Beata Wójtowicz, dyrektor SP nr 4 w Sanoku: zostałam oskarżona za niewinność

Sabina Tworek
Sabina Tworek
Archiwum B.W.
Na Beatę Wójtowicz, dyrektorkę Szkoły Podstawowej nr 4 w Sanoku, wpłynęły do burmistrza miasta dwie skargi.

Pierwszą z nich złożył wieloletni nauczyciel B.B., który zarzuca dyrektorce szkoły czyny o charakterze mobbingu wobec jego osoby. Wskazał, że w związku z pracą zdalną w okresie zamknięcia placówki był szykowany przez dyrektorkę, która kazała mu pilnie wypełnić ankietę kuratoryjną oraz być do jej dyspozycji w wyznaczonych godzinach.

Dyrektorce zarzucił również brak podręczników do dyspozycji nauczycieli, nieprawidłowości w zarządzaniu placówką oświatową, możliwość przekroczenia kompetencji oraz dopuszczenie do faworyzowania pewnej grupy nauczycieli poprzez przydzielanie im płatnych zastępstw.

Druga złożona skarga dotyczy umowy o pracę zawartej z pracownikiem, która wygasła i nie została przedłużona.

W ramach postępowania wyjaśniającego Komisja Skarg, Wniosków i Petycji uznała obydwie skargi za bezzasadne.

Radni domagają się wyjaśnienia sprawy

Skargi wywołały burzliwą dyskusję na sesji Rady Miasta, 28 maja, na której pojawiła się grupa byłych i obecnych pracowników szkoły. Jako pierwszy głos zabrał skarżący B.B.

– Szkoła Podstawowa nr 4 to mój drugi dom, który stwierdzam, że od dwóch lat coraz bardziej się wali – mówił. – Spada poziom nauczania, dzieci nagminnie mają układane zastępstwa, m.in. z nauczycielami wspomagającymi, co sprawia, że nie jest realizowana podstawa programowa. Nie podoba mi się również, że nauczyciele muszą być dostępni pod telefonem w wyznaczonych godzinach i odbierać e-maile od dyrektorki.

Mężczyzna twierdzi, że w placówce często dochodzi do sytuacji, że rano nauczyciele podpisują zarządzenia, a po południu są już one odwoływane. Zaznacza, że wiele decyzji podejmowanych jest pochopnie, a w szkole panuje chaos.

Głos na sesji zabrała była wicedyrektor szkoły.

– Zrezygnowałam z pełnienia funkcji wicedyrektora, ponieważ z dyrektorką trudno było się porozumieć, a to przekładało się na jakość zarządzania placówką i kontakty z rodzicami – zaznaczyła. – Pragnę dodać, że uczniowie przenoszą się do innych placówek.

Kobieta twierdzi, że dyrektorka bierze często zastępstwa, a nauczyciele, którzy są fachowcami w danej dziedzinie, siedzą w tym czasie w pokoju nauczycielskim.

– Ze szkoły odchodzą nauczyciele z dobrym przygotowaniem merytorycznym, a przyjmowani są młodzi, którzy na starcie otrzymują 30 godzin – wyliczała. – Jedni mają godziny ponadwymiarowe, a innym brakuje godzin do etatu. Nie ma stabilizacji ani poczucia bezpieczeństwa dla dzieci, rodziców, a przede wszystkim dla nauczycieli.

Kobieta zarzuca także dyrektorce częste nieobecności w szkole, co jej zdaniem, utrudnia zarządzanie placówką. Wytyka jej również, że po roku pracy w SP nr 4 wystartowała w konkursie o inną pracę.

Pod adresem dyrektorki padło też oskarżenie, że w szkole nie funkcjonuje RODO, a dzienniki są przechowywane u woźnej, bo nie ma pokoju nauczycielskiego.

Skarżących poparło kilku radnych, którzy zasugerowali bliższe przyjrzenie się sprawie. Radny Sławomir Miklicz zwrócił uwagę, że na Komisji Skarg, Wniosków i Petycji ciężko było porozumieć się z dyrektorką, więc nie wyklucza, że podobny problem można zaobserwować w szkole.

– Dla mnie oczywiste jest, że w SP nr 4 nie wszystko funkcjonuje prawidłowo – stwierdził. – Moje dzieci chodzą do tej placówki i dlatego rozmawiam o sytuacji w szkole z innymi rodzicami i nauczycielami. Uważam, że są tam pewne elementy do poprawy i to nie ulega wątpliwości.

Radny Jakub Osika zaproponował, aby sprawdzić, ile dzieci i nauczycieli odeszło ze szkoły w ciągu ostatnich dwóch lat.

Burmistrz: Dyrektorka SP nr 4 nie złamała prawa

Do skargi odniósł się Grzegorz Kornecki, zastępca burmistrza ds. społecznych, który zaznaczył, że w placówce w ostatnim czasie była przeprowadzona kontrola przez kuratorium oświaty oraz organ prowadzący i żadna z nich nie wykazała większych nieprawidłowości.

Burmistrz wyliczył, że dyrektorka szkoły miała w miesiącu średnio dwa zastępstwa, co nie można uznać za nadużycie z jej strony. Zaznaczył także, że to nie Beata Wójtowicz jest odpowiedzialna za przydzielanie zastępstw, ale jej zastępca, więc oskarżenia nauczycieli są w tym przypadku bezzasadne. Odniósł się również do przyznawania nauczycielom godzin nadliczbowych.

– Nie ma możliwości, aby arkusz organizacyjny został zatwierdzony z liczbą 30 godzin dla jednego nauczyciela, więc nie wszystko, co zostało powiedziane w czasie sesji, jest zgodne z prawdą – tłumaczył.

Burmistrz podkreślił również, że to do kompetencji dyrektora szkoły należą decyzje o zatrudnianiu i zwalnianiu pracowników. Zaznaczył, że jak tylko dostanie od dyrektorki informację o działaniach naprawczych, jakie zamierza podjąć w związku ze skargami, ustosunkuje się wówczas do sprawy.

Nieprawidłowości w postępowaniu Beaty Wójtowicz nie zauważył także Piotr Kot, przewodniczący Komisji Skarg, Wniosków i Petycji.

– Dyrektorka działa w ramach własnych kompetencji, ma prawo do dobierania kadry nauczycielskiej oraz do sprawdzania nauczycieli w okresie pandemii koronawirusa – tłumaczył. – Czasami może się komuś wydawać, że jest mobbingowany, ale zaznaczam, że są to kompetencje nadzorcze dyrektora szkoły i komisja niewiele może tutaj zdziałać.

Zaproponował pokrzywdzonym nauczycielem skierowanie skargi do kuratorium oświaty i sądu pracy.

Beata Wójtowicz: Jestem niewinna, uważam, że dobrze zarządzam szkołą

Dyrektor Beata Wójtowicz nie kryje zaskoczenia w związku z zaistniałą sytuacją. Twierdzi, że nie miała pojęcia o drugiej skardze.

– Nikt mnie nie poinformował, że w tej sprawie będzie podejmowana uchwała na sesji – mówi. – Nie zostałam zaproszona na obrady, więc nie mogłam się bronić. Odebrano mi prawo do wyjaśnień i przedstawienia swojego stanowiska.

Beata Wójtowicz uważa, że w czasie sesji nie powinna być omawiana skarga, która wpłynęła na nią dwa lata temu.

– Bardzo mnie poruszyło i dotknęło odniesienie się do poprzednio złożonej na mnie skargi, która nie tylko, że została odrzucona przez Radę Miasta, ale także inne organy kontrolne – tłumaczy. – Podczas sesji poruszono wiele kwestii dotyczących oceny mojej osoby i innych, niezwiązanych z wniesionymi skargami spraw. Padło wiele kłamstw, subiektywnych interpretacji i oszczerstw pod moim adresem.

Beata Wójtowicz uważa, że nie może dochodzić do sytuacji, aby to nauczyciel naciskał na dyrektora i dyktował mu, w jaki sposób ma zarządzać szkołą.

– To są moje kompetencje – mówi. – Jako dyrektor biorę pełną odpowiedzialność za wyniki nauczania, to ja buduję szkołę i dobieram sobie zespół, za który odpowiadam. Nikt nie może wywierać na mnie presji w tej sprawie.

Dyrektorka zaznacza, że bieżącym roku nie przeprowadziła żadnych zwolnień a nieprzedłużenie umowy pracownikowi, nie jest przestępstwem.

– Chciałabym odnieść się też do pracy Rady Miasta – mówi. – Jeden z radnych pozwolił sobie na własny sąd na podstawie rozmowy przeprowadzonej ze mną na Komisji Skarg, Wniosków i Petycji. Sugerował radnym, że nie podobało mu się moje wystąpienie. Odebrałam to jako stronniczość, gdyż stanowisko radnego oparte jest na osobistej niechęci wobec mojej osoby, a nie na przedmiotowej sprawie. Czy z etycznego punktu widzenia powinno tak to wyglądać – dopytuje.

Do sprawy powrócimy.


ZOBACZ TEŻ: Rektor UR: Zależy nam na Szpitalu Uniwersyteckim

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Z tego co wiem jedno dziecko (syn) pana Miklicza jeszcze chodzi do SP 4, drugi syn chodzi do I LO. Artykuł jest więc nie do końca rzetelny. Jak można tak przeinaczać fakty? Mnie, moje, na mnie, ze mną, moje, mojej....czyżby ego pani dyrektor jej nie przerastało? Pani dyrektor - więcej pokory, jest pani tylko dyrektor, szkoła to nie prywatny pani folwark. Osoby sprzątające są do sprzątania a nie od pilnowania drzwi i jakże wszech obecnej papierologii tj. dokumentacji, bo mogła pani tego słowa nie zrozumieć. Plastyka to nie j. angielski, a college językowe w Przemyślu to nie studia. Podaj się pani do dymisji - kto wie może w przyszłości stołek dyrektorski w II LO będzie czekał właśnie na panią?

Dodaj ogłoszenie