Czuję się jaślaninem. Mimo wszystko

Jakub Kowalczyk
W czasach, kiedy kierował jasielską kulturą. Archiwum prywatne
Rozdzwoniły się telefony. - Co wy tam Sobel, k…, robicie? Myśmy was wysłali, abyście reprezentowali Jasło, a teraz przez was przegrywamy! Co wy tam, do cholery, wyrabiacie w tej Warszawie? Był rok 1985, kariera 46-letniego dyrektora Jasielskiego Domu Kultury zawisła na włosku

Miałem pomysł na tworzenie kultury w Jaśle, bo czułem potrzeby mieszkających tu ludzi - wspomina Marian Sobel. Z domem kultury związał się przez przypadek. - Uwierz mi, Kubo, ja na początku tego nie chciałem - mówi. Myślał, że zawsze będzie nauczycielem.

Nie jestem „krzokiem” tylko „ptokiem”Do Jasła sprowadził się dzięki żonie Teresie, którą poznał w swoim rodzinnym Przemyślu. W studium nauczycielskim, do którego obydwoje chodzili. Gdy się poznali, on uczył w szkole podstawowej w Widaczowie i prowadził lokalną kapelę ludową. - Nauczyłem chłopów czytania nut - wspomina. Grali na weselach. Za namową Mariana, głównie radiowe szlagiery. - Za jedno wesele dostawałem więcej niż za miesiąc w szkole - opowiada. Tym sposobem zrealizował marzenie, kupił motocykl.

Motocyklem przyjechał po raz pierwszy do Jasła w 1961 r. Towarzyszył mu kolega Rysiek. - Wracajmy Marian, tutaj nie da się żyć - wzdrygał się współtowarzysz. Odrzucał ich zapach. W Jaśle pachniało tak samo jak w Jedliczu. - Stoimy w Potoku. Mówię do Ryśka, ktoś gotuje rosół i opala kurę nad ogniem, stąd ten smród palonego pierza. On na to: -Marian, ale żeby taki smród w całej wsi? To niemożliwe! Okazało się, że był to zapach rafinerii - wspomina Sobel.

Młody nauczyciel z Przemyśla szybko dostrzega różnice między miastami. Po pierwsze, jaślan trudno zakwalifikować, ani to górale, ani dolinianie. Po drugie, są bardziej zdystansowani w relacjach. Po trzecie, w ich mowie słychać mazurzenie. - Tutaj zamiast zgłoski „a” często używa się zgłoski „o”, zatem ja mógłbym powiedzieć o sobie tak: nie jestem „krzokiem” (miejscowym) tylko „ptokiem” (przyjezdnym) - tłumaczy Marian.

Użyczała innym ciała - Ja wychowałem się w innym środowisku kulturalnym - zaznacza. W Przemyślu były bogate tradycje teatralne, liczące się środowisko muzyczne. Jako uczeń liceum pedagogicznego śpiewał w chórze, występował na deskach teatru amatorskiego, był członkiem orkiestry dętej. Jasło poznawał powoli. - Pamiętam te prezentacje kulturalne w latach 60. To był zryw, manifestowanie dumy miasta, które zostało zniszczone w czasie wojny - wspomina Sobel. Wtedy zrozumiał, że kultura jest wyrazem tożsamości mieszkających tu ludzi.

Kiedy obejmował po raz drugi stanowisko dyrektora Jasielskiego Domu Kultury dano mu swobodę. Sobel był dobrym kandydatem w oczach peerelowskich władz. Członek partii, w dodatku młody. Szanowany nauczyciel jasielskiej młodzieży. Wykazał się pomysłowością, pełniąc etat dyrektora wówczas jeszcze powiatowego domu kultury w Jaśle. Był szefem kultury w województwie. No i przede wszystkim wsiąknął w jasielskie środowisko.

- Moja koncepcja domu kultury była prosta - wielotematyczność - podkreśla. W tym czasie w Jaśle działało wiele zespołów i kapel. Dodatkowo chóry i orkiestra kolejowa. - Wystarczyło to skoordynować. Traktowałem ich jak partnerów, a nie jak konkurencję. Oni oferowali treść, ja ich promowałem - tłumaczy. Postanowił pokazać kulturę ludową. - Odwiedzaliśmy wraz z moją pracownicą Lodzią wszystkie okoliczne wsie, szukając każdego kto tańczy, śpiewa, gra. Z tych talentów zorganizowałem pierwszy konkurs sztuki ludowej powiatu jasielskiego - opowiada.

Podczas jednej z wypraw trafili do Kamienicy Górnej. Była zima, w bardzo skromnej izbie, przy piecu, siedział mężczyzna. Pracował nad rzeźbą. - Te rzeźby były wykonane z jednego kawałka drewna. Była to twórczość prymitywna, ale wybitna. Tak odkryliśmy Władysława Chajca - wspomina Sobel. - Polska zobaczyła go dzięki Wojciechowi Siemionowi. Przyjechała telewizja. Siedzą u Chajca. Siemion pyta: Panie Władysławie, żony pan nie ma, dzieci? Na to Chajec: A miołem ci ja i żonę i kochaliśmy się, ale widzi pan, zbiesiła mi się. Użyczała innym ciała.

Panu Muchowi trudno odmówić Portierem był skrzypek. O nazwisku Doktor. Osobowość, autentyczny muzyk ludowy. Słuch absolutny. Kiedy plastyczka, pani Lodzia, zarywając noce przygotowywała scenografie do programów muzycznych i teatralnych, Doktor umilał jej pracę, grając na skrzypcach. Lodzia Dybaś była ulubienicą dyrektora Sobla.

- Ta skromna dziewczyna miała fenomenalny talent. Dzięki niej wszystkie scenografie były tak ekspresyjne - wspomina Sobel. Flegmatyczny pracownik techniczny Szczepan Skiba stanowił przeciwieństwo dyrektora. Kiedy dyrygent Mucha zabrał go na koncert bez wiedzy Sobla, doszło do spięcia. Po wysłuchaniu reprymendy, Skiba przemówił w swoim stylu: Panie dyrektorze, panu Muchowi trudno odmówić. Zresztą, jak on panu rozkazuje, to pan mu też nigdy nie odmawia.

Chlubą Jasła była orkiestra symfoniczna. Gwiazdą orkiestry, przystojny dyrygent Franciszek Mucha. - To był trudny charakter, choleryk, dyktator i wybitny dyrygent. Mój przyjaciel. Z resztą my tam wszyscy byliśmy jak rodzina. Bez tych ludzi nic bym w Jaśle nie zwojował - mówi pan Marian.

Jasło przegrywa!Remis w konkurencjach sprawnościowych. Zadecydować miały prezentacje kulturalne. Marian Sobel, rzecznik Jasła w turnieju, siedział w studiu w Warszawie. Jasło wystawiło Orkiestrę Symfoniczną, Chór Echo, Chór Liceum Pedagogicznego. Zaprezentowano wystawę rzeźb monumentalnych. Pokazano dokonania domu kultury. - U nas odbywały się koncerty, przyjeżdżały teatry. Nasz festiwal Okółek, czyli przyśpiewek weselnych, był transmitowany na żywo w telewizji. Mucha prezentował orkiestrę w Filharmonii Narodowej, więc byłem spokojny - wspomina Sobel. Niestety, w głosowaniu jury punkt przyznano Iławie. Za prezentację baletu na wodzie. Radość w Iławie, dramat w Jaśle. Do milionów telewidzów w Polsce idzie komunikat, Jasło przegrywa! Rozdzwoniły się telefony.

- Ten werdykt jest niesprawiedliwy! - protestował Marian Sobel. - Myśmy pokazali siłę i różnorodność kultury. W tak krótkim czasie to miasto się odbudowało, pięknie nawiązało do tradycji przedwojennych właśnie przez kulturę. A państwo nam to odbieracie? Jak ja mam wrócić do Jasła i wytłumaczyć tym ludziom, że jesteśmy gorsi? - dodał. Przewodniczący jury Bogusław Kaczyński wysłuchał i zarządził ponowne głosowanie. Do milionów telewidzów w Polsce poszedł komunikat, w Turnieju Miast, Jasło wygrywa z Iławą!

Stygmatyzacja Marian Sobel jest dumny z tego co osiągnął jako dyrektor JDK, jednak za tą dumą jest i gorycz, której nie skrywa. - Gdy zmieniła się władza, nie pasowałem. Nie chciałem walczyć, więc ustąpiłem - mówi. Czuje się stygmatyzowany w życiu publicznym.

- Ja dla niektórych zawsze będę komuchem, któremu wydaje się, że coś zrobił. Z czego to wynika? Nie wiem - mówi. Jest na emeryturze. Prowadzi pasiekę, robi wino i nalewki. Śpiewa w chórze. Dużo czyta. - Żona mi mówi, żebym zaczął pisać. - O Jaśle? - podchwytuję. - No pewnie, przecież to moje miasto, bez względu na wszystko - odpowiada.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie