Apoloniusz Tajner: Bieszczadom potrzebna jest jeszcze lepsza infrastruktura

Waldemar Mazgaj
Apoloniusz Tajner (z prawej) był gościem podsumowania sezonu w Podkarpackim Okręgowym Związku Narciarskim. Na zdjęciu z Bogdanem Kustroniem i Jackiem Staroniem amatorskimi mistrzami Polski w biegach z Suchodołu.
Apoloniusz Tajner (z prawej) był gościem podsumowania sezonu w Podkarpackim Okręgowym Związku Narciarskim. Na zdjęciu z Bogdanem Kustroniem i Jackiem Staroniem amatorskimi mistrzami Polski w biegach z Suchodołu. Waldemar Mazgaj
Rozmowa z APOLONIUSZEM TAJNEREM, byłym trenerem kadry skoczków, obecnie prezesem Polskiego Związku Narciarskiego o Bieszczadach, naszych narciarzarzy i tworzącej się "Żyłomanii".

Kim jest Apoloniusz Tajner?

Kim jest Apoloniusz Tajner?

Urodzony 17 kwietnia 1954 roku kombinator norweski, trener, prezes Polskiego Związku Narciarskiego (od 2 lutego 2006).

Jako zawodnik był mistrzem Polski i 5. zawodnikiem świata wśród juniorów.

Absolwent krakowskiej AWF, pracował w Olimpii Goleszów, Ośrodku Przygotowań Olimpijskich w Bielsku-Białej, reprezentacji Polski w kombinacji norweskiej (igrzyska olimpijskie w Calgary), a po przerwie na biznes i funkcję wiceprezesa ds. sportowych PZN (1994-99), wrócił jako trener kadry skoczków (1999-2004).

Przy wsparciu fizjologa Jerzego Żołądzia i psychologa Jana Blecharza to pod jego wodzą Adam Małysz trzykrotnie z rzędu zdobył Puchar Świata, trzykrotnie mistrzostwo świata i raz wicemistrzostwo świata oraz wygrał 49. Turniej Czterech Skoczni, zaś na olimpiadzie 2002 w Salt Lake City zdobył brązowy i srebrny medal, zaś reprezentacja po raz pierwszy w historii stanęła na podium w konkursie drużynowym PŚ.

Jest żonaty z Aleksandrą, mają syna Tomisława (były reprezentant Polski w skokach) i córkę Dominikę, której mężem jest piosenkarz Michał Wiśniewski.

- Jak widzi pan rolę Bieszczad w szkoleniu młodych narciarzy?- Bieszczady są stworzone do tego by umieścić tu bazę dla sportów narciarskich. W Ustrzykach są też tradycje związane z narciarstwem klasycznym i tutaj widzę największą szansę na doprowadzenia zawodników do kadr narodowych.

Do tego w Zagórzu są trzy małe skoczeńki, gdzie można znakomicie wychować młodego zawodnika. Oczywiście mamy taki system, że później trzeba go przenieść na większe skocznie, do Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Zakopanem lub Szczyrku, gdzie może nadal kontynuować swój rozwój.

Pierwszym dowodem na to jest wychowanek klubu z Zagórza, Adam Ruda, który już jest w kadrze narodowej juniorów, objętej naszą pełną opieką szkoleniowo-finansową. Do tego dochodzi Michał Milczanowski, który od paru lat ociera się o kadrę.

Potrzebna jest jednak odpowiednia infrastruktura - trasy, zaplecze, zabezpieczenie, ratraki, która z roku na rok jest co raz lepsza. Natomiast warunki śniegowo-terenowe naprawdę są tu znakomite.

- Idea SMS-u, który ma powstać w Ustrzykach Dolnych, ma szansę się sprawdzić?- Zdecydowanie tak. Choćby dlatego, że ten region jest oddalony od głównych ośrodków narciarskich, a dojazd do innych jest czasochłonny, gdyż w południowo-wschodniej Polsce brakuje autostrad.

Dlatego pomysł jest bardzo dobry, mówiło się o nim już od kilku lat, a narciarstwo biegowe, na którym szkoła ma się opierać, w tym rejonie ma się naprawdę dobrze. Do tego w pobliżu są co raz bardziej znaczące ośrodki jak Tomaszów Lubelski, czy nieco wyżej Siedlce.

WEsprzemy SMS w Ministerstwie Sportu

Dobrze, że Podkarpacki Urząd Marszałkowski zauważył ten problem i postanowił pomóc w części dydaktycznej. Natomiast w części sportowej będziemy popierać starania szkoły w ministerstwie sportu i jestem przekonany, że przyniesie to skutek.

- Baza trenerska szkoły będzie się opierać na miejscowych instruktorach, czy PZN "podeśle" swoich trenerów?- Nie jesteśmy w stanie nikogo podsyłać, jak pan to ujął. Wszystko zależy, jakie warunki stworzy się dla zatrudnianego pracownika, ale raczej będzie się to opierać na miejscowych kadrach szkoleniowych, które są jednak bardzo szerokie.

Nie martwił bym się tym zbytnio, z mojej wiedzy wynika, że tylko w szkole w Ustrzykach jest zatrudnionych 11 nauczycieli wf, z czego większość ma uprawnienia trenerskie lub instruktorskie. W całym środowisku jest z tym jeszcze lepiej, pozostaje kwestia stworzenia im odpowiednich warunków, z którymi na ścianie wschodniej zawsze jest gorzej.

- Jako były trener skoczków jest pan zaskoczony młodymi zawodnikami z Zagórza?- Zdecydowanie. Tym bardziej, że tutaj nigdy wielkich tradycji nie było, co wiąże się z tym, że rodzice niechętnie oddają swoje dzieci do tej dyscypliny sportu uważanej za karkołomną i niebezpieczną. Brakuje jednak pełnego logistycznego wsparcia, a mimo to udało się już wytrenować kilku dobrych skoczków i ogólnie to funkcjonuje dobrze. To głownie zasługa tych pasjonatów narciarstwa.

- Spytam jeszcze o wspomnianych Rudę i Milczanowskiego. To już są chłopcy z potencjałem na kadrę A, czy jeszcze im brakuje?...- Sześć-siedem lat temu ten poziom byłby na pierwszą kadrę. Teraz, przy takim wysypie talentów, to już na młodzieżówkę, czy na juniorów, bo mamy takie trzy podgrupy, w której jest w sumie 18 zawodników.

Skoki są chimeryczne

Ale to dobrze, bo skoki są chimeryczne, bo nigdy nie wiadomo, który wyskoczy w danym momencie. Jednak poziom utalentowania i wytrenowania tych chłopców jest na tyle wysoki, że mogą być kolejnymi niespodziankami jak Żyła czy Kot, bo na poziom Stocha wskoczy niewielu.

- Jak wygląda obecnie sytuacja sióstr Eweliny i Marceli Marcisz z Halicza Ustrzyki Dolne? Pierwsza z nich jeszcze niedawno biegała w pucharach świata z Justyną Kowalczyk, druga ma najlepsze wyniki w mistrzostwach kraju...- Ewelina w 2011 roku była etatową kadrowiczką, później miała problemy zdrowotne, a teraz jeszcze przyplątała się jej kontuzja. Dlatego zniknęła z wyników i rankingów, ale po zabiegu w połowie lipca wróci do dalszego szkolenia. Ta przerwa zdecydowała, że nie ma jej obecnie w kadrze młodzieżowej, a nie w pierwszej, gdzie było jej miejsce.

Jednak za zasługi nie można dostawiać miejsca w kadrze, ale drogę ma otwartą. Podobnie jak Marcela, która po urodzeniu dziecka wróciła na fajny poziom. Na pewno dostaną wsparcie z PZN-u, już o tym rozmawiałem z ich mamą. Mogą liczyć zarówno na wsparcie finansowe jak i sprzętowe. Poprzemy je też w akademickich centrach szkolenia sportowego, bo jedna studiuje na AWF Kraków, druga na AWF Katowice. Na pewno będziemy mieć na nie oko, bo to utalentowane zawodniczki.

Jednak sponsorzy wsparli nasz program rozwoju biegów do kadry puka nawet 8-9 zawodniczek, a trzeba wybrać pięć. Dlatego jest rywalizacja, ktoś jest niezadowolony. Nie mamy jednak aż tylu środków, by pomóc wszystkim. W tej chwili centralnym wsparciem jest objętych 20 biegaczy i biegaczek.

Bez gwiazd nikt nie interesowałby się tym sportem

- Patrząc na polskie narciarstwo bardzo się pan denerwuje, gdy mówi się tylko o Justynie Kowalczyk, Kamilu Stochu i kadrze skoczków?... - Proszę sobie przypomnieć sytuację sprzed kilkunastu lat, gdy jeszcze nie startował Adam Małysz. Bez tych gwiazd nikt nie interesowałby się tym sportem. Jednak proszę zauważyć, że nasze biegi to już nie tylko Justyna, tylko co raz lepsza drużyna.

Wprawdzie sztafeta dziewczyn bardzo słabo wypadłą podczas ostatnich mistrzostw w Val di Fiemme, ale jakby nie było po dwóch zmianach były liderkami, dopiero później straciliśmy to miejsce. Obserwuję tę grupę już od 2009 roku, od Liberca. Ich potencjał jest na miejsca 3-6 w świecie, co raz większy. Gdybyśmy na najbliższych igrzyskach pokazali nasze gwiazdy - czyli Stocha i Kowalczyk, a za nimi poszło wsparcie drużyn skoczków i żeńskiej sztafety, to pokazalibyśmy potencjał całego polskiego narciarstwa.

Mamy jeszcze Karolinę Riemen w skicrossie, która może być czarnym koniem igrzysk w Soczi, bo już wchodzi na podium pucharu świata. Tylko jeszcze ta dyscyplina nie jest tak popularna i oglądana w Polsce jak skoki czy biegi.

- Nieco niespodziewanie w skokach wykroiła się nam fajna drużyna. Na jak długo starczy chłopakom tego medalowego potencjału, widać tam naturalnych następców?- To są wychowankowie programu "Szukamy następców mistrza", który będzie działał już 10. rok. Poszerzamy ten program bo gdy startuje 200 zawodników to trzeba zrobić zawody trzydniowe.

Poza tym przekonałem prezesa Lotosu, by wsparł program stypendiami trenerskimi i mamy dostać 15 stypendiów, po jednym dla klubu, do Zagórza też trafi takie stypendium. To byłoby poważne wsparcie bo zawsze brakuje dla trenerów, bo w szkołach czy uczniowskich klubach ludzie z pasji to robili dotąd, bo kwotę 400 czy 600 zł nawet nie można nazwać dodatkiem do pensji.

Patrząc na ciąg tych zawodników dziesięcio-, dwunasto-, czternastoletnich, już widzimy, że w miejsce Stocha czy Żyły wejdą kolejni z nie mniejszym potencjałem. Tym bardziej, że na skoczniach w Wiśle, Zakopanem i Szczyrku można się wspaniale rozwijać. Dlatego nie martwię się o igrzyska w 2018 roku czy o kolejne.

"Żyłomania"...

- Piotr Żyła zawsze jest taki wesoły, czy tylko na potrzeby mediów?- Taki jest zawsze był, dopiero niedawno media go wypromowały. Osobiście jednak bardzo się cieszę, bo zdjął obciążenie z Kamila Stocha, który źle znosi duże zainteresowanie sobą, co dekoncentruje zawodnika. Nieraz widziałem, jak mistrz świata cieszył się, że dziennikarze pobiegli za Piotrkiem, a jemu dali spokój.

Mam tylko wątpliwości jak długo Żyła będzie skakał przy stworzonej "żyłomani". Zrobiliśmy nawet nad tym debatę, chronimy go przed tym, bo po tygodniu takiego zainteresowania widzieliśmy, jak był skołowany. Jestem przekonany, że jak tylko przestanie skakać media wyciągną mu te wszystkie głupoty, które tak się podobały, a szybko przestaną się podobać.

- Zapytam jeszcze o narciarstwo alpejskie, bo w nim jeszcze nie liczymy się tak, jakbyśmy chcieli, a to widowiskowy i emocjonujący sport...- To bardzo popularny sport w Polsce, najprężniej się w nim działa i pracuje. W dziecięcych ligach podkarpackiej, małopolskiej i śląskiej startuje po 2-3 tysiące dzieci.

Problem polega na tym, że jak się wyłania zawodnik 15-16-letni to on już wymaga 30-40, potem 50 dni na lodowcach, których chyba nigdy nie będziemy mieli, bo najbliżej są w Alpach. I tu pojawia się problem logistyczny, pogodowy. Miejscowi zawodnicy mogą zjechać, gdy pogoda psuje się na kilka dni, a my zawsze mamy dylemat - zostawać, czy wracać.

Nie mówiąc już o tym, że nie zawsze wyjeżdżają od nas najzdolniejsi, tylko ci, których finansowo mogą wesprzeć rodzice.

To jest nasz odwieczny problem, a mimo to przebijają się zawodnicy jak Agnieszka Gąsienica-Daniel, Karolina Chrapek, Maciej Bydliński, czy Maryna Gąsienica, która w tym roku była piąta na mistrzostwach świata juniorów. Nie są to jakieś asy, ale potrafią zrobić solidne wyniki.

To są nieliczne nazwiska, bo brakuje wsparcia finansowego, nie mówiąc już o skłóconym środowisku alpejskim, ale to temat na oddzielne opowiadanie.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie