Będę leczył Francuzów

Kinga Rymut-Sobala
Wyjeżdżam, bo w Polsce nikt nie chciał zatrudnić niedoświadczonego fizjoterapeutę - mówi Bartek, absolwent Uniwersytetu Rzeszowskiego.
Wyjeżdżam, bo w Polsce nikt nie chciał zatrudnić niedoświadczonego fizjoterapeutę - mówi Bartek, absolwent Uniwersytetu Rzeszowskiego. Wojciech Zatwarnicki
Komfortowe warunki pracy, prawie 4500 zł na rękę, zatrudnienie zgodne z wykształceniem.

To oferta francuskiej kliniki, w której kilka dni temu rozpoczął pracę Bartek Król, świeżo upieczony magister fizjoterapii z Rzeszowa.

Pracę znalazł przez przypadek. - Razem z narzeczoną Eweliną, również fizjoterapeutką, zarejestrowałem się na jednej ze stron internetowych dla bezrobotnych, związanych z zawodami medycznymi - opowiada Bartek. - Jeszcze przed obroną w ubiegłym roku, dostaliśmy propozycję pracy we Francji.

Do podjęcia decyzji o wyjeździe zmusiła go polska rzeczywistość. Jeszcze po skończeniu studiów licencjackich, szukał pracy w swoim zawodzie. - Bezskutecznie. Szpitale i kliniki boją się przyjmować ludzi bez doświadczenia - tłumaczy Bartek. - Na tej stronie też zarejestrowałem się bardziej dla żartu. Nie wierzyłem, że ktoś się odezwie.

Najpierw kurs językowy

Ofertę nadesłała firma Exterea Polska z Krakowa, która organizuje wyjazdy do pracy we Francji dla pielęgniarek i fizjoterapeutów. Po obronie dyplomu podpisali z nią umowę na znalezienie posady. Warunkiem był udział w bezpłatnym miesięcznym kursie języka francuskiego.

Dostali po 250 euro na utrzymanie w Krakowie, za które opłacili mieszkanie i wyżywienie.

- Kurs był intensywny. Pięć dni w tygodniu po ok. 7 godzin wkuwaliśmy francuskie słówka i zgłębialiśmy tajniki skomplikowanej gramatyki - opowiada młody fizjoterapeuta.

Wysiłek się opłacił, bo choć do płynności w mówieniu Bartkowi jeszcze daleko, bez problemu dogadał się z przyszłymi pracodawcami.

Pomagają załatwić pozwolenia

Przedstawiciel biura Exterea we Francji, wyszukuje pracodawców i przekazuje te informacje do Krakowa. Pracownicy firmy w Polsce wyszukują odpowiednich kandydatów. Bartek i Ewelina już we wrześniu 2006 r. otrzymali propozycję pracy.

W Polsce wszystkie dokumenty i zezwolenia pomagała załatwić firma, a we Francji urzędniczymi sprawami zajął się ich przyszły pracodawca. Bartek z Eweliną musieli tylko jechać do francuskiej Krajowej Agencji ds. Cudzoziemców i Migracji ANAEM w Warszawie, żeby przedstawić badania lekarskie z przychodni pracy. Otrzymali dokumenty, które złożą we Francji w miejscowej prefekturze.

Brak doświadczenia nie przeszkadza

Będą pracować w prywatnej klinice rehabilitacji w Lestroisepis w Alzacji.

- To malownicza malutka miejscowość ok. 80 km na południe od Strasburga - tłumaczy Bartek.

Wie, co mówi, bo miał okazję poznać okolicę i klinikę. Na początku października, na zaproszenie i koszt właściciela kliniki, poleciał z narzeczoną do Francji. Przez 3 dni poznawali klinikę i podpisali wstępny kontrakt. Jest potrzebny do otrzymania pozwolenia na pracę oraz wykonywanie zawodu we Francji.

- Zaskoczyło mnie, że Francuzi przyjęli nas tak serdecznie. Uprzedzałem, że słabo mówię po francusku i nie mam doświadczenia. Okazało się, że to żaden problem - mówi Bartek.

Pracodawca obiecał nawet zorganizować dla nich kurs francuskiego.

Warunki na równi z Francuzami

- W Polsce można tylko pomarzyć o sprzęcie takiej klasy, jakim dysponuje ta klinika - opowiada Bartek.

Na jednego fizjoterapeutę przypada tu mniej pacjentów niż w Polsce, więc komfort pracy jest wyższy. Będą się zajmowali rehabilitacją chorych m.in. po udarach oraz wymianie stawu kolanowego i biodrowego.

Przez miesiąc są na okresie próbnym. Jeśli Bartek się sprawdzi, dostanie kontrakt bezterminowy i pracując 35 godzin tygodniowo, zarobi miesięcznie 1500 euro na rękę. Ewelina ma obiecaną umowę na rok, z możliwością zmiany na bezterminową. Będą zatrudnieni na identycznych zasadach jak Francuzi - taka sama pensja, składki, urlop. Klinika znalazła też dla nich mieszkanie, za które płacą 116 euro miesięcznie.

- Łącznie z opłatami za wodę i energię zamkniemy się w ok. 250 euro - kalkuluje Bartek.

Do wydatków trzeba doliczyć 90 euro miesięcznie za obiady w szpitalnej stołówce.

- Cieszę się, że los się do mnie uśmiechnął. Za godziwe wynagrodzenie będę mógł robić to, co lubię i umiem. Tylko szkoda, że nie w Polsce - dodaje Bartek.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie