"Chciałem pomóc - wybili mi oko"

Ewa Gorczyca
Robert Szczepanik: - Zareagowałem, bo uważałem, że nie można się godzić na chuligaństwo. Nie wiedziałem, że tak długo będę czekał na przyjazd policjantów. Teraz rozumiem tych, którzy wolą się nie wtrącać.
Robert Szczepanik: - Zareagowałem, bo uważałem, że nie można się godzić na chuligaństwo. Nie wiedziałem, że tak długo będę czekał na przyjazd policjantów. Teraz rozumiem tych, którzy wolą się nie wtrącać. Fot. Tomasz Jefimow
Robert Szczepanik już nigdy nie będzie widział na lewe oko. Pobiła go banda szalejących po Dukli bandytów.

Jego bliscy są rozżaleni: gdyby policjanci szybciej zareagowali na wezwanie, nie doszłoby do dramatu.

Młody mężczyzna nie może otrząsnąć się z koszmaru. Z trudem przywołuje wspomnienia z nocy z soboty na niedzielę.

- Z kuzynką i sąsiadem z osiedla wracałem ze spotkania u znajomych - opowiada. - Na ul. Kościuszki usłyszałem hałas. Zobaczyłem trzech chłopaków. Mieli w rękach kije, walili nimi w witrynę sklepu komputerowego.

Policja nie spieszyła się

Szczepanik od razu zadzwonił na 997.

- Znam właścicieli sklepu, nie chciałem, żeby padli ofiarą wandali czy złodziei. Krzyknąłem w kierunku tych chłopaków. Sądziłem, że ich spłoszę. Myślałem, że policja od razu przyjedzie na miejsce. Komisariat jest zaledwie kilkaset metrów dalej.

Chuligani wcale się nie przestraszyli. Przeciwnie.

- Zaczęli krzyczeć, wymachiwać kijami, tłuc wszystko dookoła. Dosłownie wpadli w szał - wspomina mężczyzna.

Mijały kolejne minuty, a patrol nie przyjeżdżał. Kilka uderzeń dosięgło Roberta.

- Nawet gdybym chciał uciec, oni by mi nie pozwolili - mówi 32-latek.

Ponownie sięgnął po telefon, by ponaglić policjantów. Wtedy furia chuliganów odwróciła się przeciwko niemu. Kiedy przyłożył komórkę do ucha, jeden z nich zamachnął się pałką.

- Uderzył w bok głowy, aż telefon wypadł mi z ręki i rozbił się. Drugie uderzenie dostałem w oko. Poczułem straszny ból i straciłem świadomość - opowiada Robert Szczepanik.

Zmiażdżyli oko

Przerażona kuzynka po raz kolejny zadzwoniła na numer alarmowy. Pobitego mężczyznę karetka zabrała do szpitala. W niedzielę miał operację. Zmiażdżonego oka specjalistom nie udało się uratować. Silne uderzenie połamało kości oczodołu.
Napastnicy zdążyli uciec przed przyjazdem patrolu, porzucając kije (drewniane paliki, powyrywane z ogrodzenia wokół drzew).

- W niedzielę, gdy jechałam przed południem do kościoła, jeszcze tam leżały. Policja się nimi nie zainteresowała - mówi Janina Szczepanik, matka Roberta.
Pani Janina jest rozżalona opieszałością policji. - Gdyby przyjechali od razu, może synowi nic by się nie stało.

Kom. Zenon Stanisz, zastępca komendanta komisariatu w Dukli, tłumaczy, że tej nocy policjanci pełnili służbę poza miastem.

- Podlega nam także gmina Chorkówka i akurat w tym czasie dyżur mieli funkcjonariusze z tamtego komisariatu. Potrzebowali czasu, żeby dojechać do Dukli.

Tej samej nocy policjanci zatrzymali 20-letniego Dariusza S. To on prawdopodobnie zadał bandycki cios. Jego brat, 19-letni Konrad, został wczoraj przesłuchany i zwolniony do domu, bez postawienia zarzutów. Młodzieńcy (obaj mają już na koncie konflikt z prawem) tłumaczyli się, że byli k pijani i nic nie pamiętają. Trzeci z uczestników zajścia ma 15 lat. Według policji nie brał udziału w pobiciu.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie