Bóg się rodził, a oni umierali (II)

Wojciech Malicki Zaktualizowano 
- Poświęciłem tej sprawie przeszło rok życia - mówi kpt. Jan Ragan, emerytowany milicjant. WOJCIECH MALICKI
W noc wigilijną zakatowano na śmierć trzy osoby. Oskarżonych o dokonanie zbrodni sąd skazał na karę śmierci. - Nie było żadnego zabójstwa, był wypadek drogowy - mówi dziś Stanisław Kulpiński, jeden z oskarżonych.

Jan Sojda pięć razy opisywał prokuratorowi wigilijny wieczór i noc:

"Baranku Boży, co rok to gorzy. Nie siadłem do wieczerzy wigilijnej, bo córka niegodnie postąpiła z zięciem, każąc mu porządki w domu robić. Oglądałem program kolęd i myślałem, gdzie ta chwała na wysokości. Potem położyłem się spać".

Sojda (wtedy 48-latek) zaprzeczał, że był na pasterce w Połańcu. Z dopisków śledczych na pożółkłych protokołach dowiaduję się, że "król" podczas przesłuchań płakał, przegryzał kciuka i na krew przysięgał, że jest niewinny. A w jednym z przejętych więziennych grypsów napisał do żony, że grozi mu wysoki wyrok i musi przygotować dla adwokatów 90 tys. zł, ale najważniejsze "żeby mamusia (teściowa Sojdy - przyp. aut) zmieniła zeznania i powiedziała, że w pasterkę był w domu".

Druga przysięga na krew

W wigilijną noc w autobusie - świadkowie zbrodni przysięgali milczeć po raz pierwszy, ale nie ostatni.

- Po aresztowaniu Józefa Adasia, Sojda zebrał świadków w Wolicy, wsi sąsiadującej ze Zrębinem. Rozdał im medaliki przywiezione z Jasnej Góry i po raz drugi kazał im przysięgać, że będą milczeć. Tym, co zdradzą, groził śmiercią - mówi kapitan Janusz Ragan, emerytowany milicjant.

I ludzie milczeli, bo się bali. Był przecież Sojda Królem Zrębina, najbogatszym gospodarzem we wsi. Jedynym, który miał telefon i traktor.

- Król Jaś był od wszystkiego: zęby rwał, zastrzyki dawał, rozstrzygał spory sąsiedzkie. Nawet w sądzie ławnikiem był - tak do dzisiaj go wspominają starsi mieszkańcy.

Niektórzy mówią, jego możliwości sięgały znacznie dalej poza Zrębin, pobliski Połaniec, czy wojewódzki wówczas Tarnobrzeg. Że miał swoje "wejścia" nawet w Warszawie. A to dlatego, że jego ojciec podczas II wojny światowej ukrywał Żydów, którzy potrafili się odwdzięczyć w potrzebie.

Morderczy proces

W maju 1977 śledczy zarządzili ekshumację zwłok, a przeprowadzenie ponownej ekspertyzy zlecili prof. Zdzisławowi Markowi, kierownikowi Zakładu Medycyny Sądowej w Krakowie. Profesor uznał, że Krysia, Staszek i Miecio nie zginęli w wypadku samochodowym, lecz w wyniku pobicia. W ekspertyzie wykazał, że otwory w czaszkach ofiar co do milimetra "pasują" do kształtu narzędzi, którymi ich okładano.

W lecie 1977 w areszcie byli już wszyscy: Jan Sojda, Józef Adaś, Stanisław Kulpiński i Jerzy Socha - oskarżeni o zabójstwo oraz - Henryk Witek, który miał pomagać mordercom. Przeszło rok później przed Sądem Wojewódzkim w Tarnobrzegu, z siedzibą w Sandomierzu ruszył proces, opisywany potem w książce "Procesy wszech czasów" obok procesów Chrystusa, Galieusza i templariuszy...

Żaden z oskarżonych nie przyznał się do winy. W śledztwie rozmowni, na sali rozpraw zamilkli. Na każde pytanie sądu odpowiadali "Nie oświadczam się...", co znaczyło tyle, że korzystają z prawa odmowy wyjaśnień. Taką linię obrony nakazali im trzej uznani krakowscy adwokaci, w tym mec. Zbigniew Dyka, który piętnaście lat później, w wolnej Polsce został ministrem sprawiedliwości.

- To był morderczy proces. Rozprawy trwały non - stop po kilkanaście godzin dziennie. Oskarżeni, a szczególnie Sojda, który przysypiał na ramieniu milicjanta, sprawiał wrażenie bardzo pewnego siebie... - wspomina mec. Rajmund Aschenbrenner, pełnomocnik małżeństwa Kalitów.

Za tydzień - w ostatnim odcinku:

Za tydzień - w ostatnim odcinku:

- Dramatyczne relacje z przebiegu egzekucji sprawców zabójstwa
- O rewizji nadzwyczajnej, którą wniósł... były obrońca oskarżonych
- Czy matka zabitych wybaczyła oprawcom
- Czy "sprawa zrębińska" naprawdę się zakończyła

Cztery kary śmierci

Sądowi przewodniczył nieżyjący już sędzia Marek Maciąg. W ciągu osiemnastu miesięcy przesłuchał 227 osób, w tym 82 naocznych świadków zbrodni. Wielu z nich odpowiadało (łącznie ze śledztwem) po kilka, a nawet kilkanaście razy.

Niektórzy skarżyli się sądowi, że podczas śledztwa milicjanci zmuszali ich do składania fałszywych zeznań biciem i podawaniem... tajemniczego, ciemnego płynu. Kilkanaście osób wprost z sali sądowej trafiało do aresztu i... było sądzonych za fałszywe zeznania i niepowiadomienie o zabójstwie. Dostawali bardzo surowe wyroki - po 7-8 lat więzienia. Sędzia Maciąg rządził na sali rozpraw żelazną ręką, karząc świadków i oskarżonych wysokimi grzywnami, także za to, że się głupio uśmiechali.

- Świadka można kupić. Do kilkudziesięciu oskarżonych główny oskarżony Jan Sojda dotarł magią, a mur milczenia umocnił wydając około pół miliona złotych - mówił prokurator podczas czterogodzinnego przemówienia.

Oskarżeni i ich obrońcy prosili o uniewinnienie. Na orzeczenie przed sandomierskim sądem czekał kilkusetosobowy tłum. Wyrok: Cztery kary śmierci dla Sojdy, Adasia, Sochy i Kulpińskiego. 15 lat więzienia dla Witka.

- Dajcie ich nam. Tu ustawimy szubienice - krzyczeli ludzie po ogłoszeniu wyroku.

Obrońcy skazanych wnieśli rewizję do Sądu Najwyższego. Domagali się uniewinnienia lub powtórzenia procesu. Proces rewizyjny trwał przeszło rok. Wreszcie zapadł wyrok: Sojda i Adaś - kara śmierci, Socha - 25, Kulpiński - 15, Witek - 5 lat więzienia.

Sąd tym razem nie był jednomyślny - jeden z sędziów chciał powtórzenia procesu, bo jego zdaniem tarnobrzeski sąd wiele razy rażąco naruszał procedurę karną i pozbawił świadków ich świętego prawa do swobody wypowiedzi.

[obrazek3] Na miejscu zbrodni kilka razy przeprowadzano wizje lokalne.
Nie pogadam, pogadam

Przed największym i najokazalszym domem w Zrębinie krząta się siwy, średniego wzrostu, szczupły mężczyzna.

- Szukam pana Kulpińskiego - zagaduję.

- Tak, to ja jestem Stanisław Kulpiński. Chce pan pogadać o tamtym procesie? Dziękuję, ale nie rozmawiam z dziennikarzami, bo i tak napiszecie swoje. Ciągle te same głupoty, ciągle same wymysły. Żadnej prawdy...

- A jaka jest prawda?

- Taka, że jestem niewinny. Jedenaście i pół roku siedziałem, choć nic złego nie zrobiłem. To, że tamta komunistyczna mafia skrzywdziła mnie i moich bliskich, idzie jeszcze zrozumieć. Ale nawet dzisiaj, za demokracji nie mogę dojść prawdy. Nie było żadnego zabójstwa, był wypadek drogowy. Ale milicja zamiast szukać jego sprawców, potrzebowała sukcesu i szukała kozłów ofiarnych. Padło na nas...

- Wypadek drogowy? Przecież biegły profesor Zdzisław Marek to absolutnie wykluczył...

- Marek? On też należał do tej kliki. Niech pan poszuka o nim informacji.

Szukam i znajduję: prof. Marek był autorem i współautorem wielu ekspertyz sądowych w śledztwach o zabójstwa, m.in. w sprawie śmierci w 1977 roku Stanisława Pyjasa. Profesor wydał wtedy opinię, że był to nieszczęśliwy wypadek - pijany Pyjas spadł ze schodów i udusił się własną krwią. W 1990 roku Bogusław Wildstein, przyjaciel zmarłego, a dziś prezes TVP, publicznie stwierdził, że zatajając prawdziwą przyczynę śmierci, Marek stał się "wspólnikiem SB w tym morderstwie".

Na krew naszych dzieci

Stoimy z Kulpińskim przed domem i jednak rozmawiamy o tamtej nocy, o procesie. Kulpiński wymienia nazwiska śledczych, sędziów, prokuratorów i klnie na czym świat stoi. Wreszcie w drzwiach pokazuje się jego żona - Mieczysława. Zaprasza do środka.

- Jeśli przyjechał pan napisać prawdę, to zapraszam do domu. Niech pan siada - mówi Kulpińska.

I siadam w kuchni do stołu razem z Otylią Sojdą i Heleną Adaś, wdowami po obu straconych. Przychodzi 30-letnia Anna, córka Kulpińskich z roczną córeczką. Rozmawiamy prawie dwie godziny. Nie, to złe słowo. Nie rozmawiamy. Kobiety (z rzadka Kulpiński) gestykulują, krzyczą, szlochają, klękają, przysięgają. A ja słucham.

Mieczysława Kulpińska: - Gdy tatuś i wujek dostali karę śmierci, pojechaliśmy do prymasa Glempa z prośbą o pomoc. Ksiądz prymas napisał do ministra prośbę o niewykonywanie wyroku śmierci, ale go nie posłuchali.

Helena Adaś: - Mąż nie był na żadnej pasterce, ani w autobusie. Został w domu i spał ze mną i naszym maleńkim dzieckiem. Gdy Janiu próbował nam pomóc, jego też zamknęli...

80-letnia Otylia Sojda nic nie mówi, tylko raz po raz wyciera załzawione oczy. Jej 30-letnia wnuczka Anna nie płacze. Jest spokojna i konkretna. Dziadka nie może pamiętać, ale "sprawę" ma w małym palcu, cytuje z pamięci fragmenty zeznań, sypie szczegółami i nazwiskami świadków i śledczych.

- Minęło 30 lat, ale ta sprawa wciąż czeka na wyjaśnienie. My walczymy o prawdę. Pomoże nam pan?

Czuję obrzydzenie

- Ta sprawa budzi we mnie obrzydzenie. Staram się ją wyrzucić z pamięci. Jest pan ostatnim dziennikarzem, z którym o niej porozmawiam - zarzeka się prokurator Franciszek Bełczowski, wówczas wiceszef Prokuratury Wojewódzkiej w Tarnobrzegu - śledczy i główny oskarżyciel w sprawie zrębińskiej.

Opowiadam mu o spotkaniu z Kulpińskimi, żonami Sojdy i Adasia. Opowiadam o łzach, które wylały, przysięgach, zapewnieniach, że ich najbliżsi tego nie zrobili. O tym, że ich skrzywdzono.

- Od samego początku śledztwa tak się zachowywali. Za wszelką cenę chcieli odsunąć od siebie podejrzenie i kierować śledztwem...

polecane: FLESZ: Ekologia na co dzień: 6 mitów, w które wierzymy

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3