Cała prawda o wojnie. Granatowi policjanci - bohaterowie i kanalie

Norbert Ziętal
Mundur polskiego policjanta tuż przed wybuchem II wojny światowej. Nz. rekonstrukcja Wrzesień '39 w Przemyślu, w 2008 r.
Mundur polskiego policjanta tuż przed wybuchem II wojny światowej. Nz. rekonstrukcja Wrzesień '39 w Przemyślu, w 2008 r. Norbert Ziętal
Podczas II wojny światowej, w okupowanej Polsce, Niemcy nie byli w stanie pilnować porządku tylko własnymi siłami.

Dlatego zdecydowali o utworzeniu w Generalnej Guberni policji. Miała pilnować porządku na ulicach. Podobne rozwiązania Niemcy zastosowali w innych okupowanych przez siebie krajach.

Formalnie Policja Polska Generalnego Gubernatorstwa (z niem. Polnishe Polizei im Generalgouvernement) została powołana 17 grudnia 1939 r. rozporządzeniem Hansa Franka, generalnego gubernatora. W Polsce była bardziej znana jako policja granatowa, od koloru noszonych mundurów.

Przez cały okres okupacji szeregi granatowych zasilane były głównie przez przedwojennych policjantów. Funkcjonariusze rekrutowali się oczywiście z policjantów mieszkających w GG lub na polskich ziemiach wcielonych do III Rzeszy.

Ci mieszkający na Kresach mieli mniej "szczęścia". Sowieci byli dla nich mniej pobłażliwy. Przed wojną policjant był elitarnym zawodem. Rosjanie uznali, że mogą zagrażać nowemu ładowi komunistycznemu na okupowanych przez nich ziemiach II Rzeczpospolitej. Z tego powodu odbyły się masowe aresztowania policjantów i mordy na nich, m.in. w Ostaszkowie. Ich rodziny masowo wywożono na Syberię i Kazachstan.

Odmowa służby oznaczała śmierć lub obóz koncentracyjny

Cała prawda o wojnie. Granatowi policjanci - bohaterowie i kanalie
Norbert Ziętal

(fot. Norbert Ziętal)Inne podejście miał okupant hitlerowski. - Niemcy stwierdzili, że przedwojenny rząd polski nie wydał dekretu o mobilizacji policji na wypadek wojny i w wyniku tego uznali, że oficerowie policji państwowej nie są kombatantami, lecz urzędnikami, którzy tylko przez niedopatrzenie znaleźli się w obozach jenieckich - pisze autor strony internetowej na wikipedii poświęconej Kazimierzowi Mięsowiczowi, przedwojennej policjantowi pochodzącemu z Korczyny pod Krosnem.

Niemcy nałożyli na żyjących przedwojennych policjantów obowiązek służby w nowej Policji Polskiej GG. Odmowa lub porzucenie służby było karane śmiercią lub zsyłką do obozu koncentracyjnego.

Ocenia się, że w latach 1940 - 1944 przez granatową policję przewinęło się 16 do 18 tys. osób. Prawie wyłącznie Polaków. W ówczesnej policji istniała duża śmiertelność. Np. w roku 1942 średnio co cztery dni ginął granatowy policjant.

Guziki z orłem z koronie

Przez cały okres okupacji granatowi używali przedwojennych mundurów i wyposażenia. Niemcy wprowadzili jedynie niewielkie modyfikacje. Na przełomie 1939/40 usunięto polskiego orzełka z czapki. Zastąpiono go herbem miejskim lub powiatowym.

Jednak, co z punktu widzenia okupantów wydaje się niezrozumiałe, aż do końca 1943 orzełka w koronie policjanci dumnie nosili... na guzikach mundurów.

Policjant na służbie miał pistolet lub karabin. Do tego pałkę. Funkcjonariusze nie posiadali, jak przed wojną, broni białej. W pierwszym okresie, polskie podziemnie często rozbrajało policjantów. Z czasem jednak Niemcy, za utratę broni, skazywali policjantów na śmierć. Dlatego w 1942 r. dowództwo AK zabroniło rozbrajania granatowych stróżów.

Policjanci odpowiadali za utrzymanie bezpieczeństwa i porządku publicznego. Niemiecka policja wkraczała do akcji tylko wówczas, gdy wymagał tego "interes niemiecki". Niemcy nie pozwalali na zbytni rozwój struktur polskiej policji. Kończyły się one na komendzie miejskiej lub powiatowej.

Jedynie w większych miasta powoływano polską policję kryminalną, podporządkowaną niemieckiej kripo. Najbliżej naszego regionu taka jednostka istniała we Lwowie.

Współpraca z polskim podziemiem

Ocenia się, że ok. 30 proc. granatowych policjantów ściśle współpracowało z polskim podziemiem. W tym m.in. komendanci z Krosna i Przemyśla.

Pochodzący z podkrośnieńskiej Korczyny Kazimierz Mięsowicz był majorem Wojska Polskiego. W 1936 r. przeniósł się Policji Państwowej, do Komendy Głównej w Warszawie. Otrzymał stopień nadkomisarza, wówczas odpowiadający wojskowemu majorowi.

- Po wybuchu wojny chciał się przedostać do Armii Polskiej we Francji, ale bezskutecznie. W rezultacie trafił do obozu jenieckiego Oflag VI E w Dorsten koło Dortmundu - pisze autor witryny internetowej o Mięsowiczu.

W konwoju został przewieziony do Generalnej Guberni i mianowany komendantem powiatowym Policji Państwowej w Krośnie. Był nim aż do końca lipca 1994 r.

Ściśle współpracował z polskim podziemiem. Był oficerem kontrwywiadu Armii Krajowej. Ratował ludzi od śmierci, wywózki do obozów i na przymusowe roboty. Doprowadził do usunięcia ze swojego rejonu trzech niemieckich żandarmów, wyjątkowych zbirów. W kwietniu 1944 r. uratował mieszkańców Dylągowej przed masową zagładą.

Po wkroczeniu Armii Czerwonej zgłosił się do Wojska Polskiego. Szybko jednak został aresztowany przez krośnieński Urząd Bezpieczeństwa. Uniewinniony przez rzeszowski Sąd Wojskowy, został ponownie aresztowany przez sowieckie NKWD. Znowu został zwolniony. Z powodu swej przeszłości, niewygodnej dla nowej władzy, kilkakrotnie tracił pracę. Zmarł w 1980 r.

Swojego bohatera w granatowym mundurze miał również Przemyśl.

Siedziba policji granatowej mieściła się w istniejącym do dzisiaj budynku przy ul. Lelewela. Potem w gmachu przy ul. Dworskiego 26, również zachowanym do dzisiaj. Przez wiele lat po wojnie mieściła się tam siedziba Milicji Obywatelskiej, a przez krótki okres policji.

Komendantem granatowej policji w Przemyślu był mjr Stanisław Janowski. Został zwerbowany do współpracy przez wywiad wojskowy ZWZ-AK. Pracował dla Ekspozytury Wywiadu Strategicznego podziemnej Polski.

Zdarzały się kanalie

[obrazek5] (fot. Norbert Ziętal)Obraz polskiego policjanta zakłócają czynności, w których obowiązkowo, z woli Niemców, musieli uczestniczyć. Wspólnie z Niemcami pilnowali żydowskich gett, jako obstawa uczestniczyli w łapankach, egzekucjach i działaniach antypartyzanckich. Historycy udokumentowali kilkanaście zbiorowych egzekucji na Polakach i Żydach, dokonanych przez granatowych policjantów, pod nadzorem Niemców.

Sporo granatowych gliniarzy zhańbiło mundur również z przyziemnych powodów. Wykorzystywali swoją pozycją do paserstwa, wymuszania łapówek itp.

Po wojnie, nowe polskie władze darzyły niechęcią drugowojennych policjantów i często miały na to przyzwolenie społeczne. Ocenia się, że po wojnie skazano, w tym na karę śmierci, 600 policjantów.

Wideo

Komentarze 12

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

B
Brak
Artykuł napisany błędnie. W opisie dotyczącym naskomisarza Kazimierza Mięsowicza istnieją informacje ze zmarł w 1980 roku natomiast urząd komendanta sprawował do lipca 1994.
P
Pen

Tak samo szkoda komentować ten "paraartykuł", jak i wasze komentarze... Pewnie wypowiadali się "patryjoci" tylko niestety nie nauczono ich pisać po polsku (nie wspominając o rozumieniu/zrozumieniu tematu).  

r
red

Zmarł w 1980 , a komendantem był do 1994 ? Chyba jego duch. Popracujcie rzetelnie nad artykułami pismaki.

P
P

DUDA d*** ANDRZEJ JEST WOLNY KRAJ WOLNO MÓWIĆ CO SIĘ MYSLI CZY LEPIEJ NIE TO ZALERZY OD CZLOWIEKA MA CHRAKTER I JAKĄ OSOBOWOŚĆ

P
PWELC

policja najwiecej zarabia w tym kraju prawie nie mowie o wojskowych kasiora sie liczy czucia nie konicznie sie liczą a osob niepelnosprawni zyja wnedzy głodowa renta dla inwalidy

to jest chore chore tym kraju PANSTWIE POLSKIM TYLKO POLITYKĄ CHODZI PRESTIRZ I STOŁKI ZYKILI SZARACZKI NIC MAMY DO POWIDZENIĄ TAK JEST PRAWDA PRZYKRA BARDZO SŁAPSZEGO SIĘ POPCHA

t
tomasz

policja polska wilki bagno jest dziaduska policja nasz nawet zlodziej nie zlopią złapią a złodzeje nadal kradną w polsce tak jest prawda o policji polskiej bo narkom kradnie sobie konuś na działkę do chce zapalić lub wdychać świstwa widomu że tacy tacy ludzie nie pracują nikt ich nie przyjmie kradną czasem warto się zastanowić zadać pytanie poci jest ta policja nie łapie narkonów w polsce

tylko sobie kase na byja leci do kieszeni policji .

A
Al

niechlujnie napisany artykuł, szkoda, bo temat ciekawy

p
podchorąży

polnische pisze sie przez "ch"

M
Marisa
W dniu 05.12.2009 o 13:58, kasienka napisał:

Mój dziadek był oficerem we Lwowie we wrześniu 39 roku ożenił się z moją babcią która żeby wyjść za oficera usiała przedstawić wojewodzie Gwoździewskiemu zaświadczenie o posiadaniu majątku bądź gotówki w wysokości 50tyś zł. Po wejściu do Lwowa Ukraińców zabrali wszystkich policjantów zabrali im broń góra sięgała 2 piętra ustawili w czwórki i wyprowadzili za miasto gdzie strzelali do nich jak do kaczek z ckemów. Dziadek był ranny ale babciu udało się jakoś go przemycić. TRafili do transporu najprawdopodobniej do Kozielska. Babcia jako atrakcyjna niespełna 20 letnia dziewczyna wpadła w oko jednemu z ukraińców wykupiła siebie i dziadka mówiąc że to jej brat za złoty medalion. Pieszo przez kładkę na bugu dostali się do centralnej polski i zamieszkali w warszawie na granicznej. Dziadek trafił do Granatowej policji co pozwoliło mu po cichu działać z jedną z podziemnych organizacji. W czasie powstania babcia straciła dwoje dzieci a w jej mieszkaniu na granicznej był szpital. Po zakończeniu wojny do lat 90 mówiła że dziadek był wojskowym. To wszystko wiem z jej przekazów.


Dzieki wielkie,ze podzielilas sie w tym miejscu ta rodzinna informacja.To wspaniale,ze potrafisz i chcesz sluchac wspomnien dziadkow.
Jestes wielka szczesciara,ze masz te wiedze.Pytaj jak najwiecej o przeszlosc i pisz,pisz,pisz!.Pamiec lubi platac figle i gdy zechcesz kiedys sie podzielic wspomnieniami z przeszlosci swoich przodkow,moze nie byc w twojej pamieci wiele cennych faktow.
Ja nie mam juz kogo pytac o najwazniejsze wydarzenia w mojej rodzinie,a mam osmiomiesicznego wnuka,dla ktorego chce pisac historie rodzinne i mam z tym klopot.Serdecznie pozdrawiam,Marisa
k
kasienka
Mój dziadek był oficerem we Lwowie we wrześniu 39 roku ożenił się z moją babcią która żeby wyjść za oficera usiała przedstawić wojewodzie Gwoździewskiemu zaświadczenie o posiadaniu majątku bądź gotówki w wysokości 50tyś zł. Po wejściu do Lwowa Ukraińców zabrali wszystkich policjantów zabrali im broń góra sięgała 2 piętra ustawili w czwórki i wyprowadzili za miasto gdzie strzelali do nich jak do kaczek z ckemów. Dziadek był ranny ale babciu udało się jakoś go przemycić. TRafili do transporu najprawdopodobniej do Kozielska. Babcia jako atrakcyjna niespełna 20 letnia dziewczyna wpadła w oko jednemu z ukraińców wykupiła siebie i dziadka mówiąc że to jej brat za złoty medalion. Pieszo przez kładkę na bugu dostali się do centralnej polski i zamieszkali w warszawie na granicznej. Dziadek trafił do Granatowej policji co pozwoliło mu po cichu działać z jedną z podziemnych organizacji. W czasie powstania babcia straciła dwoje dzieci a w jej mieszkaniu na granicznej był szpital. Po zakończeniu wojny do lat 90 mówiła że dziadek był wojskowym. To wszystko wiem z jej przekazów.
G
Gość
Bo po śmierci nadal pełnił służbę. Aż został z niej zwolniony.
~YoGi~
Pełnił służbę do 1994 roku a zmarł w 1980...? pewnie "literówka" ale ..."brak należytej staranności " pozostaje...
Dodaj ogłoszenie