Bez badań DNA nie będzie pogrzebu

Krzysztof Potaczała
Mercedesa, ze zwłokami mężczyzny, wyciągnięto z zalewu Myczkowieckiego 30 października ub. r
Mercedesa, ze zwłokami mężczyzny, wyciągnięto z zalewu Myczkowieckiego 30 października ub. r KRZYSZTOF ŁOKAJ
Mija dwa i pół miesiąca od znalezienia ludzkich szczątków w Zalewie Myczkowieckim, a nadal nie jest znana tożsamość ofiary. Na wyniki być może trzeba będzie jeszcze długo czekać -Instytut Ekspertyz Sądowych w Krakowie zasypany jest podobnymi sprawami.

Wyciąganie mercedesa

Prokuratura Rejonowa w Lesku mogłaby zlecić badanie DNA prywatnej firmie w Warszawie, ale to kosztuje 2 tys. zł.

- Nie stać nas - mówi prokurator Zygmunt Słabik. - Poza tym, firma państwowa jest pewniejsza, ma wieloletnie doświadczenie i renomę.

Rozwoził towar

Wszystko wskazuje, że w jeziorze zginął 25-letni Piotr M. z Radomia, pracownik warszawskiej hurtowni chemicznej. W chwili wydobycia zwłok z dostawczego mercedesa zatopionego na dnie zalewu znaleziono m.in. jego imienną pieczątkę.

Do Instytutu Ekspertyz Sądowych trafił wycinek z kości zmarłego. Reszta szczątków leży w sanockim prosektorium. Być może sprawa tajemniczej śmierci nie ciągnęłaby się tak długo, gdyby przed laty policja w Warszawie dokładnie przeprowadziła śledztwo w sprawie zaginięcia radomianina. Przepadł 6 listopada 1996 r. wyjeżdżając z bazy firmy.

- Dzień wcześniej rozwoził towar z pomocnikiem i to ten mężczyzna był prawdopodobnie ostatnim człowiekiem, który widział żywego Piotra M. - opowiada prokurator Słabik. - Niestety, policja go nie przesłuchała, a on mógł najwięcej wiedzieć o kłopotach bądź planach kolegi.

Pożyczał pieniądze

Udało się ustalić, że 5 listopada Piotr M. poprosił pomocnika, by ten pożyczył dla niego 500 zł od właścicielki sklepu, do którego zawieźli chemię gospodarczą i kosmetyki. Kobieta się zgodziła.

- Piotr M. miał problemy finansowe - informuje Z. Słabik. - W Warszawie mieszkał na dziko w akademiku i nie mógł poradzić sobie z opłacaniem czesnego na Politechnice Radomskiej, gdzie studiował ekonomię.

Wiadomo także, że nie rozliczył się z pieniędzy utargowanych 5 i 6 listopada
1996 r. Niewykluczone, że były mu potrzebne na spłatę długów. Jednak po co wybrał się służbową furgonetką w daleką podróż w Bieszczady? I jak zginął?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie