"Cuda w kuchni" Katarzyny Bosackiej. "Po tych homarach z Halifaxu, aligatorze, czy byczych jądrach to nasze jedzenie najbardziej mi smakuje"

Ryszarda Wojciechowska
Ryszarda Wojciechowska
Chrupiące pączki z przejrzałych bananów, wytrawne babeczki z makaronu po rosole, gnocchi z garstki ziemniaków, podpłomyki z dowolnymi dodatkami oraz frytki z warzyw. "Cuda w kuchni" - rozmowa z Katarzyną Bosacką o tym jak gotować, żeby nie zmarnować.

Można by żartobliwie powiedzieć: - A pani znowu o... jedzeniu.

Nic dziwnego. To moja pasja. Jedzenie od zawsze interesowało mnie najbardziej na świecie, nie tylko spożywanie, ale też gotowanie. Podczas pracy dziennikarskiej zgłębiłam jeszcze dodatkowo temat zakupów. Bo bez dobrych produktów nie ma dobrej kuchni. A teraz mam dużą rodzinę...

I jest dla kogo gotować.

Trudno taką rodzinę żywić gotowcami albo codziennie chodzić do restauracji.

Zwłaszcza kiedy są zamknięte.

Stoję więc przy garach i lubię to. Mojej rodzinie często powtarzam: - Jeśli chodzi o prasowanie, to na mnie nie liczcie. Słaba też ze mnie praczka. Wy to ogarniajcie. Senator (mąż Marcin Bosacki - dop. aut.) lata z odkurzaczem, a moim królestwem jest kuchnia.

"Cuda w kuchni" to propozycja ekologicznego gotowania, powrót do starych, prostych przepisów.

Próbowałam w życiu przeróżnych potraw, nie tylko w polskich restauracjach, ale też na świecie. Podczas pobytu przez trzy lata najpierw w Stanach Zjednoczonych, a potem w Kanadzie z mężem ambasadorem chodziliśmy na różne przyjęcia, na których mieliśmy przegląd wszystkich, możliwych kuchni świata, od francuskich po afrykańskie. I po tych najlepszych homarach z Halifaxu, aligatorze, czy byczych jądrach wiem, że to nasze proste, sezonowe jedzenie, najbardziej mi smakuje. I od dawna je polecam.

Im prościej tym zdrowiej?

Niedawno Jamie Oliver, który zawsze jest na przedzie tego kulinarnego peletonu, a inni go gonią, wyznaczył nowy trend czyli gotowanie tylko z pięciu składników.

To pandemia, jak pani pisze w książce, pozwoliła na przypomnienie sobie o tej kuchni.

Ta książka jest specyficzna. I jest o tyle interesująca, że to autentyczny zapis tego, co wydarzyło w naszym życiu od początku marca ubiegłego roku. Od czasu, kiedy pandemia naszą rodzinę, jak wszystkich innych Polaków, zamknęła w domu. Pamiętam ten niepokój z marca i przerażenie, kiedy nie wiedzieliśmy jak żyć. Ten czas pandemiczny spędziliśmy w naszym domu pod Poznaniem, w którym jest ogród. Mąż raz w tygodniu wyjeżdżał na wielkie zakupy, uzbrojony w rękawiczki, maseczkę i płyn do dezynfekcji. Siedzieliśmy więc w ogrodzie, gotowaliśmy, graliśmy w różne gry. A ta książka to autentyczny zapis tej naszej pandemicznej, rodzinnej przygody. Jest też o tyle inna, że za wszystkie przepisy, stylizacje tych dań i za wszystkie zdjęcia, które znajdują się w książce, odpowiada jedna i ta sama osoba - Katarzyna Bosacka. Zdjęcia robiłam telefonem komórkowym.

Te przepisy otwiera król zup - rosół...

Rosół jest teraz niedoceniany. A przecież daje nam poczucie bezpieczeństwa. Pamiętamy z dzieciństwa, kiedy podczas choroby mama albo babcia nachylały się nad nami z talerzem pachnącego rosołu. Bo rosół ma właściwości lecznicze. Nie tylko wzmacnia i odżywia, ale też oczyszcza górne drogi oddechowe, dzięki olejkom eterycznym. Ja dodaję jeszcze do niego sproszkowany imbir, który dodatkowo rozgrzewa. Takie domowe jedzenie daje nam poczucie bezpieczeństwa. Kto dziś pamięta jajko sadzone z mizerią i ziemniakami? A to miły powrót do dzieciństwa, który dzięki takim wspomnieniom, na chwilę daje nam ukojenie.

Pisze pani o tym jak gotować, żeby nie marnować. Czyli zamieszcza przepisy z resztek...

Te wszystkie przepisy testowałam na mojej rodzinie. Ale starałam się proponować takie, które byłyby nieoczywiste. Na przykład chlebek bananowy z mocno dojrzałych bananów jedliśmy już wiele razy. Szukałam więc innych rozwiązań na ich wykorzystanie. Tak powstały... bananowe pączki smażone w głębokim tłuszczu.

Mniam... ale jednak tłuste.

Kiedy już latem spędzaliśmy dużo czasu na świeżym powietrzu w ogrodzie i ruszaliśmy się, to można było raz od wielkiego dzwonu pozwolić sobie na taki rarytas. W kuchni zostają nam też często ziemniaki. Oczywiście wszyscy wiedzą, że można z nich zrobić kopytka. Ale warto je sobie urozmaicić. I jeśli jeszcze został kawałek pieczonego mięsa z poprzedniego obiadu albo odrobina sosu bolognese, można to włożyć do środka i wyjdą nam kopytka... faszerowane. Szukałam też rozwiązań z wykorzystaniem czerstwego chleba i wpadłam na pomysł zrobienia z niego na przykład pizzy. Albo z czerstwych resztek chleba, który sama upiekłam, robiłam panierkę do kotletów schabowych.

Kotlety schabowe, no i jesteśmy w domu.

Nasza kuchnia jest różnorodna. Moi dwaj synowie, 7-letni i 23-letni, są raczej mięsożerni, my z mężem tylko troszkę jemy mięso, a nasze dziewczynki to wegetarianki.

Dla szefowej kuchni to straszny rozrzut.

Dlatego ta książka jest też taka różnorodna, bo są tu przepisy dla wszystkich, także dla wegetarian, a nawet wegan. To co pandemia przyniosła nam pozytywnego, to fakt, że teraz staramy się nie marnować jedzenia. Pochylamy się nad każdym okruszkiem. Zawsze staraliśmy się nie wyrzucać jedzenia ale teraz staramy się jeszcze bardziej.

Z jakich powodów?

Choćby ekonomicznych. Bo wiemy, że nie będziemy mieli więcej pieniędzy, tylko raczej mniej, ponieważ pandemia nas wszystkich uderzyła po kieszeni. Ale staram się widzieć głównie dobre rzeczy, nawet w pandemii. Widzę jak my, Polacy, rozwinęliśmy kulinarną kreatywność. Ja wróciłam do pieczenia chleba, upiekłam po raz pierwszy bułki, które się fantastycznie udały. Obserwowałam jak moi znajomi też się kulinarnie rozwijali. Ktoś zbudował wędzarnię w ogrodzie, ktoś stworzył prawdziwy warzywniak na własnym balkonie, ktoś inny nauczył się robienia domowych wędlin...

Ale ta kreatywność ma też drugie dno. Z jednej strony te pani przepisy są zdrowe, ale z drugiej te kluseczki, pierogi są .... tuczące.

Ale nie znajdzie tu pani, na przykład, golonki. Poza tym, staram się oszukiwać w tych potrawach. Jeśli musi być smak majonezu, to daję, ale pomieszany z jogurtem. Nie zaciągam zup śmietaną itd. Problem jest jednak w czym innym. Nam brakuje ruchu.

Poza tym lęki rekompensujemy sobie podjadaniem.

Jedzenie ma korzystny wpływ na naszą psychikę. I uważam, że nawet jeśli sobie bardziej pofolgujemy, to niewielka nadwaga jest lepsza od depresji.

Czy ten czas eksperymentowania przyniósł pani jakieś odkrycia? Taki popisowy przepis?

Dla mnie niezwykle ciekawym było odkrycie tego, czego nie dostrzegałam do tej pory. Tego, że fantastyczne jedzenie i dodatki do gotowania rosną w moim ogrodzie. Pewnego dnia zobaczyłam w nim pięknie kwitnące polskie kwiaty - rumianek, chaber, maki, koniczynę. I zdałam sobie sprawę, że skoro wielcy szefowie kuchni płacą krocie za kwiaty do dekoracji swoich potraw, to dlaczego ja nie mogę wykorzystać kwiatków z mojego ogrodu? Przecież wszystkie są jadalne. I upiekłam z dodatkiem tych kwiatów kruche ciasteczka. Wyszły fantastyczne a ja z tego przepisu jestem dumna.

Coś jeszcze pani odkryła?

Czarny bez. Można z jego kwiatów przygotować fantastyczną lemoniadę, można ususzyć je na herbatkę, wykorzystać do dekoracji ciastek, zrobić placki. A jesienią z owoców bzu można zrobić konfitury albo ciasto. Nauczyłam się też wykorzystywać mirabelki, którymi do tej pory pogardzaliśmy, nie wiedząc, co z nimi zrobić. Podczas pandemii zebraliśmy je, a ja wiem, że są świetne nie tylko w cieście, ale też jako dodatek do mięs, na przykład indyka.

Jest też w książce rozdział zrób to sam. Trochę mi to zaleciało Adamem Słodowym.

Zebrałam w tym rozdziale wiele pomysłów na to, jak coś zrobić samemu, na przykład galaretkę. Pamiętam jak mój syn Franek powiedział kiedyś: - mamo, tak zjadłbym galaretkę. Pomyślałam - o kurczę, nie mamy. Trzeba będzie pojechać do sklepu, a najbliższy znajduje się sześć kilometrów od domu. Zamiast jednak wsiąść w auto, zabrałam się za zrobienie własnej galaretki. Przepis też jest w książce, podobnie jak na kisiel czy domową kostkę rosołową bez glutaminianu sodu. Są też proste przepisy na domowy napój izotoniczny, bez wspomagaczy. Wystarczy tylko trochę cytryny, soli, cukru i wody mineralnej.

Najlepsze i najgorsze diety według ekspertów. Chcesz schudną...

Zdrowszy i tańszy przede wszystkim.

Są też przepisy, które zdobywałam od naukowców Uniwersytetu Gdańskiego i Politechniki Gdańskiej, którzy w ramach pewnego start-upu badają wpływ plastiku na nasze życie. I od nich pozyskałam przepisy na proste, ale skuteczne środki czystości do mycia łazienki czy kuchenki. Są one ekologiczne, opierają się głównie na sodzie i occie w odpowiednich proporcjach. To są konkretne przepisy i wskazówki. Sprawdzone, a nie z internetu.

Książka jest bardzo... smaczna.

Może to wynika również z tego, że jest autentyczna. Każdą potrawę przygotowałam sama i testowaliśmy ją rodzinnie. Nie wzięłabym się za coś, czego bym sama nie spróbowała. Gdyby przyszedł do mnie wydawca i powiedział, niech pani napisze coś o mulach to odparłabym, że to niemożliwe, bo ja się nie znam tak dobrze na owocach morza. I nawet kuszenie dobrą zapłatą nie wpłynęłoby na zmianę mojego zdania. Ja mogę pisać o czymś, co wydarzyło się w moim życiu i w mojej kuchni.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie