Chciał wysadzić dom w powietrze

Dorota Mękarska
Przesiąknięty rozlaną benzyną dom zabezpieczyli strażacy.
Przesiąknięty rozlaną benzyną dom zabezpieczyli strażacy. Fot. Dorota Mękarska
Dwóch negocjatorów, brygada antyterrorystyczna i kilkudziesięciu policjantów brało udział w akcji obezwładniania desperata, który groził, że wysadzi w powietrze dom. Policja musiała ewakuować sąsiadów.

50-letni mężczyzna, mieszkaniec Sanoka, wieczorem w dzień Św. Szczepana wpadł w furię. Zabarykadował się w domu, gdzie przetrzymywał od 500 do 1000 litrów ukraińskiego paliwa. Zapowiedział, że podpali benzynę, wysadzając dom w powietrze. Uwolnił jednak swoich najbliższych, żonę i syna, którzy powiadomili o zagrożeniu policję.

Bomba w domu

Do akcji włączono dwóch negocjatorów.

- W trakcie rozmów próbowaliśmy wedrzeć się do domu po drabinie, ale mężczyzna porozlewał benzynę w mieszkaniu i odkręcił gaz. Porozstawiał też w pomieszczeniach butle z gazem. Na każdy ruch z naszej strony reagował krzykiem, że wysadzi dom w powietrze - mówi pinsp. Krzysztof Guzik, komendant KPP w Sanoku.

Gotowi na użycie siły

Ściągnięto brygadę antyterrorystyczną z Rzeszowa.

- Byliśmy już gotowi użyć siły, bo gdyby doszło do wybuchu, mogli ucierpieć ludzie w sąsiednich domach. Ten dom zamienił się po prostu w tykającą bombę - dodaje kom. Guzik.

- Przeżyliśmy w te święta horror - mówi sąsiadka Wiesława S. - Policja kazała nam opuścić mieszkanie. Wsiedliśmy w samochód i wyjechaliśmy z domu. Nie mogliśmy jednak całej nocy spędzić w samochodzie, bo mamy małe dzieci. Musieliśmy, więc wrócić. Dzieci położyły się w ubraniu spać, na wypadek gdyby trzeba było szybko uciekać, a ja czuwałam.

Desperat był pijany

Po 7 godzinach mężczyzna poddał się. O godz. 3.25 w nocy policjanci go zatrzymali. Miał ponad 1 promil alkoholu w wydychanym powietrzu. Został odwieziony do szpitala. Ma złamaną nogę. Po udzieleniu pomocy został umieszczony w policyjnej izbie zatrzymań. Za spowodowanie zagrożenia zdrowia i życia grozi mu 8 lat więzienia.

Dwa lata temu Wiesław S. próbował skoczyć z dachu. Siedział na nim kilka godzin. Ściągnęli go z niego negocjatorzy. Mężczyzna twierdzi, że powodem jego desperackich czynów są nieporozumienia rodzinne.

Już bezpiecznie

- Największe zagrożenie już minęło. Rozlane paliwo stopniowo uległo neutralizacji - mówi kpt. Krzysztof Zubik, dowódca Jednostki Ratowniczo - Gaśniczej w Sanoku, która w środę zabezpieczała miejsce zdarzenia. - Wolimy jednak dmuchać na zimne, dlatego podprowadziliśmy pod dom węże do podawania wody, na wypadek, gdyby wydarzyło się coś nieprzewidzianego.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie