Azerbejdżan i Armenia - to są inne światy

Z Azerbejdżanu i Armenii Jaromir Kruk
W Erewaniu kolorytu meczom dodają piękne panie z ochrony.
W Erewaniu kolorytu meczom dodają piękne panie z ochrony.
Mecz międzypaństwowy w Baku i Erewaniu na trybunach. Na początku gorący doping, gdy gospodarze strzelają gole kibice wpadają jakby w amok.

Wczuwają się, tak jakby sami występowali na boisku. Gdy zespołowi idzie fani z Azerbejdżanu i Armenii szaleją ze szczęścia, stracony gol powoduje gwałtowne zmiany nastroju. Szkoda, że Polacy przekonali się o tym tylko w Baku.

W Baku do prowadzenia 1-0 miejscowych rozszalały ze szczęścia tłum tworzył niesamowitą atmosferę. Wyrównanie Polski sprawiło, że stadion zaczęli opuszczać pierwsi kibice, po kolejnym trafieniu biało-czerwonych scenę eliminacyjnej konfrontacji Euro 2008 zdominowali przybysze znad Wisły.

Zero tolerancji

W Armenii Polacy nie potrafili strzelić gola i przy żywiołowym dopingu kibiców gospodarze wygrali 1-0. Po golu miejscowych Ormianie na stojąco do samego końca wspierali swoich pupili.

- Armenia, Armenia - to ogłuszyło polski sektor. Wydawało się, że miejscowi przeżywający swoje wielkie chwile po końcowym gwizdku rzucą się do ataku na naszych rodaków. Nic z tych rzeczy, najpierw długo dziękowali swoim za grę i wynik, a potem podziękowali... Polakom za stworzenie fajnej atmosfery i oprawy meczu.

Gdyby nie flagi z Polski obiekt w Erewaniu przyświecałby pustkami. W Armenii, tak jak w Azerbejdżanie nie ma tradycji zawieszania flag, niewielu fanów spoza stolic krajów jeździ wspierać na żywo drużynę narodową. Trudno także o większe ekscesy na stadionach, obstawianych przez oddziały wojska i policji.

Już na 3-4 godziny przed spotkaniami w Baku i Erewaniu mundurowi odbywali ćwiczenia na wypadek ekscesów. To robiło piorunujące wrażenie na obserwatorach, ale jak to powtarzają w byłych republikach ZSRR porządek musi być. Policjanci nikogo tam nie zaczepiają, kibice mogą czuć się swobodnie, ba nawet pić na trybunach wódkę. W Erewaniu służby porządkowe zauważyły, że kibice z Warszawy spożywają wysokoprocentowy alkohol.

- Wypijcie jak najszybciej i zachowujcie się spokojnie - powiedział do Polaków oficer armii Armenii.

Nie wypadało się go nie słuchać, bo gdyby sympatycy biało-czerwonych podpadli poważniej czekałby ich areszt i późniejszy, kosztowny powrót do ojczyzny.

- U nas się nikt nie patyczkuje z niesfornymi. Na stadionach jest gorąco, ale nie wolno przesadzać - przekonuje nas fan Azerbejdżanu.

Dostrzegliśmy to w Baku. Kiedy doszło do sprzeczki dwóch miejscowych, a zaczęło to się przeradzać w bójkę na sektor wkroczyło kilku wojskowych. Awanturnicy szybko znaleźli się na łopatkach na schodach. Czekał ich parę minut po meczu albo areszt, albo... załatwienie kwestii poprzez danie łapówki żołnierzom. Wcale nie takiej małej, bo na polskie w granicach 200-300 złotych. A łapówki w tej części świata bierze się nagminnie, a zbytnio to nikomu nie przeszkadza.

Wielcy wrogowie

Azerowie i Ormianie serdecznie się nienawidzą. Granica pomiędzy tymi państwami jest zamknięta, wciąż trwają, choć nieoficjalnie walki o Gorny Karabach. Azerów popiera Turcja, która wysyła nawet im swoich oficerów, za Ormianami stoi Rosja.

Polityka odbija piętno na piłce. We wrześniu żadna ze stron nie była w stanie zabezpieczyć meczów Armenii i Azerbejdżanu, tak więc do obydwu konfrontacji dojdzie w Kijowie. Azerowie uwielbiają turecki futbol, w każdej restauracji i knajpie można oglądać mecze znad Bosforów. Paradowanie w koszulce Turcji, Galatasaray czy Fenerbahce mogłoby się skończyć nawet śmiercią delikwenta i to wcale nie przesada.

Gdyby nie pomoc Rosji i ZSRR od 1918 roku mogłoby dojść do jeszcze większej eksterminacji Ormian ze strony Turków. Turcy wymordowali ponad milion Ormian, w tym niemal całą mniejszość na ich terytorium. Dlatego też Armenia zgodziła się bez walki zaanektować przez ZSRR. Teraz Rosja może liczyć na oddanie niepodległego państwa ze stolicą w Erewaniu. Dla ormiańskich kibiców liga rosyjska jest czymś wspaniałym, w Armenii roi się od fan-klubów Spartaka Moskwa, CSKA Moskwa, ludzie śledzą losy reprezentacji Rosji.

W Azerbejdżanie i Armenii kluby są daleko w cieniu reprezentacji. Oba kraje nie mają zbyt silnych lig, a większość zespołów ma swoje siedziby w stolicach. I w Baku, i w Armenii patrzą z optymizmem na przyszłość.

U Azerów coraz większe pieniądze w futbol pompują firmy zajmujące się wydobyciem ropy (najlepsi gracze zarabiają 20.000 dolarów miesięcznie), w Armenii przy pomocy UEFA, FIFA i innych organizacji jak grzyby po deszczu powstają nowe, wspaniałe boiska. Ormianie garną się do piłki, bo stanowi ona szansę na wybicie się. Zwycięstwo Armenii z Polską też da wiele w tej materii.

Dobra kuchnia

W Azerbejdżanie nie ma raczej turystycznych atrakcji, cudzoziemców odstraszyć może brud na ulicach miast, mała dbałość ludzi o higienę i kultura. Armenia to zupełnie co innego - piękne góry, jeziora, wspaniałe zabytkowe cerkwie, można stawiać w ciemno, że za parę lat dojdzie tam do turystycznego boomu.

Teraz już jednak można polecić obydwa zwaśnione kraje ze względu na kuchnię. Nie każdy przepada za baraniną, wołowiną, ale pyszne pide (coś w stylu pizzy, wyśmienity ser), znakomite sałatki, kapitalnie przyrządzone ziemniaczki z efektownymi przyprawami kuszą każdego obcokrajowca. Dodajmy, że w restauracjach nawet w centrach stolic można się najeść tanio do syta. Szkoda, że ostatnią kolację reprezentacji Polski w Erewaniu popsuł wynik uzyskany w spotkaniu z Ormianami.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie