Artur Szpilka wróci do ringu? Andrzej Wasilewski: Rozmawiamy o walce z Różańskim lub Włodarczykiem [ROZMOWA]

Krzysztof Kawa
Krzysztof Kawa
Andrzej Wasilewski podczas konferencji prasowej w hotelu Marriott przed pierwszą walką Artur Szpilka - Łukasz Różański
Andrzej Wasilewski podczas konferencji prasowej w hotelu Marriott przed pierwszą walką Artur Szpilka - Łukasz Różański Szymon Starnawski/Polska Press
Udostępnij:
Artur Szpilka marzy o kolejnej walce. Po majowej, zakończonej nokautem porażce w Rzeszowie z Łukaszem Różańskim wieliczanin długo leczył kontuzjowane kolano i popadł w depresję. Kilka dni temu 32-latek zapowiedział jednak, że jest już gotowy, by wznowić treningi. Rozmawiamy o tym z Andrzejem Wasilewskim, jednym z najbardziej skutecznych promotorów bokserskich w Polsce, który od lat pilotuje karierę „Szpili”.

Artur Szpilka zapowiedział powrót na ring, ujawniając, że już z panem o tym rozmawiał. Czy to prawda, że planujecie jego rewanż z Łukaszem Różańskim?
Rzeczywiście, kontaktował się ze mną i bardzo emocjonalnie na to nalega. Można powiedzieć - cały Artur. On jest bardzo, ale to bardzo ambitnym sportowcem. Nie może znieść porażek. Powiedziałem mu, że jeśli chce kontynuować karierę bokserską, to postaram się taką szansę mu zorganizować. Zostały mu chyba tylko dwie możliwe walki na polskim podwórku: z Łukaszem Różańskim albo z Krzysztofem Włodarczykiem. To są pojedynki, które pewnie kibice chętnie by zobaczyli.

Szczególnie z Włodarczykiem, bo między nim i Szpilką ostro iskrzy.
Zgadza się, ciągnie się to od lat. Ale żeby była jasność - w tej chwili żadnych negocjacji nie prowadzimy. Artur po kontuzji musi się solidnie wyleczyć i rozpocząć treningi. W tej chwili on chce podziałać w roli trenera (w warszawskim klubie KSW Cross Fight Gym – przyp.). Są tu pewne wątpliwości, bo praca w roli trenera wymaga wielkiej cierpliwości. Trzymam jednak za niego kciuki.

Pan jest mu cały czas przychylny, ale jak to jest z formalnego punktu widzenia? Szpilka powtarzał publicznie, że walka z Różańskim była ostatnią zorganizowaną przez pana w roli jego menedżera i wiążący was kontrakt definitywnie wygasł.
Mogę ujawnić, że kontrakt wygasł już po wcześniejszej walce. Pojedynek w Rzeszowie odbył się, że tak powiem, bez zobowiązań prawnych z obu stron. Ale to nie ma większego znaczenia. Z Krzysiem Włodarczykiem od dawna nie mam żadnego kontraktu, nawet szczerze przyznam, że kiedyś nawet zastanawiałem się, kiedy umowa między nami się skończyła i sam nie wiem. Po 10-15 latach obserwowania, jak funkcjonuje świat boksu, widzę, że zawodnicy najczęściej doceniają nieformalne więzy, prawdziwą współpracę, więc po co nam ten papier? To chyba nikomu nie jest do końca potrzebne. Oczywiście zdarza się, że sportowiec ma głupszą partnerkę życiową albo głupszych przyjaciół, którzy nawijają mu makaron na uszy, bo trzeba pamiętać, że sportowcom niestety łatwo jest zamącić w głowie. Akurat Włodarczyk ma bardzo mądrą partnerkę.

Relacje ze Szpilką też układają się tak różowo? Przecież co jakiś czas wybuchają między wami publiczne kłótnie na Twitterze…
Zdarza się, że Artur czasem niezbyt pochlebnie odezwie się w moim kierunku… Ale w istocie nasze relacje poza internetem zawsze były bardzo dobre. Jesteśmy tyle lat ze sobą emocjonalnie związani, że to są takie rodzinne klimaty. A jak wiadomo w rodzinie ludzie też się czasem pokłócą, często nawet bardzo. W gruncie rzeczy jednak jestem ze swoimi zawodnikami bardzo związany. Jest wiele wspomnień, wiele emocji, część przykrych, część wspaniałych, ale większość bardzo głębokich. Jestem uzależniony od tego, jak od narkotyku.

Włodarczyk i Szpilka mają teraz jednego trenera, Andrzeja Liczika. Za chwilę mogą spotkać się na sali treningowej, przypadkowo albo wręcz sprokuruje to sam trener.
Na razie Artur jest po kontuzji i jeszcze się rehabilituje.

Ale już mówi o wznowieniu treningów i powrocie na ring.
No bo coś trzeba w życiu robić. Przekleństwem profesjonalnych sportowców jest uzależnienie od treningu i nie bardzo potrafią inaczej spędzać czas. Można przejechać się samochodem, posłuchać muzyki, zagrać w karty czy w szachy. Gdzieś czasem mniej lub bardziej rozsądnie poimprezować. Ale co zrobić z resztą czasu?

Musi jednak paść pytanie o zdrowie Artura. On sam przyznał ostatnio, że był badany przez neurologa, że ma momenty, gdy wypowiadając się zapomina jakichś słów. On już tyle razy solidnie oberwał w ringu, że każdy kolejny cios może mieć daleko idące konsekwencje.
Boks to mega ryzykowny żywioł. Nie oszukujmy się - urazy wynikające z uprawiania boksu są bardziej skomplikowane niż inne. Nawet neurolodzy nie do końca rozumieją ich specyfikę. Boks to nie szachy lub badminton, z całym szacunkiem dla tych dyscypliny. Już kilka lat temu powtarzałem Arturowi, żeby się dobrze zastanowił, czy chce wracać. I teraz też mu mówię, że musi poważnie to rozważyć. Natomiast dobrze wiem, że nie jest łatwo tak po prostu odejść. Wystarczy popatrzeć na Tomka Adamka, który jest całkowicie ustawiony i całkowicie spełniony sportowo. Ale jak tylko usłyszy, że mógłby zaboksować, to od razu by wracał na ring. My ze swojej strony robimy wszystko, by chronić zawodników, współpracujemy z najlepszymi fachowcami. Badania zlecane przez Polską Unię Boksu są kompleksowe, po każdym nokaucie muszą być zrobione na nowo. Tyle że organizm ludzki jest bardzo skomplikowany i trzeba samemu wiedzieć, kiedy ze sceny zejść.

U Szpilki nastąpiła w ostatnich walkach kumulacja nokautów.
I właśnie z tego powodu Artur ma dłuższą przerwę. Po ciężkich walkach nie spieszy się z powrotami, robi minimum półroczne przerwy, żeby móc się zregenerować. Warto wiedzieć, że kibice oglądają tylko widowiskowe nokauty. A to jest tylko deser. Żeby doszło do pojedynku, trzeba odbyć wiele walk sparingowych, których nikt nie widzi. Kaski, które noszą pięściarze troszkę im pomagają, ale jeśli chodzi o amortyzację ciosu to prawie nic. One są bardziej zakładane dla ochrony skóry, żeby chronić łuk brwiowe.

Czy Szpilka może wrócić już w tym roku, czy lepiej, by stało się to w przyszłym?
Przede wszystkim musi dać sobie czas, złapać dystans, bo na gorąco to nikt nie jest mądry w swoich decyzjach. A jeśli powrót, to kiedy? To nie ma większego znaczenia, czy to będzie grudzień, czy luty. Ostatnia walka odbyła się w maju, więc tak czy inaczej upłynie ponad pół roku. Trzeba też pamiętać, że każdy pięściarz ma swój styl. Krzysiek Włodarczyk jeszcze nie był w karierze zawodowej posadzony ciosem na głowę. To inna sytuacja, inny styl boksowania, inna fizjologia i tak dalej.

Proszę powiedzieć, czy Różański ma jakieś perspektywy po efektownej wygranej ze Szpilką?
Łukasz to specyficzny zawodnik, ponieważ w przeciwieństwie do innych pięściarzy jest bardzo samodzielny. Jest bardzo szanowany w swoim środowisku i mieście. Mam za sobą rzesze kibiców, ale też kilku rozsądnych przyjaciół, szczególnie jednego, bardzo mądrego człowieka z Rzeszowa, Rafała Kalisza. Łukasz to chłopak, który ma wielką osobowość, nie tylko w ringu. Poprzedni i nowy prezydent Rzeszowa bardzo go lubią i szanują, on jest w mieście aktywny społecznie. Natomiast jeśli chodzi o boks, to też jest wyjątkową postacią, ponieważ zaczął karierę dosyć późno. Teoretycznie nie ma dobrych warunków fizycznych do wagi ciężkiej. Ale wygrywa w zdecydowany sposób i dwa-trzy lata temu przyspieszyliśmy jego karierę. On jest zawsze bardzo dobrze przygotowany do pojedynków, jest bardzo pewny siebie, ma bardzo ciężkie ręce, a do tego świetnego trenera, pana Mariana Basiaka, jednego z ostatnich trenerów ze starych dobrych czasów polskiego boksu.

Fachowiec, który w latach 80. tworzył potęgę Igloopolu Dębica.
Oczywiście, ośrodek Straszęcin, zaskoczył mnie pan, że to pamięta. Trener Basiak ma ósemkę z przodu, jeśli chodzi o wiek, ale on cały czas śledzi nowinki, jest bardzo nowoczesnym trenerem. Potrafi się adoptować do współczesnych wymagań, bo nie oszukujmy się - boks olimpijski sprzed 30-40 lat, a dzisiejszy boks zawodowy to dwie różne dyscypliny. Tymczasem pan Marian jest człowiekiem śledzącym tę ewolucję, ma świetną głowę i znakomicie naucza. Potrafił sprawić, że Łukasz w pełni wykorzystuje swoje możliwości, swój styl i talent. Trener Basiak potrafi bardzo inteligentnie go prowadzić. Ani w walce z Izu Ugonohem, ani z Arturem Szpilką nie był faworytem. A jednak Łukasz ułożył te walki po swojemu, demolując i Izu, i Artura.

Trener Basiak w latach 80. doprowadził Dariusza Czernija do tytułu wicemistrza Europy. Czy teraz są w naszym boksie amatorskim takie postaci, które rokują, że po przejściu na zawodowstwo osiągną sukces?
Teraz zadał pan najsmutniejsze dla mnie pytanie. Przez lata wydawało mi się, że zawsze się kogoś tam znajdzie. Myślałem: poradzimy sobie. Troszkę lekceważyłem sytuację, mimo że dysponowałem wiedzą, widząc poziom mistrzostw Polski juniorów i seniorów. W tej chwili jest dziwna sytuacja, bo moim zdaniem od strony marketingowej, promocyjnej i organizacyjnej Polski Związek Bokserski pod wodzą prezesa Grzegorza Nowaczyka robi niezłą robotę. Jest cykl różnych fajnych gal, które są elegancko zrobione, pokazywane w dobrej telewizji, więc pod tym kątem to działa. Moim zdaniem zdecydowanie lepiej, niż działało wcześniej. Natomiast mam cały czas obawy co do dwóch rzeczy. Po pierwsze nie do końca jestem przekonany do trenera kadry narodowej pana Walerego Korniłowa. Druga rzecz to brak systemu szkolenia. Systemu panów Basiaków w różnych regionalnych ośrodkach, którzy w momencie, kiedy się pojawiają jakieś talenty, mogliby wyłuskiwać młodych i prowadzić. Na razie niczego takiego nie widzę. Mało tego, zaskakuje mnie, że w środowisku boksu olimpijskiego nawet nie ma zrozumienia potrzeby stworzenia czegoś takiego. Bo nie chodzi tylko o samo tworzenie kolejnych sekcji w miasteczkach. Powieszenie dwóch worków w Ustrzykach Górnych samo z siebie nie spowoduje, że przyjdzie na trening zdrowy, młody chłopak, który będzie kochał boks, który będzie marzył o tym, żeby boks był przepustką do lepszego życia. Dzisiaj system nie wyłapuje takich chłopaków i nie widzę w ogóle w środowisku dyskusji na ten temat. Wiosną odbyły się w Kielcach młodzieżowe mistrzostwa świata. Super impreza, wielki sukces, że udało się taką imprezę sprowadzić do Polski. Właściwie nie ma się do czego przyczepić. Tylko, że jako Polacy zdobyliśmy tam jeden medal, trochę naciągnięty. Skąd brać kolejnych zawodników? To mnie bardzo martwi.

Czyli zostaje nam ekscytowanie się pojedynkami Włodarczyka, Szpilki, Wacha, Różańskiego i pewnie byśmy jeszcze wymienili ze dwa-trzy nazwiska.
Jest jeszcze Maciej Sulęcki, są Mateusz Masternak i Michał Cieślak. Plus pół Polak (babcia była Polką – przyp.) Fiodor Czerkaszyn z Ukrainy. Jest zdolnym, sfokusowanym na boks, zdyscyplinowanym zawodnikiem. A do tego boksuje w piekielnie trudnej kategorii, bo waga średnia to od lat nie tylko jeden czempion, ale liczy się kilkanaście osób. Jest w niej kilka gwiazd, właśnie w tej wadze boksuje też Maciek Sulęcki. No i jest Kamil Szeremeta, który ma za sobą już kilka dobrze płatnych walk.

Wracając na koniec do Szpilki – bliżej mu dziś do walki z Włodarczykiem czy Różańskim?
W tej chwili za wcześnie o tym przesądzać, powiedziałbym, że szanse są pół na pół. Dziś nawet nie jest pewne, czy on rzeczywiście wróci do ringu, prawda? Tak jak mówiłem wcześniej, broń Boże go do tego nie namawiam. Nawet podkreślam, żeby się mocno zastanowił. Ale jeśli ma wchodzić do jakiegokolwiek ringu, to wolę żeby do bokserskiego, niż do MMA.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Mistrzostwa w Polsce zwiększą popularność strzelectwa i rugby

Wideo

Materiał oryginalny: Artur Szpilka wróci do ringu? Andrzej Wasilewski: Rozmawiamy o walce z Różańskim lub Włodarczykiem [ROZMOWA] - Dziennik Polski

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Nowiny 24
Dodaj ogłoszenie