NOWINY24
    POLECAMY

    To się czyta i ogląda

    Rozwiń
    NOWINY24
    Zwiń

    To się czyta i ogląda

    • Miauuuuu... koty naszych Czytelnikówi
    • Antyki, zabawki i letnie opony. Na giełdzie samochodowej kupisz wszystko
    • Studniówka 2019 uczniów Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych Nr 4 im. Ignacego Łukasiewicza w Krośnie

    Andrzej Szlęzak: jestem gruby, łysy, ale uczciwy

    Andrzej Szlęzak: jestem gruby, łysy, ale uczciwy

    Wojciech Malicki

    Nowiny

    Aktualizacja:

    Nowiny

    Andrzej Szlęzak mówi odważnie to, co myśli: - Gardzę "politykami”, którzy nie mają swojego zdania. Uważam ich za dupków.

    Andrzej Szlęzak mówi odważnie to, co myśli: - Gardzę "politykami”, którzy nie mają swojego zdania. Uważam ich za dupków. ©Zdzisław Surowaniec

    Tak kiedyś mówił sam o sobie. I ostro walczył o władzę. Wygrał, ale na wysokim stołku zamiast spokornieć, gra jeszcze ostrzej. Kto? Andrzej Szlęzak. Prezydent Stalowej Woli.
    Andrzej Szlęzak mówi odważnie to, co myśli: - Gardzę "politykami”, którzy nie mają swojego zdania. Uważam ich za dupków.

    Andrzej Szlęzak mówi odważnie to, co myśli: - Gardzę "politykami”, którzy nie mają swojego zdania. Uważam ich za dupków. ©Zdzisław Surowaniec

    W październiku zażądał, aby opłaty za pobyt dziecka w stalowowolskich przedszkolach wzrosły... dwukrotnie. I zagroził, że jeśli jego propozycja nie przejdzie, będzie dążył do prywatyzacji przedszkoli. W mieście wybuchła burza. Zaprotestowali rodzice przedszkolaków i sami radni.

    - Prezydent jak zwykle postawił sprawę na ostrzu noża. Zamiast rozmawiać, przekonywać do swoich racji, znowu zagrał swoją ulubioną rolę pierwszego "macho" w Stalowej Woli. To nieracjonalne działanie - komentuje Janina Sagatowska, była senator RP, obecnie związana z PiS-em - stalowowolska radna.

    Wali mnie to

    Na sesję Rady Miasta, gdzie planowano rozmowy o przedszkolach, Szlęzak nie przyszedł. A wywiadzie dla TVP Rzeszów dolał oliwy do ognia:
    - Wali mnie to, jaki będzie krzyk na sesji. Mnie interesują fakty, a nie emocje i rozgrywki polityczne ludzi, którzy gówno potrafią i jeszcze mniej wiedzą...

    Oburzeniem się nie przejął. Jak zwykle.

    - Mógłbym długo punktować jego błędy, ale to nie ma sensu. Powiem tylko tyle: przynosi wstyd miastu, bo mniej więcej co dwa miesiące wywołuje jakiś żenujący konflikt, obraża ludzi, albo wygłasza swoje niedorzeczności. A wszystko po to, żeby zaistnieć w mediach i odwrócić uwagę od nierozwiązanych, realnych problemów miasta - mówi Janusz Kotulski, były działacz "Solidarności" w Hucie Stalowa Wola, obecnie wiceprzewodniczący Rady Miasta.

    Szlęzak też ma rodowód solidarnościowy i miał poparcie PiS-u.
    - Ale nie jest sentymentalny i nie płynie z prądem, a koledzy nie są dla niego świętymi krowami - mówi dziennikarz ze Stalowej Woli. - Dlatego wyrzucili go z PiS-u, a teraz drze koty z Solidarnością.

    Może dlatego lepsze zdanie o nim od jego byłych ideowych kolegów mają... przeciwnicy. Jak Mariusz Kunysz, lewicowy radny i lider związków w HSW: - Jest szczery, odważny i bardzo inteligentny, dlatego sądzę, że wszystkie jego wypowiedzi są głęboko przemyślane. Także te kontrowersyjne. On doskonale wie, co ma do stracenia, a co do zyskania. To ciekawa postać - kwituje Kunysz.

    Głośno o prezydencie

    Andrzej Szlęzak zawsze grał ostro i mówił to, co myśli. Siedem lat temu, gdy wystartował w do walki o prezydenturę, mówił o sobie, że "jest łysy, gruby, ale uczciwy". To nie było tylko puste hasło. Swojemu najgroźniejszemu rywalowi ówczesnemu prezydentowi Alfredowi Rzegockiemu, zarzucił publicznie, że brał łapówki. Rzegocki zaprzeczał, ale choć był faworytem, wybory przegrał.
    A co ciekawe, Szlęzaka nigdy nie postawił przed sądem.

    Naprawdę głośno zrobiło się o prezydencie w maju, tuż po awansie koszykarzy Stali Stalowa Wola do ekstraklasy. Wtedy to Szlęzak oświadczył, że dotację z budżetu miasta dla drużyny uzależnia od tego, że będą grali w niej wyłącznie polscy koszykarze.

    Argumentował to tak:
    - Nie chcę, aby pieniądze, dodam duże pieniądze jak na możliwości miasta, poszły na utrzymanie paru Amerykanów lub Chorwatów. Bo oni pograją rok, pobawią się i wyjadą ze Stalowej Woli.

    Dysponujemy pieniędzmi podatników, dlatego nie powinny być one zmarnotrawione na jednorazowe utrzymanie obcokrajowców, ani na jednoroczne utrzymanie się w lidze. Tylko winny być wydane sensownie i perspektywicznie. Czyli powinny umożliwić naszym koszykarzom, szkolącym się w Stalowej Woli, grę w najwyższej lidze i zdobywanie umiejętności.

    Bo jeśli nie będą grać, tylko - jak do tej pory nasi zawodnicy - podawać piłki, to 38-milionowy naród nadal nie będzie w stanie wychować trzydziestu koszykarzy potrafiących grać na światowym poziomie.

    Szlęzak nie ukrywa, że bardzo bliskie są mu idee głoszone przez Romana Dmowskiego, twórcy Narodowej Demokracji (tzw. endecji). Zaprzeczał jednak, że jest endeckim rasistą, jak nazwała go jedna z gazet.

    Uzasadniał to, jak zwykle, dosadnie i barwnie: - Nie mam nic przeciwko, aby czarni, żółci, czy fioletowi koszykarze grali w Polsce. Ale niech robią to za pieniądze prywatne, a nie podatników.

    Pokazał jednak, że jest człowiekiem kompromisu i zgodził się na zatrudnienie dwóch obcokrajowców. Ale tylko na rok.

    Powstanie to klęska

    Jeszcze głośniej zrobiło się o nim, gdy odmówił wojewodzie włączenia syren alarmowych dla uczczenia 65-rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego.

    W swoim stylu nie owijał w bawełnę:
    - Powstanie Warszawskie to jedna z największych klęsk w dziejach naszego narodu. Tożsamość narodową powinno się budować na sukcesach, na tym, że jako naród jesteśmy zdolni do wielkich czynów takich jak np. powstanie Centralnego Okręgu Przemysłowego.

    Wydanie administracyjnej decyzji o włączeniu syren nazwał "manipulacją rodem z PRL-u". Tym oświadczeniem wywołał burzę w całej Polsce. Na forach internetowych wpisywało się tysiące ludzi. Jedni go potępiali.

    Jak "Jack", który zarzucił mu, że "co z niego za Polak, który nie potrafi uszanować przelanej krwi przez rodaków". Ale bardzo wielu popierało go za rozsądek polityczny i podziwiało za odwagę. "Szacunek. Potrafił pan powiedzieć głośno to, co wielu ludzi myśli, ale woli siedzieć cicho" - napisał jeden z internautów.

    Szlęzak ostatecznie wykonał polecenie wojewody, ale - jak zwykle - po swojemu. Syreny kazał włączyć 1 sierpnia, tyle że nie o godzinie 17, ale o... 11.55. Gdy wojewoda Mirosław Karapyta nazwał to naruszeniem porządku i obiecał zawiadomić ABW i policję, Szlęzak odpowiedział:
    - W tym zestawie brakuje jeszcze papieża, ONZ i Dalajlamy.

    Kundelek kościelny

    Zanim został prezydentem, był dziennikarzem. Pracował m.in. w redakcji związanego z Radiem Maryja "Naszego Dziennika". A jednak ostro przeciwstawił się planom biskupa Edwarda Frankowskiego, które nazwał samowolą.

    - A to już jest wyczyn świadczący o jego niezwykłej odwadze, bo były kapelan Solidarności ma za sobą Radio Maryja i jest w Stalowej Woli pół-bogiem - mówi stalowowolski dziennikarz. - Dość powiedzieć, że przez lata po mieście krążył dowcip, że zmienimy nazwę ze Stalowej, na Frankowską Wolę. Bo będzie bardziej adekwatna do teraźniejszości.

    Poszło o drewniany krzyż, który w lutym wierni postawili na miejskiej działce na osiedlu Młodynie, w miejscu planowanej budowy świątyni. Prezydent zażądał usunięcia krzyża, bo miasto nie wydało zgody na jego postawienie, ani na budowę kościoła. I publicznie wypomniał biskupowi, że zachowuje się jak partyzant, choć czasy komuny się skończyły i prawa należy przestrzegać.

    Wreszcie oddał sprawę do sądu. Przed kilkoma dniami biskupi przyrównali jego żądanie do wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu nakazującego usunięcia krzyża w jednej z włoskich szkół. Prezydent nazwał ich list manipulacją i obiecał, że osobiście stawi się w sądzie, aby "kościelny kundelek nie pomyślał sobie, że się go przestraszył".

    Powiatowy bankrut

    Szlęzak pójdzie do sądu, ale kilka dni temu odmówił udziału w uroczystościach z okazji 10-lecia powiatu stalowowolskiego. I bynajmniej nie tłumaczył się "względami osobistymi".

    Powiedział to, co myśli:
    - Powiat to samorządowa porażka. To jest jedno wielkie marnotrawienie publicznych pieniędzy. Powiat stalowowolski, który jest zadłużony po uszy, jest tego najlepszym przykładem.

    Zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy Andrzeja Szlęzaka są przekonani, że jego ostre, kontrowersyjne wypowiedzi nie są spontaniczne, ani tym bardziej nieprzemyślane. Podejrzewają, że to celowe działanie obliczone na kolejną prezydenturę. Albo na coś więcej niż prezydentura.

    Szlęzak w rozmowie z Nowinami potwierdza, że ma swoje plany polityczne (nie chce ich zdradzić), ale kategorycznie zaprzecza, że - zanim coś powie, to kalkuluje. Czy mu się to opłaci, czy nie.

    - Gardzę "politykami", którzy nie mają swojego zdania. Uważam ich za dupków i mam nadzieję, że wyborcy też. Dlatego sam staram się być skutecznym, mówię prawdę i nie boję się podejmowania niepopularnych decyzji, bo wiem, że w dalszej perspektywie będą one korzystne dla miasta - mówi Szlęzak.

    Czytaj treści premium w Nowinach24 Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (31)

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (31) forum.nowiny24.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo