Bóg się rodził, a oni umierali

Wojciech Malicki Zaktualizowano 
Na miejscu zbrodni kilka razy przeprowadzano wizje lokalne.
Ta zbrodnia wymyka się wszelkim schematom. Opisano ją nawet książce "Procesy wszechczasów", obok procesu Chrystusa, Galileusza, Templariuszy...

Stało się to w Noc Wigilijną. Podstępem wywołano z pasterki trzy osoby i zakatowano na śmierć. Świadkowie przysięgali własną krwią, że będą milczeć. Dziś mija trzydzieści lat od koszmarnej zbrodni w Zrębinie pod Połańcem. Czas jednak niewiele zdziałał...

Próżno szukam Stanisława Strzępka po Zrębinie. W domu, czyli rozlatującej się drewnianej chacie z powybijanymi oknami, go nie ma. A sąsiad tylko macha ręką.

- Panie, on tu śpi raz na miesiąc, albo rzadziej. A tak łazikuje. Z tym wypije, to z tamtym wypije. Nawet, jakby go pan spotkał, to sobie nie pogadacie. Stasiu rzadko bywa trzeźwy...

Sprawdzam dalej. Od jednych znajomych już wyszedł, do drugich jeszcze nie doszedł.

Gdyby nie Stach

Wielka szkoda. Bo Stasiu to bardzo ważna postać w tej opowieści. Gdyby nie on, może nie nakręcono by paru filmów i reportaży, Roman Bratny nie napisałby swojej kolejnej powieści, a Wiesław Łuka nie wydałby kilku książek reporterskich. Może prawnicy zamiast o trudnym do wyobrażenia mordzie, mówiliby tylko o tragicznym wypadku drogowym. Może "Król Zrębina" wraz ze swoim szwagrem nie poszliby na szafot. Kawalarz wie, co mówi.

Może. Ale wtedy 14-letni Stasiu Strzępek nie milczał. Dwa dni po Wigilijnej Nocy zakradł się pod dom Józefa Adasia i krzyczał co sił: - Mordercy! Tylu ludzi wymordowali!

Janusz Ragan był młodym sierżantem, zatrudnionym w "kryminalnej" Komendy Wojewódzkiej MO w Tarnobrzegu, gdy przełożeni wysłali go do Zrębina.

- Dochodzeniówka robiła swoje w śledztwie o wypadek drogowy, a ja miałem zasięgnąć języka, tak na wszelki wypadek - opowiada. - I dowiedziałem się, że Stasiu wykrzykiwał pod oknem Adasia. To był pierwszy sygnał, że coś jest nie tak.

Stasiu miał opinię urwisa i kawalarza, ale tym razem nie bujał. Opowiedział śledczym, co i kogo widział.

Tak to się dla Ragana zaczęło. Poświęcił śledztwu przeszło rok życia i swoją pracę magisterską. To sprawa jego życia, może i chce o niej rozmawiać bez przerwy, podpierając się dokumentami i notatkami z prywatnego archiwum o nazwie "Zrębin".

Biegły: zabił ich autobus

[obrazek2] Na miejscu zbrodni kilka razy przeprowadzano wizje lokalne.Ekipa dochodzeniowo-śledcza MO, która przyjechała pod Zrębin nad ranem w pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia 1976 roku, zastała taki widok: Kilkaset metrów przez zabudowaniami, w rowie stał dwoma kołami autobus san. Za nim leżały zwłoki obnażonej do pasa młodej kobiety. Po wypchnięciu sana z rowu milicjanci odnaleźli ciała młodego mężczyzny oraz kilkunastoletniego chłopca.

Rozwikłaniem zagadki śmierci tych trojga zajęła się Prokuratura Rejonowa w Staszowie, która zleciła lekarzowi - biegłemu sądowemu - wykonanie sekcji zwłok. Doktor uznał, że 18-letnia Krystyna Łukaszek (wtedy w piątym miesiącu ciąży) jej mąż 21-letni Stanisław i 13-letni brat Miecio Kalita zginęli w wyniku potrącenia przez autobus.

Śledztwo w sprawie tragicznego wypadku było o krok od umorzenia z powodu niewykrycia sprawcy (sprawców?). Kilka tygodni po tzw. wypadku ktoś wydał polecenie skasowania autobusu. Kto i dlaczego to zrobił, skoro san był nadal sprawny? To pytanie - po 30 latach - zadam wiele razy.

To nie był wypadek!

Zdzisława Kalitowa, matka zabitych Krysi i Miecia, mieszka nadal w tym samym domku co wtedy. Sama. Osiem lat temu zmarł jej mąż Wacław. W pokoju ich dzieci czas zatrzymał się w miejscu - te same meble, na ścianach duże zdjęcia Krystyny i Wiesława (ze ślubu) i Miecia (z legitymacji szkolnej). Pani Zdzisława już dawno nie płacze. O swoim losie opowiada sucho, rzeczowo, bez emocji.

- Autobus mi córki nie rozebrał do naga. Od początku nie wierzyłam w żaden wypadek, a gdy ostro upominałam się o poszukiwanie zabójców, straszono mnie, że sama pójdę siedzieć...

Sierżantowi Raganowi też "to" nie wyglądało na wypadek.

- Do znudzenia oglądałem zdjęcia zrobione przed sekcją zwłok i bardzo się dziwiłem, że, według biegłego lekarza, śmierć spowodowało uderzenie autobusu...

Pierwszy był Henryk

Stasiu Strzępek pokrzyczał po oknem, ale szybko zamilkł. Zamilkła też cała wieś. O tym, co naprawdę wydarzyło się w wigilijną noc pod Zrębinem, jako pierwszy opowiedział do protokołu Henryk (prosił nas o niepodawanie nazwiska). Miał wtedy 24 lata, był kawalerem i nie bał się zemsty "Króla Zrębina".

Wtedy tak zeznawał: - Na Pasterce byłem w Połańcu. W trakcie mszy wyszedłem z kościoła na rynek, na papierosa. Stamtąd poszedłem do stojącego pareset metrów dalej autobusu marki san. Wewnątrz było wiele osób, a za kierownicą siedział Józef Adaś.

Po Henryku zeznawali także inni mieszkańcy Zrębina i sąsiedniej wioski - Wolicy. W marcu 1977 r. prokurator aresztował 34-letniego Adasia, z zawodu kierowcę staszowskiego PKS-u. Dostał zarzut śmiertelnego spowodowania wypadku drogowego. Nie przyznał się do winy.

- Mnie tam nie było, bo zostałem w domu - tłumaczył. A jego żona to potwierdzała słowami: - Poczułam wtedy, co to znaczy mieć męża pod pierzyną.

Nie, tak nie będzie!

W przyszłym tygodniu, w następnym odcinku:

* Co dzisiaj mówią członkowie rodzin sprawców, świadkowie zbrodni
* Kulisy niezwykłego przewodu sądowego, stawianego jednym rzędzie z najgłośniejszymi procesami wszech czasów
* Dramatyczne relacje z przebiegu egzekucji sprawców zabójstwa
* O tajemniczej śmierci świadka, który jako jedyny nigdy nie odwołał swoich zeznań

Wedle śledczych, oboje kłamali. Bo w autobusie byli wtedy i Adaś, i jego szwagier 48-letni Jan Sojda, zwany "Królem Jasiem", albo "Królem Zrębina". I to "król" odezwał się wówczas tak: Muszę z tą Kryśką zrobić porządek. Nie będzie tak, że jej matka nosi nas na pyskach, że moja siostra to złodziejka, bo kradła im z wesela wódkę i kiełbasę. Wywołajcie ją z kościoła i każcie iść do domu, że niby tam jej ojciec robi matce awanturę.

Polecenie wykonała Zofia, siostra cioteczna Krysi. Po chwili Krystyna wraz z mężem Stanisławem i młodszym bratem Mieciem szybko ruszyli w kierunku Zrębina. Po drodze, kiedy mijali autobus, zapytali nawet Sojdę, czy mogą wsiąść i zabrać się do wsi. Odmówił. Po upływie kwadransa "król" nakazał szwagrowi ruszać.

Przed nimi pojechał także fiatem 125 p Jerzy Socha, zięć Sojdy. Łukaszków i Miecia dogonili pół kilometra dalej.

- Mamo, ratuj! - krzyczał potrącony przez fiata Miecio. W drzwiach autobusu stanął jednak Stanisław Kulpiński, drugi zięć Sojdy i groził śmiercią każdemu, kto spróbuje wyjść na zewnątrz.

Nikt nie się nie odważył.

Przysięgali na krew

Adaś wyciągnął z autobusu ciężką, metalową łyżkę do kół i bił nią dotąd Stanisława Łukaszka, aż ten skonał. Krysia próbowała uciekać w pole, ale dopadł ją Sojda.

- Zabiłeś mi mężą i brata! Chociaż mnie ocal - błagała ciężarna kobieta.

"Król" był bezlitosny. Zakatował ją metalowym prętem. Po czym nakazał Sosze rozjechać fiatem jęczącego na jezdni Miecia. Zięć wykonał polecenie. Ciała zamordowanej trójki załadowali do autobusu i przewieźli w kierunku wsi. Kilkaset metrów przed pierwszymi zabudowaniami ułożyli je rowie i - aby upozorować wypadek - kilka razy rozjechali.

W autobusie Sojda nakazał przysięgę. Agrafką nakłuwał palce kilkudziesięciu pasażerów, którzy własną krwią rysowali znak krzyża na kartce i przysięgali, że będą milczeć. Jeszcze tej samej nocy "król" rozdzielił pośród pasażerów autobusu kwotę 150 tys. zł. Dobra miesięczna pensja wynosiła wtedy 2,5 - 3 tys.

To nieprawdopodobne!

- Zbrodnia, która rzekomo miała się dokonać, nie tylko nie mieści się w znanych z historii polskiej kryminalistyki schematach, lecz również rozsadza swoim nieprawdopodobieństwem wszelkie konwencje literackie - tak mecenas Zbigniew Dyka, adwokat oskarżonych przekonywał sąd, że to, co ustalili śledczy, nie może być prawdą.

polecane: FLESZ: Ekologia na co dzień: 6 mitów, w które wierzymy

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 9

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
A
Andrzej

Zło + wódka = tragedia

x
xsxsxs
W dniu 28.01.2018 o 21:48, Oburzona napisał:

Właśnie czy ktoś wie co się nadal dzieje w tej wsi?Czy Matka zmarłych żyje? Co z rodziną morderców?

tez sie nad tym zastanawiam, trzeba ją odwiedzić... czym prędzej.

O
Oburzona

Właśnie czy ktoś wie co się nadal dzieje w tej wsi?Czy Matka zmarłych żyje? Co z rodziną morderców?

j
ja

Kto jeszcze zyje z tych co podpisywali sie swoja krwia I brali pieniadze za zmowe? Podac ich nazwiska! Bandziory!!!!!

K
Krzysztof

oni już są w niebie szczęśliwi a mordercy w piekle i jeszcze dwóch dołączy do tego piekła...

s
surowa

wieś morderców 

A
Adam

masz całkowita racje pazerne świnie i hipokryci mam nadzieje że mają krew na rękach pomordowanych mimo że sami tego nie uczynili zawsze będą patrzeć na ociekające ich ręce krwią niewinnych ludzi.  Ciekawy jestem jak dziś ci dziadkowie mogą patrzeć na swoje dzieci czy wnuki nie mając w oczach pomordowanych młodych ludzi, Trzeba być bestia aby spokojnie przechodzić do dnia codziennego oddając swoje sumienie ociekające krwią srebrniki. Jakim trzeba być siewem aby muc patrzeć jak są mordowani ich sąsiedzi a potem udawać katolika, jakie to polskie  zakłamane społeczeństwo czysta postać HIPOKRYZII. Podziwiam również hipokryzje adwokatów a i w szczególności sądu tak litościwego dla pozostałych sprawców tylko mam pytanie czy będą ten Sąd tak litościwy pomyślał o pomordowanych a może zna jakieś zaklęcie które pozwoli wskrzesić bestialsko pomordowanych tych tam i tych teraz bo wyroki Sądów są tak pobłażliwe dla morderców jak by właśnie te oto Sądy znały eliksir na wskrzeszenie, a przecież człowiek rozumny wie że życie jest tylko jeden raz nam dane a tak sobie nim szafujemy a ci co powinni o to dbać i chronić uważają że jest wieczne ale może w ich świecie POLAKA KATOLIKA , ZGROZA

a
andyfelek

Cała wieś to katolickie bandziory !

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3