Były koszykarz z Krosna: chcę pokazać, że zasługuję na ekstraklasę

Sebastian Czech
Kamil Łączyński do niedawna był rozgrywającym MOSiR-u Krosno.
Kamil Łączyński do niedawna był rozgrywającym MOSiR-u Krosno. TOMASZ JEFIMOW
- Po roku wracam do najwyższej klasy rozgrywkowej. Chcę udowodnić, że zasługuję na grę w ekstraklasie - mówi koszykarz Kamil Łączyński, do niedawna rozgrywający MOSiR-u Krosno, obecnie Rosy Radom.

- W trakcie minionego sezonu wielu znawców basketu twierdziło, że pana miejsce jest w ekstraklasie, a nie w I lidze. Skończyły się rozgrywki i rozważania te znalazły potwierdzenie w rzeczywistości. Podpisał pan bowiem kontrakt z ekstraklasową Rosą Radom.- Po roku wracam do najwyższej klasy rozgrywkowej. Chcę udowodnić, że zasługuję na grę w ekstraklasie, a nie tylko zaznaczyć w niej swoją obecność.

- Nie było opcji, żeby zostać w Krośnie i jeszcze raz zawalczyć o awans?- Szybko otrzymałem dwie bardzo konkretne oferty z ekstraklasy, satysfakcjonujące mnie również pod względem finansowym. Nie chciałem czekać, bo mam złe doświadczenia z ociąganiem się z odpowiedzią na propozycje.

- Miniony sezon, spędzony w Krośnie, zaliczy pan do tych najbardziej udanych w karierze?- Zdecydowanie tak. Zarówno jeśli chodzi o moją postawę indywidualną, jak i osiągnięcie całej drużyny.

- Przezwyciężył pan nawet kontuzję kostki i wrócił na parkiet jako pełnowartościowy zawodnik.- Pokrzyżowała ona trochę plany w końcówce sezonu, ale na szczęście nie wpłynęła negatywnie na wyniki zespołu.

- Przeprowadzał pan ostatnią akcję trzeciego finałowego meczu ze Śląskiem Wrocław. Był wówczas remis i pański celny rzut mógł przechylić szalę zwycięstwa na stronę Krosna i jednocześnie dać MOSiR-owi prowadzenie 2-1 w play-offach. Nie udało się i ostatecznie przegraliście po dogrywce. Wraca pan do tej sytuacji?- Myślę o tej akcji, śni mi się ona czasem w nocy i boli mnie, że jej nie wykorzystałem. Wracałem nawet do tego wydarzenia, jadąc do Krosna na zakończenie sezonu.

To był mój pierwszy rzut w seniorskiej karierze, który mógł naprawdę dużo zmienić. Nie tylko zapewnić wygraną, ale wpłynąć na losy awansu do ekstraklasy.

- Rozegrałby ją pan dzisiaj inaczej?- Oglądałem ją wiele razy i powiem z perspektywy czasu, że rozegrałem ją źle. Zwłaszcza jej końcową fazę. Zdecydowałem się na rzut z półdystansu bez próby minięcia rywala lub szukania faulu.

Czułem się wtedy nie najgorzej, jeśli chodzi o formę strzelecką. Może nie czułem się na tyle pewnie, żeby decydować się na indywidualną akcję w tak ważnym momencie, bo dwa tygodnie nie trenowałem z powodu kontuzji. Ale czasu nie cofniemy. Trzeba natomiast wyciągać wnioski i ja to robię. W każdym razie analiza tej akcji jest dla mnie naprawdę trudna, bo źle się czuję z tym, że nie udało mi się wtedy celnie rzucić.

- Przychodząc do Krosna liczył pan, że do ostatniej sekundy walczyć będziecie o ekstraklasę?- Były obawy i nadzieje. Ja przechodziłem z ekstraklasowego AZS-u Koszalin do I-ligowego klubu. Chciałem bardzo udowodnić, że na niższym szczeblu rozgrywkowym jestem w stanie bezpośrednio wpłynąć na wyniki drużyny i jednocześnie odnieść spektakularny sukces zespołowy.

Moim zdaniem 80 procent tych planów wypaliło, za co dziękuję kolegom z zespołu, trenerom, działaczom MOSiR-u, jak całemu środowisku koszykarskiemu w Krośnie.

- Niezbyt udana końcówka fazy zasadniczej i spadek z 4 na 7 miejsce w tabeli wyzwoliła w was sportową złość, umożliwiającą skuteczną walkę z wyżej notowanymi przeciwnikami: Dąbrową Górniczą, AZS-em Kutno i Śląskiem Wrocław?- Po trzech porażkach staliśmy się głodni zwycięstw. Paradoksalnie można zaryzykować stwierdzenie, że te przegrane miały na nas dobry wpływ.

- Jakie cele stawia sobie na sezon 2013-2014 Rosa Radom?- Chce walczyć o pierwszą ósemkę i grę w play-offach.

- Powalczy pan o powrót do reprezentacji Polski?- Nie ma na razie tematu reprezentacji. Chcę jak najlepiej prezentować się w klubie i podnosić umiejętności. Na myślenie o kadrze przyjdzie czas.

- W tym podnoszeniu umiejętności pomaga panu ojciec Jacek Łączyński, niegdyś koszykarz Legii, Polonii Warszawa i reprezentacji Polski, obecnie trener. Słucha pan jego rad?- Czasami aż do przesady. Tato częściej mnie gani niż chwali, ale jego wskazówki są dla mnie bardzo cenne. Najważniejsze, że czuję jego wsparcie.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie