Bieszczadzkie spotkania ludzi z niedźwiedziami

Stanisław Sowa
Jeżeli spotkamy świeże tropy niedźwiedzia, to warto sobie np. coś zaśpiewać. Chodzi o to, by niedźwiedź wykrył naszą obecność odpowiednio wcześnie i mógł się oddalić - radzi dr Wojciech Śmietana. Na zdjęciu tropy niedźwiedzia na leśnej drodze z Rabego do Kołonic. Stanisław Sowa
W Polanie wygłodniały miś zaatakował pasące się owce. Mieszkaniec Żerdenki ratował się przed drapieżnikiem ucieczką na drzewo. Takich spotkań jest w Bieszczadach coraz więcej.

Zaskoczony hodowca najpierw zobaczył rozerwaną siatkę. Wysoka na prawie dwa metry, chroniła stado przed wilkami. Na pastwisku leżało jagnię z wyrwanym bokiem. Obrażenia od uderzenia wielkiej łapy z pazurami i odciśnięte tropy nie pozostawiały wątpliwości. To Ursus arctos, czyli niedźwiedź brunatny.

Dzień później intruz wdarł się do zagrody innego gospodarza. Na szczęście, nie było w niej owiec.

W latach 90. w rejonie Polany zdarzały się ataki niedźwiedzi na zwierzęta gospodarskie. Czy zwierz, dla którego siatka z drutu okazała się żadną przeszkodą, da sobie spokój?

- Miś, który raz posmakował mięsa i łatwej zdobyczy, może częściej zaglądać do zagród owiec i krów - obawia się Stanisław Łysyganicz z Polany. Pamięta, że w latach 70. grasował w okolicy niedźwiedź, który w jednym sezonie zabił 30 sztuk bydła.

Miś na spacerze wokół leśniczówki

[obrazek2] Jeżeli spotkamy świeże tropy niedźwiedzia, to warto sobie np. coś zaśpiewać. Chodzi o to, by niedźwiedź wykrył naszą obecność odpowiednio wcześnie i mógł się oddalić - radzi dr Wojciech Śmietana. Na zdjęciu tropy niedźwiedzia na leśnej drodze z Rabego do Kołonic. (fot. Stanisław Sowa)Jeszcze dobrze nie rozeszły się wieści o atakach w Polanie, gdy oko w oko z niedźwiedziem stanął mieszkaniec wsi Żerdenka w okolicach Leska. W Boże Ciało spacerował po lesie. Było gdzieś ok. 19, gdy natknął się na młodego misia. Przerażony ratował się ucieczką na drzewo. Spadł, doznając urazu kręgosłupa.

Dramatyczne przeżycie mieszkańca Żerdenki przypomniało wszystkim, że w bieszczadzkiej głuszy można nadziać się na groźnego drapieżnika. Na forach internetowych coraz więcej opisów takich spotkań. Pojawiają się zdjęcia i filmy.

- Na miśka wlazłem nie raz. Taka praca i dla mnie to normalka - mówi Mieczysław Niedziocha, leśniczy z Jabłonek. - Ale przyjezdni to co innego. Gdy grzybiarze zobaczą świeże ślady niedźwiedzia, za nic nie chcą iść dalej.

Wieści o spotkaniach z niedźwiedziem robią wrażenie nie tylko na przyjezdnych.
- Kobiety, które pracują przy pielęgnacji lasu, biorą ze sobą radioodbiorniki i puszczają głośno muzykę. Szczególnie ostatnio, gdy były przypadki poturbowania przez niedźwiedzia człowieka. A pilarze chodzą z ciągle włączonymi piłami - opowiada leśniczy Niedziocha.

U Marcina Sceliny, leśniczego leśnictwa Roztoki, niedźwiedź urządzał sobie spacery wokół leśniczówki. Co noc, ale nikt go nie widział. Zniecierpliwiony gospodarz chciał zobaczyć, jak zwierz wygląda. Na ogrodzeniu, może 10 metrów od leśniczówki, powiesił plaster miodu.

- Jeszcze nie zdążyłem sobie wygodnie usiąść, patrzę, nie ma plastra. Powiesiłem drugi. Przywiązałem go mocno na sznurku. Po chwili widzę niedźwiedzia. Podszedł powoli, powąchał plaster, chwycił zębami i nagle jakby diabeł w niego wstąpił, rzucił się do ucieczki. Ale przywiązany plaster wypadł mu z paszczy. No to zawrócił, chwycił plaster mocniej i urwał sznurek. Parę metrów dalej skonsumował przysmak.

Nie tylko miód

Niedźwiedź brunatny to największy europejski drapieżnik. Stary osobnik może ważyć nawet 700 kg. Wzrost: do 2,5 m. Pozornie niezdarny kolos porusza się na krótkich dystansach z prędkością ponad 60 km na godz. Świetnie pływa. Młodsze, lżejsze miśki dobrze wspinają się po drzewach.

Z uwagi na lęk przed człowiekiem niedźwiedź wiedzie nocny tryb życia. Choć to drapieżnik, praktycznie w 90 proc. odżywia się pokarmem roślinnym. Wiosną zajada się trawami i ziołami, a także zeszłorocznymi orzeszkami bukowymi. Dietę urozmaica mięso jeleniowatych. Latem niedźwiedź poluje na gryzonie, owady. Uwielbia czarne jagody. Jesienią zapuszcza się do zdziczałych sadów, które pozostały po wysiedlonych wioskach, aby nażreć się owoców przed zimowym snem.

Przysmakiem miśków są larwy mrówek i miód. Nic więc dziwnego, że drapieżniki zapuszczają się do pasiek. - Miałem na Żernicy pszczoły. Niedźwiedź rozbił ule. Kilka razy. W okolicy Baligrodu jest mnóstwo zniszczonych pasiek - opowiada leśniczy Niedziocha.

Drapieżnik ma perfekcyjny zmysł węchu. Potrafi wyczuć przysmak z dalekiej odległości. - W okolicy ośrodka "Wisan" w Bystrem k. Baligrodu leżały takie pięciolitrowe kanisterki, w których była przyprawa kulinarna. Znajdowałem takie pojemniki, pogryzione, głęboko w lesie - opowiada Marcin Scelina.

Zdaniem bieszczadzkich leśników, populacja niedźwiedzia brunatnego jest coraz liczniejsza. Nocą można się nadziać na miśka nawet w centrum Cisnej.

Leśnicy doliczyli się 150 drapieżników

Wrażenie sporej liczebności niedźwiedzia brunatnego w Bieszczadach spotęgowała ostatnio informacja o trzech martwych drapieżnikach. 21 kwietnia w pobliżu leśniczówki leśnictwa Buk znaleziono martwą niedźwiedzicę. 12-letnia samica ważyła zaledwie 130 kg. Padła na posocznicę.

30 kwietnia na brzegu potoku na terenie nadleśnictwa Lesko natrafiono na martwą 8-letnią niedźwiedzicę. Przyczyna śmierci: niewydolność krążeniowo-oddechowa, będąca skutkiem zapalenia płuc i posocznicy.

Trzeciego martwego niedźwiedzia znaleziono 10 maja w Dwerniczku (nadleśnictwo Lutowiska). To był 25-kilogramowy niedźwiadek. - Nie zarejestrowaliśmy jeszcze w tak krótkim czasie aż trzech przypadków śmierci niedźwiedzi - podkreśla Edward Marszałek, rzecznik Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Krośnie.

Według wyliczeń RDLP, na Podkarpaciu żyje 150 niedźwiedzi. Większość w Bieszczadach. Leśnicy monitorują stan zwierzyny przez cały rok.

Dr Wojciech Śmietana, który od wielu lat bada bieszczadzką populację niedźwiedzia, potwierdza, że od II wojny światowej liczba tych drapieżników się zwiększa. Niedźwiedzie widywane są też w Górach Sanocko-Turczańskich, na Pogórzu Przemyskim i w Beskidzie Niskim, m.in. w masywie Bukowicy.

Do danych przygotowywanych przez leśników Śmietana podchodzi z rezerwą. Aby określić wielkość populacji, trzeba przeprowadzić badania genetyczne, pozwalające na identyfikację poszczególnych osobników. Tą metodą w 2009 r. naliczono na Podkarpaciu 83 osobniki niedźwiedzia brunatnego.

- W całych polskich Karpatach żyje około 100 niedźwiedzi, z tego na Podkarpaciu może 90 sztuk - ocenia dr Śmietana. - Są to populacje niewielkie. Przypadki spotkania z niedźwiedziem, a nawet poturbowania człowieka nie są następstwem zbyt dużej liczebności tych zwierząt.

To nie niedźwiedź czyha na człowieka

W ubiegłym roku odnotowano dwa przypadki okaleczenia ludzi przez niedźwiedzie. Skończyło się na ranach i pobycie w szpitalu.

Wszystkie przypadki ataku niedźwiedzia w Bieszczadach były następstwem zaskoczenia zwierzęcia przez człowieka - ocenia dr Śmietana. Zazwyczaj niedźwiedź spał w ciągu dnia i ktoś po prostu na niego wlazł. Najczęściej zbieracze poroża. - To nie niedźwiedź czyha na człowieka. Te zwierzęta bronią się, gdy poczują się zagrożone. Jeżeli przekroczymy dystans, w którym drapieżnik czuje się bezpieczny, jego naturalną reakcją jest atak.

Aby lepiej poznać zwyczaje drapieżników, dr Śmietana prowadzi badania telemetryczne. Aktualnie ma "na podglądzie" trzy miśki. W obrożach telemetrycznych z nadajnikiem GPS hasają po Bieszczadach "Wołosaty" - dorosły samiec, oraz dwie samice - "Pszczelina" i "Czereśnia".

Jeżeli nie schodzisz z drogi leśnej czy szlaku, szansa na spotkanie z niedźwiedziem jest praktycznie żadna. Co robić, gdy mimo wszystko dojdzie do takiego spotkania?

- Broń Boże nie wykonywać gwałtownych ruchów i nie uciekać, bo to prowokuje te drapieżniki. Najlepiej albo w ogóle się nie ruszać, albo spokojnie się oddalać - radzi dr Śmietana.

Pazury niedźwiedzia mają do 7 cm długości. Uderzeniem łapy drapieżnik jest w stanie przerwać kręgosłup nawet takiemu kolosowi jak żubr. Najczęściej atakuje samica w obronie młodych. Zaniepokojony niedźwiedź zazwyczaj stawia tzw. drabinę, czyli staje na tylne łapy. Wygląda wtedy bardzo groźnie, jednak ta pozycja nie oznacza jeszcze ataku.

Mieczysław Niedziocha raz prawie otarł się o drapieżcę. Kiedyś kosmaty zwierz obserwował go w okolicy leśnych stawów. Trzymał dystans, ale leśniczy i tak miał stracha, bo był daleko od auta.

- Chce pan koniecznie zobaczyć miśka? Ja pokażę miejsce. I możecie się spotkać. Głupie to uczucie. Pan się będzie cały czas rozglądać. A on, wiem, że tam będzie…

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie