Chyba diabeł ich podkusił

Kinga Rymut-Sobala
Włamywacze zniszczyli też figurę Matki Boskiej i przenieśli tabernakulum.
Włamywacze zniszczyli też figurę Matki Boskiej i przenieśli tabernakulum. Fot. Wojciech Zatwarnicki
Udostępnij:
W Nowej Sarzynie po każdej mszy wierni wznoszą przepraszalne modły za profanację świątyni.

Piotrek ma 18 lat, Marcin jest o rok starszy. O takich jak oni mówi się, że pochodzą z porządnych rodzin. Są podejrzewani o włamanie i podpalenie kościoła w Nowej Sarzynie. Grozi im do 10 lat więzienia.

Małomiasteczkowe osiedle, kilka zaniedbanych bloków, ławki, parę drzewek.
Biednie tu, bezrobocie duże, ale każdy radzi sobie, jak może. Wieczorami ławeczki zapełniają się hałaśliwymi nastolatkami.

Piotrek i Marcin również byli stałymi bywalcami osiedlowych ławeczek. Lubili powłóczyć się po okolicy, szczególnie upodobali tereny nad rzeką. Gdy pytam ludzi o chłopców, kwitują krótko - miejscowa chuliganeria. Lubili wypić, zabawić się, zajarać marihuanę, a nawet coś mocniejszego. Bóg jeden wie, skąd mieli pieniądze na balangi. Nie pracowali, o szkole dawno zapomnieli.

Wybryki na odlocie

Rodzice chłopców mają w Sarzynie opinię porządnych ludzi. Proboszcz, Kazimierz Kawa, stwierdza krótko: obojętni religijnie. Ani rodziców, ani tych dwóch chłopców nie widuję często w kościele.

Obaj ochrzczeni, przystępowali do pierwszej komunii świętej.

Marcin M., syn emerytowanego policjanta, nie miał z ojcem lekkiego życia. Dyscyplina w domu była. Ale on miał inny pomysł na życie. Chciał się bawić. W miasteczku mówi się, że często miewał "odloty", że ma na swym koncie wiele wybryków. Zdarzało się, że zaczepiał przechodniów i prosił o pieniądze. Gdy ktoś odmawiał, potrafił grozić i zwyzywać. Nie był notowany przez policję.

Nieodłączni nawet w kościele

Piotr J. wysoki, przystojny. Mógłby się podobać dziewczynom, gdyby nie wulgarne zachowanie i chuligańskie wybryki. Na koncie ma wykroczenie. W domu kochająca matka, młodszy brat. Mieszkańcy opowiadają, że ojciec porzucił rodzinę i śladu po nim zaginął. Wychowywał go ojczym.

- Marcin i Piotr od dawna trzymali się razem - opowiada ładna blondynka siedząca na ławce, zaciągając się papierosem. - Razem pili, razem wymyślali nowe wybryki. Pewnie razem wpadli też na szatański pomysł, żeby się włamać do kościoła.

Kto poddał myśl, żeby spalić konfesjonały, biblię, obrusy i szaty liturgiczne - nie wiadomo. Kto przeniósł tabernakulum i stłukł figurę Matki Boskiej - ustala policja.

W Nowej Sarzynie podejrzewają, że chłopcy nie byli tam sami. Ktoś trzeci musiał im pomagać w niszczeniu i podpaleniu świątyni.

Ekspiacja za profanację

Gdyby nie przypadek, kościół spłonąłby doszczętnie. W czwartek przed północą ogień zauważył mężczyzna wracający z pracy. To on wezwał straż i księży.
W nocy usunięto zniszczenia. Pomogła młodzież. Dzięki temu już na następny dzień po pożarze odprawiono msze na zakończenie roku szkolnego.

W kościele do dziś widać okopcone ściany oraz dziury w tynku. Ogień zniszczył też mozaikową stację drogi krzyżowej. Gdyby płomienie dosięgły drewnianego chóru, konstrukcji stropu i sufitu, ze świątyni zostałyby zgliszcza. Straty szacowane są wstępnie na kilkanaście tysięcy złotych,

Parafianie zastanawiali się, czy po tej profanacji nie trzeba będzie ponownie święcić kościoła. Zwłaszcza że chłopcy przenieśli tabernakulum.

- Ciało Boże nie zostało zbezczeszczone, więc nie trzeba nowych święceń - twierdzi proboszcz.

Odprawił jednak nabożeństwo ekspiacyjne, czyli przebłagalne. Przepraszalne modły wierni wznoszą po każdej mszy. Proszą Boga o nie wymierzanie kary za profanację świątyni.

- Pomożemy wyremontować kościół - zapewnia parafianin Zbigniew Rojan. - Dam na odbudowę i jeszcze namówię ludzi, aby nie żałowali pieniędzy.

Zabrakło miłości?

Po pożarze miasteczko podzieliło się. Jedni twierdzą, że chłopców mogła skłonić do takiego czynu postawa proboszcza.

- Nie ma podejścia do ludzi, ciągle gdzieś znika - słychać narzekania. Inni bronią księdza. - Pracowity, gospodarz. Choć jest tu od kilku miesięcy, kościół i plebania pięknieją z dnia na dzień.

Mieszkańców łączy jedno - niedowierzanie i przerażenie, że chłopcy poważyli się podnieść rękę na dom boży.

- Na coś takiego nie ma usprawiedliwienia - mówi młoda mama spotkana w parku. - Ja wierzę, że zdołam wychować dzieci na dobrych ludzi i szanujących świętości.

- Chyba w domach tych chłopców zabrakło miłości i troskliwości - wzdycha starsza pani.

* * * * *

Marcin przyznał się do winy i oddał mikrofon, który ukradł z kościoła. Złożył obszerne wyjaśnienia, z których wynika, że prawdopodobnie działał pod wpływem silnych leków psychotropowych. Został tymczasowo aresztowany na trzy miesiące. Prokuratora postawiła mu zarzuty, m.in. kradzież z włamaniem, obrazę uczuć religijnych, wywołanie zagrożenia mienia poprzez wywołanie pożaru.
Piotr, zatrzymany później od kolegi, został objęty nadzorem policyjnym.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Nowiny 24
Dodaj ogłoszenie