Chris Harris, żużlowiec Marmy-Hadykówki: jestem gotowy do walki z najlepszymi

Anna Janik
Chris Harris
Chris Harris Archiwum
Z Chrisem Harrisem, żużlowcem Marmy-Hadykówki Rzeszów rozmawialiśmy tuż po zakończeniu inauguracyjnego pojedynku z GTŻ Grudziądz.

- Patrząc na wynik, a zwłaszcza twoje zdobycze punktowe wydaje się, że niedzielny mecz z GTŻ Grudziądz był łatwizną...

- Może tak to wyglądało, ale wcale nie zakładałem łatwej wygranej. Rzeszowski tor zazwyczaj mi odpowiadał, ale w tym sezonie nie miałem jeszcze okazji na nim startować, więc do każdego biegu podchodziłem maksymalnie skoncentrowany. Jak się okazało miejscami można było natrafić na lekkie wyboje, więc trzeba było jechać "z głową".

- Tego zabrakło ze strony Rafała Okoniewskiego w biegu 13., w którym obaj wylądowaliście na bandzie?

- Na pierwszym łuku Rafał nie opanował motocykla i wjechał prosto we mnie. Szczęście w nieszczęściu, nie odniosłem poważnej kontuzji, boli mnie tylko lewy łokieć. Nie mam oczywiście pretensji do Rafała. W tym sporcie takie sytuacje się zdarzają. Więcej wspólnych biegów i na pewno będzie lepiej.

- Byłeś wielkim nieobecnym podczas oficjalnych prezentacji drużyny. Powiedz, dlaczego zdecydowałeś się na jazdę w Rzeszowie?

- Głównie dlatego, że potrzebowałem świeżego oddechu po dwóch latach w Ostrowie. Początkowo miałem inne propozycje, w tym kilka z Ekstraligii, ale przez to, że jestem uczestnikiem cyklu Grand Prix zabrakło dla mnie miejsca w składach. Ostatecznie wylądowałem w Rzeszowie. Z jazdy tutaj mogę czerpać najwięcej. I nie tylko finansowo (śmiech)

- A' propos Grand Prix. Miałeś problemy logistyczne z dotarciem do Leszna?

- Faktycznie przez pył wulkaniczny część lotów z Wielkiej Brytanii jest jeszcze ciągle odwoływana, dlatego pojechaliśmy naszym vanem. Za mną długa droga, bo bezpośrednio po Grand Prix wyruszyliśmy do Rzeszowa. Na szczęście mam twardy sen i potrafię regenerować siły podczas jazdy.
- Z samego występu w Lesznie możesz być chyba zadowolony...

- Jak na pierwsze Grand Prix, dojście do półfinału to całkiem dobry rezultat. Oczywiście myślałem o finale, ale jeździłem trochę nierówno, dlatego to się nie udało. Ale o podium na pewno powalczę za dwa tygodnie w Goeteborgu. Czuję się gotowy do jazdy z najlepszymi. Chciałbym pomóc drużynie z Rzeszowa awansować do Ekstraligii, również po to, żeby w przyszłym roku wziąć udział w rozgrywkach na najwyższym poziomie. Wynik niedzielnego meczu pokazuje, że nas na to stać i teraz trzeba tylko utrzymać to tempo wygrywania.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie