam Bielan, europoseł PiS, rzecznik kampanii Andrzeja Dudy

Pana ulubiona piosenka Kultu i Kazika?
Bardzo dużo. Jest ich tak wiele, że trudno mi jedną wymienić. Namiętnie słuchałem Kultu szczególnie na przełomie lat 80. i 90.

Może „Panie Waldku, pan się nie boi”?
Ta piosenka powstała później.

Piosenka „Lewy Czerwcowy” o rządzie Pawlaka bulwersowała SLD, chcieli nie pozwolić, by ją wykonano w Opolu. Teraz nowy utwór Kazika blokują władze publicznej Trójki.
Nie zgadzam się z wymową tej piosenki, z zarzutami, jakie stawia w nich Kazik Staszewski, ale nie uważam, że należy wchodzić z nimi w polemikę. Nie jest zadaniem polityków polemizować z artystami.

NASZE WYWIADY:

Dlatego - żeby politycy nie musieli polemizować - władze Trójki, mianowane przez obóz rządzący, skasowały „Twój ból jest większy niż mój”?
Ta piosenka nie została zdjęta z anteny, nie została zakazana. To nie są takie decyzje, jakie miały miejsce za czasów rządów Platformy, kiedy na antenie Polskiego Radia zakazywano emisji piosenek Kukiza - o czym on pisał publicznie.

Wyjaśniała to Magdalena Jethon, ówczesna szefowa Trójki - te piosenki zostały zablokowane tylko na czas kampanii Kukiza, bo inaczej musiałyby być wliczane do jego czasu antenowego na kampanię. To jest zakaz?
Chyba nie było bardziej upolitycznionej dyrektor Trójki niż Magdalena Jethon za czasów rządów PO. Pamiętam, jak w tamtym okresie odwoływano z radia świetnego dziennikarza Krzysztofa Skowrońskiego, by go zastąpić człowiekiem Bronisława Komorowskiego.

Pojawił się problem merytoryczny, więc Pan przypuszcza atak personalny na osobę będącą dawno poza radiem.
Nie, po prostu wspominam, jak bardzo upolitycznione były media publiczne za czasów rządów Platformy Obywatelskiej.

Za czasów Jethon zawisł w Trójce podpis prezydenta Komorowskiego w specjalnej ramie na ścianie głównego korytarza stacji. Ale nikt wtedy nie grzebał w kolejności na liście.
Proszę pana, ja nie zajmuję się układaniem Listy Przebojów Trójki, nie zajmuję się kontrolowaniem mediów publicznych.

Tu mniej o kontrolę chodzi - w powietrzu raczej zaczął się unosić zapach cenzury.
Dziennikarze radia stawiają sobie rozmaite zarzuty odnośnie sposobu, w jaki zostało przeprowadzone to głosowanie. Ja sam jestem zaskoczony, bo przez wiele lat słuchałem Listy Przebojów Trójki i nie przypuszczałem, że jej kolejność jest tworzona tak bardzo uznaniowo. Byłem przekonany, że decydują o tym tylko i wyłącznie głosy słuchaczy. Jak widać, słowa przypisywane Bismarckowi, że nie należy patrzeć, jak się robi kiełbasę i politykę, należy też rozszerzyć o listę w Trójce. (śmiech)

Zasady były takie same od lat, dopiero w poprzedni piątek o godz. 22:20 stały się problemem. Z Trójki odchodzą dziennikarze z powodu działań władz radia nominowanych przez Wasz obóz polityczny. Jak sytuacja w Trójce wpłynie na wynik Andrzeja Dudy?
Andrzej Duda nie ma z tą sytuacją nic wspólnego. Nie sądzę, żeby Polacy decydujący pod koniec czerwca o tym, kto ma być prezydentem, brali tę sytuację pod uwagę.

Andrzej Duda nie ma z tym nic wspólnego na tej samej zasadzie jak nie ma nic wspólnego z PiS.
Nie ma z tym nic wspólnego, bo nie ma żadnego wpływu na wydarzenia w Trójce. A wyborcy biorący udział w wyborach prezydenckich nie będą tego typu incydentów brać pod uwagę.

Bronisław Komorowski po wejściu ABW do „Wprost” w 2014 r. przegrał wybory. Nie obawia się Pan analogii?
Po pierwsze, Komorowski nie przegrał ze względu na to wejście ABW, tylko dlatego że Platforma bardzo źle rządziła, a on z tymi rządami był utożsamiany. Jego przegrana w 2015 r. była pierwszą z całej serii porażek PO w kolejnych wyborach. W ostatnich wyborach parlamentarnych PiS uzyskał najwyższy historyczny wynik po 1989 r. Po drugie, nie porównywałbym sytuacji w Trójce do momentu, kiedy wysłano służby specjalne do redakcji tygodnika ujawniającego bardzo niewygodne dla ówczesnej władzy informacje.

„Wprost” opisał aferę taśmową, która autentycznie zatrzęsła rządami PO. Ale reagować w skrajny sposób wobec utworu Kultu? Co to za obóz władzy, który się boi piosenki?
Od 10 minut próbuję panu wytłumaczyć, że my się żadnej piosenki nie boimy.

Fakty pokazują inaczej.
Pana teza byłaby prawdziwa, gdyby piosenka Kazika została zakazana w Polskim Radiu - ale tak nie jest.

Tuż po tym, jak „Twój ból jest większy niż mój” zajął pierwsze miejsce na liście Trójki, miała miejsce ingerencja polityczna kasująca całe wydanie listy.
To nie była ingerencja polityczna.

Co najmniej motywowanej politycznie.
Politycy w tej sprawie nie ingerowali, a piosenka z listy nie została usunięta.

Wokół Trójki jest potężny chaos. Przed chwilą podobny obserwowaliśmy przy okazji organizacji wyborów 10 maja. Czy stale powtarzające się tego typu kryzysy nie będą ciążyć prezydentowi w wyborach?
Ja byłem przeciwny przekładaniu wyborów z maja na inny termin. Konstytucja wyraźnie mówi, że powinny się one odbyć do 23 maja i uważałem, że tych terminów należało się trzymać. Ale głównie z powodu obstrukcji ze strony Senatu datę tych wyborów trzeba było przesunąć. Dzisiaj już wiemy, co było powodem tej obstrukcji - Platforma szukała powodu, żeby wycofać się ze swego błędu, jakim było wyznaczenie Małgorzaty Kidawy-Błońskiej jako swojej kandydatki.

Nie było błędem z Waszej strony doprowadzenie do sytuacji, w której niemal do 10 maja nie było wiadomo, kiedy wybory się odbędą? Czy był sens z taką determinacją dążyć do tej daty?
Ale ja nie mówiłem o 10 maja. Uważam natomiast, że bez problemu udałoby się przeprowadzić wybory 23 maja. Jestem przekonany, że wybory tego dnia odbyłyby się w sposób całkowicie bezpieczny. A ci, którzy twierdzili, że wybory korespondencyjne w maju są niebezpieczne, teraz są zwolennikami wyborów przy urnach zaledwie miesiąc później i zaraz będą organizować zbiórkę podpisów pod nowym kandydatem Rafałem Trzaskowskim.

Organizacja wyborów 23 maja była szalenie trudna pod względem logistycznym - a nawet drobna wpadka w jednej części kraju podważyłaby legalność wyboru prezydenta.
Przygotowania były zakrojone na dużą skalę - tak, aby uniknąć błędów. Bo takiej akcji w skali Polski wcześniej nie było.

No właśnie - nie było. Ogromne ryzyko.
W Bawarii też takiej akcji wcześniej nie było, a jednak udało im się wszystko przygotować w ciągu zaledwie kilku dni we właściwy sposób - mimo że to były pierwsze wyłącznie korespondencyjne wybory w tym landzie.

Dużo mniej istotne wybory i niemal pięciokrotnie mniejsze terytorium - siłą rzeczy o wpadkę było trudniej, a i ona mniej by rezonowała.
Te wybory przeprowadzono w dużo trudniejszej sytuacji epidemicznej - w dodatku działo się to w czasie pierwszej fali koronawirusa, kiedy zaskoczenie, szok były dużo większe niż teraz. Gdy odbywały się wybory w Korei Płd., obywatele tego kraju mieszkający za granicą nie mogli w nich zagłosować w ponad 50 krajach z powodu obostrzeń związanych z epidemią. Dlatego podtrzymuję tezę, że najlepszym rozwiązaniem było przeprowadzenie wyborów w konstytucyjnym terminie. Wszyscy, którzy przyczynili się do ich przełożenia, popełnili ogromny błąd.

Wybory odbędą się najpewniej na przełomie czerwca i lipca. Co zmienia wejście do nich Rafała Trzaskowskiego?
Przede wszystkim układ sił po stronie opozycji oraz ratuje Platformę przed kompromitacją, jaką byłby kilkuprocentowy wynik Małgorzaty Kidawy-Błońskiej w tych wyborach. Wygląda na to, że wszyscy, którzy na gruzach Platformy chcieli budować nowe projekty polityczne, będą musieli obejść się ze smakiem. Jako że ci kandydaci opozycyjni sprzeciwiali się też wyborom w maju, to można powiedzieć z przekąsem, że mają to, czego chcieli.

A co zmienia sama obecność Trzaskowskiego w Pana ocenie?
Na pewno kampania stanie się bardziej dynamiczna, a także bardziej agresywna. To pozwoli pewnie Trzaskowskiemu zdystansować konkurentów po stronie opozycji, ale jednocześnie obniży jego szanse na to, żeby te wybory wygrać, zdobyć ponad 50 proc. głosów. Jestem bowiem przekonany, że Polacy nie będą chcieli mieć prezydenta, który natychmiast po wyborze na to stanowisko rozpocznie brutalną wojnę z rządem. W przypadku Trzaskowskiego nikt nie może mieć wątpliwości, że tak właśnie się stanie.

Oddzielna sprawa, że Polacy są coraz bardziej zirytowani - epidemią i związanymi z nią obostrzeniami, ale także chaosem, którego fale co chwila zalewają Polskę. Agresywny Trzaskowski może mówić językiem wielu z nich.
Jak się rządzi, to trzeba rozwiązywać problemy, często podejmować niepopularne decyzje - i płacić cenę za nie. Ale Rafał Trzaskowski również rządzi, jest prezydentem Warszawy od półtora roku. W tej kampanii będzie można go rozliczyć. Przez te 18 miesięcy złamał już wiele obietnic, w tym sztandarową, o tym, że będzie prezydentem stolicy przez pełną kadencję. Na 59 złożonych w kampanii obietnic zrealizował tylko cztery. Tymczasem wiarygodność dla polityka jest zawsze najważniejsza.

Piłkę odnośnie obietnic łatwo będzie Trzaskowskiemu odbić - powie, że rządzi półtora roku, a cała kadencja to pięć lat.
Tyle że szereg obietnic miało zostać przez niego zrealizowanych od razu po jego wyborze, a on się z nich po prostu wycofał. Na to jeszcze nakłada się jego nieudolność, którą było widać przy okazji choćby wielkiej katastrofy ekologicznej, jaką była awaria „Czajki”.

Oczyszczalnia ścieków, której budowę rozpoczął jeszcze Lech Kaczyński jako prezydent Warszawy.
Przy tej awarii Trzaskowski się całkowicie pogubił. Gdyby państwo go nie wyręczyło w rozwiązaniu tego problemu, mielibyśmy ogromną katastrofę. Gdy z kolei w Polskę uderzył koronawirus, Rafał Trzaskowski po prostu zniknął, poszedł na L4, bo był przemęczony. A przecież prezydent Polski nie może być przemęczony, musi być gotowy do pracy 24 godziny na dobę.

Główna linia uderzenia Trzaskowskiego pójdzie w stronę obietnic, z których Andrzej Duda się nie wywiązał - przede wszystkim obietnicy kluczowej, czyli uzyskania podmiotowości wobec własnego zaplecza politycznego. Nic takiego nie miało miejsca.
Prezydent Duda w ciągu tych pięciu lat miał znacznie więcej wet wobec własnego obozu politycznego niż prezydent Komorowski. To były bardzo ważne weta, dotyczące m.in. ordynacji wyborczej, ustaw sądowych. Poza tym Andrzej Duda razem z naszym obozem politycznym zrealizowali zdecydowaną większość obietnic złożonych w 2015 r. - to muszą przyznać także nasi krytycy. Spełniliśmy obietnice, o których sam Trzaskowski oraz jego koledzy z PO mówili, że są całkowicie nierealne.

Andrzej Duda razem z PiS realizował obietnice, ale na niczym nie odcisnął autorskiej pieczęci. Nawet nie miał własnego zdania odnośnie tego, jak zorganizować wybory prezydenckie, tylko bezrefleksyjnie podpisywał kolejne ustawy jej poświęcone. W to Trzaskowski uderzy w czasie kampanii. To będzie groźna broń?
Andrzej Duda miał swój pomysł na wybory prezydenckie i pracował nad jego realizacją. Tylko że w tej kwestii on występuje w podwójnej roli - jako urzędująca głowa państwa i jako kandydat. Jestem przekonany, że gdyby zaczął aktywnie działać w sprawie terminu wyborów, zostałby natychmiast oskarżony przez Platformę, że chce kształtować reguły wyborów, w których startuje. Uważam, że jego zachowanie w tej sprawie było optymalne.

Opozycja będzie zawsze oskarżać, taka jej natura. Z majowymi wyborami był inny problem. Rolą władzy jest zarządzać procesami dziejącymi się w państwie - tymczasem można było odnieść wrażenie, że to proces zarządzał władzą. Politycznie zapłaci za to właśnie prezydent.
Mamy Senat opanowany przez opozycję i nie jesteśmy w stanie go zmusić do tego, żeby przyjął ważną ustawę w krótszym czasie.

Tyle że o tym, że opozycja kontroluje Senat wiadomo od listopada tamtego roku. Żadna niespodzianka.
Marszałek Grodzki w tej sprawie nie kierował się interesem państwa, tylko wykonywał polecenia Platformy. Działał jedynie w interesie własnego ugrupowania. Dziś wiemy dlaczego: żeby PO mogło wymienić swego kandydata. Naprawdę obwinianie nas za to, że marszałek Grodzki przetrzymał tę ustawę 30 dni jest niepoważne.

Zgadzam się, że Senat to zablokował. Ale mogliście się tego spodziewać i wykonać jakiś ruch wyprzedzający, który pozwoliłby szybciej unormować sytuację. Doszło do tego dopiero trzy dni przed planowanymi wyborami - wcześniej nikt nic nie wiedział.
Próbowaliśmy znaleźć porozumienie z Platformą w tej sprawie, prowadziliśmy rozmowy formalne i nieformalne. Ale nie udało się z nimi porozumieć - teraz wiadomo dlaczego, bo im zależało na tym, by mieć możliwość wymiany własnego kandydata. Natomiast Jarosław Kaczyński robił do końca wszystko, żeby wybory odbyły się w konstytucyjnym terminie - i jestem przekonany, że to jemu historia przyzna rację.

Czyli Jarosław Gowin nawalił? Zawiódł w tej sprawie?
W tej sprawie od początku prezentowałem inne stanowisko niż Jarosław Gowin. Uważam, że skutki odsunięcia majowych wyborów - konstytucyjne i polityczne - są niedobre dla Polski.

Co ten podział w tej kwestii między Wami oznacza dla Porozumienia?
To oznacza, że w przyszłości tak ważne decyzje musimy podejmować kolegialnie, a nie jednoosobowo.

Kto był tą jedną osobą?
Prezes partii - bo przez dziewięć tygodni władze Porozumienia się nie zebrały. Nie było jak opracować wspólnego stanowiska.

Ale Gowin nie mógł podjąć decyzji samodzielnie - bo żeby zablokować PiS w Sejmie, potrzebował wsparcia przynajmniej czterech posłów Porozumienia. Zdaje się, że to wsparcie miał do końca.
Uważam, że w tak ważnej sprawie każda partia powinna wypracować jednolite stanowisko, inne partie tak właśnie się zachowały. Sytuacja, gdy poszczególni posłowie muszą samodzielnie podejmować decyzję w tak drażliwej kwestii, była niezrozumiała.

Porozumienie istnieje realnie, czy tylko na papierze?
Robimy wszystko, żeby z tego kryzysu wyjść silniejszymi i żeby w przyszłości uniknąć tego typu publicznych rozdźwięków.

Jarosław Gowin mówi, że za kilka lat chce stworzyć silną partię republikańską. Jak ona miałaby wyglądać?
O to proszę pytać premiera Gowina, choć domyślam się, że chodzi o rozwój Porozumienia jako partii z własną podmiotowością. Dla mnie najistotniejsze jest, że ten kryzys wywołał dyskusję o miejscu Porozumienia na mapie politycznej. Kuszono nas perspektywą budowy nowego centrum z takimi partiami jak PSL - ale ostatecznie partia przyjęła jednogłośnie uchwałę, że miejsce Porozumienia jest w Zjednoczonej Prawicy.

Jednocześnie Gowin powiedział, że PSL to Wasi partnerzy.
Ja sobie bliskiej współpracy z PSL nie wyobrażam.

Teraz czy w ogóle?
Z PSL-em dzielą nas zarówno poglądy, jak i praktyka polityczna. My jesteśmy członkiem koalicji rządowej, oni nieprzejednaną opozycją.

Rafał Trzaskowski położył na stole pierwszą poważną propozycję programową: likwidację umów śmieciowych. A co w kampanii pokaże Andrzej Duda?
On musi działać, bo przecież chwilę wcześniej jego partia przyznała się do całkowitej porażki - tym była wymiana kandydata. Teraz muszą coś wymyślić, żeby móc nawiązać z nami rywalizację.

Nie zmienia to faktu, że Trzaskowski świeży pomysł zaproponował - a prezydent Duda obiecał jedynie, że utrzyma „500 plus”.
Prezydent Duda zaprezentował 1 maja całościowy program na kolejną kadencję. Można go również rozliczyć z ostatnich pięciu lat. W polityce podstawą działalności jest bowiem wiarygodność. Rafał Trzaskowski obiecywał zrobić mnóstwo rzeczy jako prezydent Warszawy, ale zrealizował niecałe 10 proc. z tych obietnic. Ale jeśli ktoś oczekuje brutalnej wojny między premierem i prezydentem, to zagłosuje na Rafała Trzaskowskiego. Jeśli jednak wyborcy uważają, że lepiej jak w czasie tak potężnego kryzysu premier i prezydent zgodnie współpracują, to zagłosują na Andrzeja Dudę. Trudno o bardziej jednoznaczny wybór.

Niezdrowe produkty wciąż polecane jako korzystne

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Pamiętaj o hejcie. Pomyśl !!! Reaguj !!! To jak reagować na obecny 30 letni bandytyzm politycznych elit i ich biznesowego gangsterskiego zaplecza oraz celebryckiego poparcia ?

Wypadałoby ofiarować im wszystkim latarnie których jest teraz mnóstwo bo jakiś biznesmen musiał zarobić miliardy co w nazewnictwie solidarnych a w szczególności obecnych prawych i sprawiedliwych nazywa się gospodarką państwa . Ale kto by miał to zrobić skoro dla najznamienitszych polityków, biznesmenów , publicystów, celebrytów i dalszych w śmietankowym szeregu najważniejsza jest "piosenka o bulu "?

To jak to w końcu było z tym pobytem na cmentarzu ? Odwiedzenie przez wodza rodzinnych mogił było przy okazji złożenia "państwowych" dowodów pamięci ofiarom między innymi smoleńskiej katastrofy czy odwrotnie ? Złożenie wieńców i zapalenie zniczy ofiarom było pretekstem do prywaty. Skoro pan Kazik Kult jest takim ekspertem to może by wyjaśnił nam maluczkim ? Przy okazji analogicznie, jak doszło do zniszczenia PRL, idei społecznej sprawiedliwości i wprowadzenia jedynej właściwej kapitalistycznej patologii oraz demokratycznej degeneracji ?

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3