Czas zrobić porządek na granicy

Krzysztof Potaczała
Przejście graniczne w Krościenku jest oblegane przez cały rok. Mimo że policja patroluje drogę dojazdową, nie ma możliwości zapobieżenia kolejkowym konfliktom
Przejście graniczne w Krościenku jest oblegane przez cały rok. Mimo że policja patroluje drogę dojazdową, nie ma możliwości zapobieżenia kolejkowym konfliktom WOJECIH ZATWARNICKI
Jak długo można znosić upokorzenia, płacić myto, bać się kolejkowych ustawiaczy? Na przejściu granicznym w Krościenku to szara codzienność.

- Na przejściu granicznym w Krościenku jest bałagan, coraz częściej zdarzają się wypadki, nikt nie umie powstrzymać wymuszania haraczy - grzmi Franciszek Konopelski, radny powiatu bieszczadzkiego.

Według Konopelskiego, ta sytuacja wymaga natychmiastowej interwencji. - Nie wiem, kto to ma zrobić, może policja, może wojewoda, ale trzeba tę granicę ucywilizować.

Wysokość myta zależy od humoru mundurowych

Żeby wjechać na Ukrainę, polski podróżny musi wyciągnąć z kieszeni od 5 do nawet 30 zł i wręczyć pieniądze ukraińskiemu pogranicznikowi. Za co?

- Za to, że ten zechce go łaskawie odprawić - mówi Roman z Ustrzyk Dolnych, który od kilku lat żyje z przygranicznego handlu. - W razie odmowy, Ukrainiec nie będzie się patyczkował. Cofnie cię z kolejki albo zapisze twoje dane i następnym razem zażąda dwa razy więcej.

Wysokość myta zależy od nastroju mundurowych.

- Przeważnie mają zły, więc doją Polaków z kasy, ile wlezie - opowiada Roman. - Co jakiś czas wymyślają też nowe opłaty graniczne. Za ubezpieczenie (nasze nie wystarcza), za zatruwanie powietrza spalinami, za parkowanie we wsi położonej najbliżej granicy.

Skargę na ukraińskich pograniczników wymuszających haracze od podróżnych można złożyć u szefa tamtejszych służb granicznych lub w konsulacie Ukrainy w Polsce.

Policja sobie nie poradzi

Źle zaczyna się dziać także po polskiej stronie.

- Potworzyły się grupy, które decydują o tym, kto jakie miejsce zajmie w kolejce samochodów - twierdzi radny Franciszek Konopelski. - Mają CB, telefony komórkowe. W ten sposób się komunikują i niepodzielnie rządzą przed wjazdem za szlaban.

- To prawda, ale większość kierowców woli się nie odzywać, żeby nie mieć kłopotów - uzupełnia Władysław, stały bywalec na przejściu.

Ryszard Urban, radny powiatu bieszczadzkiego: - Z tym nie poradzi sobie policja, nie ma tylu funkcjonariuszy, by mogli pilnować porządku na granicy. Jednak wpychanie się do kolejki stwarza konflikty, dochodzi do bijatyk między podróżnymi, nawzajem niszczą sobie samochody.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie