Dawaj dolary albo do paki

Krzysztof Potaczała
Tomasz Wilczkiewicz
Podczas odprawy pijany ukraiński pogranicznik zniszczył mieszkańcowi Warszawy paszport. Potem go, że zrobił to sam, a za zwrot dokumentu zażądał łapówki.

26 grudnia rano świętujący u rodziny w Bieszczadach W. (mężczyzna zastrzegł anonimowość) pojechał na przejście graniczne w Krościenku. Przed południem miał odebrać na lotnisku we Lwowie narzeczoną (Ukrainkę) z półtorarocznym synkiem.

- Na granicy było niemal pusto, Polacy odprawili mnie błyskawicznie - opowiada. - Razem ze znajomym, który towarzyszył mi w podróży, podjechałem swoim citroenem pod budkę ukraińskich strażników. Wyszliśmy okazać paszporty i wtedy się zaczęło.

Straszyli i wykręcali ręce

Podpity pogranicznik zapytał, dokąd W. jedzie. Potem odwrócił się i zaczął grzebać przy biurku.

- Po chwili otworzył okienko i podniósł krzyk, że w paszporcie brakuje jednej kartki - opowiada W.

- Zdębiałem, przecież przed chwilą wszystko było w porządku. Zrobiło się zamieszanie, do budki weszło trzech kolejnych Ukraińców w mundurach. Wszyscy pod wypływem alkoholu. Straszyli, że pójdę do aresztu na trzy dni.

Kiedy W. zaczął tłumaczyć, że jego paszport był kompletny, ukraińscy strażnicy wpadli w złość. - Jeden chciał mnie skuć kajdankami, ale jednocześnie dał do zrozumienia, że odzyskam wolność, jak zapłacę. Musiałem dać 40 dolarów i 50 hrywien. Zażądałem zwrotu zniszczonego paszportu. Wtedy pogranicznik wykręcił mi ręce.

W. wybłagał przepuszczenie przez granicę kolegi, by mógł we Lwowie odebrać z lotniska kobietę z dzieckiem. Sam wrócił z paszportem przed polski szlaban i czekał. -Ukraińskie prawo stanowi, że dziecko może opuścić kraj tylko wówczas, gdy przy odprawie są obecni obydwoje rodzice. Pomógł mi polski pogranicznik, kierownik zmiany. Przekonał Ukraińców, żeby nie robili więcej problemów. Nie wiem, jak to zrobił, ale jestem mu wdzięczny.

Proceder trwa od lat

Narzeczona i synek W. wjechali do Polski. Mężczyzna powiadomił o incydencie na przejściu policję w Ustrzykach oraz prokuraturę w Lesku.

- Zeznania pokrzywdzonego przekażemy odpowiednikom na Ukrainie. Nie mam jednak pewności, czy rozpoczną dochodzenie. To nie pierwszy przypadek wymuszania pieniędzy od polskich podróżnych. Proceder trwa od lat, a władze Ukrainy nie potrafią temu zaradzić - mówi Zygmunt Słabik, szef leskiej prokuratury.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie