Diamentowych godów nie będzie

    Diamentowych godów nie będzie

    Mieczysław Nyczek

    Nowiny

    Aktualizacja:

    Nowiny

    Lato 2000. Pani Zofia w swoim ogrodzie na Zasaniu.

    Lato 2000. Pani Zofia w swoim ogrodzie na Zasaniu. ©FOT. ARCHIWUM

    Zofia Jaskułowa zawsze była w cieniu sławnego męża, Henryka, który samotnie opłynął świat. A przecież pewnego dnia i ona wyruszyła w Rejs Życia.
    Lato 2000. Pani Zofia w swoim ogrodzie na Zasaniu.

    Lato 2000. Pani Zofia w swoim ogrodzie na Zasaniu. ©FOT. ARCHIWUM

    23 października 2008 r. obchodziliby 60-lecie małżeństwa. Diamentowych godów Jaskułów jednak nie będzie. Przed Bożym Narodzeniem kapitan jachtowy Żeglugi Wielkiej pożegnał na zawsze swą towarzyszkę życia.

    Poznali się w Krakowie w 1947 roku.- 2 lutego - uściśla Henryk Jaskuła. Pierwsze spotkanie, Dom Studencki "Jedność", ulica Reymonta. Pierwsze zauroczenie. Zaiskrzyło.

    On rodem z małopolskiego Radziszowa, reemigrant z Argentyny, II rok AGH, wydział elektro-mechaniczny. Ona - z UJ, studentka chemii, Zońka Kiełtykówna, przemyślanka.

    Jeszcze w trakcie studiów zostają małżeństwem. Ślub w Przemyślu 23 października 1948 roku. Pan młody pożycza garnitur od kolegi z pokoju w akademiku.

    - Braliśmy skromny akademicki ślub i żadnej podróży poślubnej nie mieliśmy możliwości odbyć - zanotowała Zofia Jaskułowa.

    Na tę podróż przyjdzie jej poczekać ponad 30 lat.

    Przez Tarnów do Przemyśla

    [obrazek2] 24 maja 1980 r. Zofia Jaskuła u boku męża podczas powitalnej fety w hali sportowej w Przemyślu. (fot. FOT. ARCHIWUM)Ich pierwszym życiowym portem po studiach jest Tarnów. Inżynier magister nauk technicznych musi odpracować w "Tamelu" nakaz pracy. A pani magister znajduje pracę jako kontroler techniczny w zakładzie mleczarskim.

    W 1952 przychodzi na świat Lidka. Pod koniec 1953 Zofia Jaskułowa wyjeżdża z małą do Przemyśla, do rodziców. A w styczniu 1955 dobija tam jej mąż. Rok 1957, druga córka, Oleńka. Zofia uczy w szkole, Henryk ma posadę w Biurze Projektów Budownictwa Wiejskiego.

    Inżynier Jaskuła jest zbyt silną indywidualnością, aby móc poprzestać na życiu rodzinnym i pracy zawodowej. Najpierw zdobywa taternickie szlify. A mając czterdziestkę na karku, zapisuje się na kurs sternika jachtowego. I tak się zaczęło.

    Wywiadówka

    Żeglarstwo ma to do siebie, że jeśli staje się życiową pasją, pochłania człowieka bez reszty. Pani Jaskułowa przekonała się o tym nieraz.

    - Pierwsza i ostatnia wizyta Henryka w szkole odbyła się wtedy, kiedy wszedł do niewłaściwej klasy i dopiero pod koniec wywiadówki zgłosił się z pretensją, dlaczego nie wyczytano nazwiska jego córki.

    Wspólne wczasy, wyprawy, wycieczki należały raczej do rzadkości .

    - Prawie wszystkie swoje urlopy, płatne i bezpłatne - opowiadała Jaskułowa.

    - Henryk poświęcił żeglarstwu.

    Szanowała tę pasję męża.

    - Zabronić mu żeglowania, to tak, jak wolnego ptaka zamknąć w klatce.

    Nigdy nie traciła nadziei

    - Henryk - przyznawała Jaskułowa - nie skąpił czasu, by przekazać córkom znajomość języków obcych. Rozmawiał z nimi wyłącznie po angielsku lub hiszpańsku. Edukował je też w w dziedzinie żeglarstwa.

    Miał w nas oparcie psychiczne. Ani ja, ani córki nigdy nie dawałyśmy mu do zrozumienia, że czas pomyśleć o czymś bardziej realnym. Tak jak on, nie traciłyśmy nadziei, że jego wymarzony rejs solo non stop dookoła świata dojdzie do skutku.

    Była szczęśliwa, gdy 12 czerwca 1979 na "Darze Przemyśla" wypłynął z Gdyni w rejs przez morza i oceany.

    - Wiedziałam, że to cel jego życia. Miałam świadomość, jakie mogą go spotkać nieszczęścia. Ktoś bliski wychodzi na ulicę, a już się człowiek o niego niepokoi. A co dopiero w morze...

    Ciężka próba

    Jej wiara w sukces męża została wystawiona na ciężką próbę. Przez pół roku zaginął wszelki słuch o "Darze Przemyśla".

    - Długie miesiące, aż 191 dni nie miałam o Henryku żadnych wiadomości.

    Przeżywałam stresy, ale wokół było wielu bardziej zdenerwowanych. Więc ja musiałam uspokajać siebie i innych. Zdawałam sobie sprawę z ogromnych pustyń na Oceanie Indyjskim. Niektórzy zaczęli już na mnie spoglądać ze współczuciem, jak na wdowę. Stoję kiedyś na przystanku autobusowym i słyszę, co obok szepczą: "Ten Jaskuła już na pewno przepadł".

    Wrócił szczęśliwie 20 maja 1980 roku, w glorii narodowego bohatera. Pierwszy Polak, który dokonał takiego śmiałego wyczynu.

    - Po jego triumfalnym powrocie - później zwierzała się pani kapitanowa - tak właściwie niewiele widywaliśmy się ze sobą. Henryk stał się osobą publiczną, stał się w dużym stopniu własnością społeczną.

    Zaskoczyła męża

    Po kilkudziesięciu latach pracy w szkolnictwie mgr Zofia Jaskułowa przeszła na zasłużoną emeryturę. I wtedy nagle poczuła zew morza i zapał do żeglarstwa.

    - Nie wiem, w którym momencie zwierzyłam się Henrykowi, że ja też chciałabym razem z nim popłynąć "Darem Przemyśla" do Argentyny, poznać jego matkę, rodzinę, poznać kraj, który przez długie lata był jego drugą ojczyzną. Był zdziwiony i zaskoczony. Nie wyraził początkowo aprobaty, ale też nie usłyszałam zdecydowanego sprzeciwu.

    Sam musiał się z tym oswoić. Od dawna mógł przyzwyczaić się do moich różnych pomysłów i pasji: turystyka krajowa i zagraniczna, górskie wyprawy, narty, rower... Sam sprzeciwiał się niejednokrotnie (choć bezskutecznie) szaleńczym, według niego, moim fantazjom i córek: wyprawy autostopem do Jugosławii, Italii, samochodem do Afryki.

    Ale ta propozycja żony spadła na kapitana Jaskułę jak grom z jasnego nieba.

    Nie zasypiała gruszek w popiele

    Załatwiła sobie miejsce na harcerskim jachcie i popłynęła w pierwszy swój rejs załogowy do Tallina.

    - Moje ciało i dusza były nękane cierpieniami i wątpliwościami, ale mimo tego decyzja o rejsie do Argentyny zaczęła się coraz bardziej utrwalać - napisze w swoich wspomnieniach "Pod żaglami DARU PRZEMYŚLA z Gdyni do Buenos Aires".

    Potem był 5-dniowy rejs szkoleniowy na Bałtyku.

    - Po powrocie z rejsu mąż zakwalifikował mnie w skład załogi. Dostałam funkcję kuka.

    Rocznica ślubu

    W 7-osobowej załodze była też młodsza córka Jaskułów - Oleńka, wtedy świeżo po dyplomie magister inżynier budowli wodnych. Obie z matką już miały usprawnienia sternika jachtowego.

    23 października 1980 opromieniony sławą "Dar Przemyśla" wypłynął w kolejny rejs.

    - Akurat przypadała 32 rocznica naszego ślubu. Nawet nie marzyłam, że po tylu latach właśnie w tym dniu wyruszymy razem w tak wielką i wspaniałą wyprawę.

    Po 107 dniach, pokonaniu 8000 mil morskich jacht dotarł szczęśliwie do Buenos Aires. Dla Zofii Jaskułowej zakończył się Rejs Życia.

    Nekrolog

    Internetowe wyszukiwarki zasypią Cię stertą stron www., w których w różnych konfiguracjach pojawia się nazwisko: Henryk Jaskuła. Wzmianek o jego małżonce jak na lekarstwo. W sieci jest uwieczniona zaledwie kilka razy. Występuje z imienia tylko jako żona światowej sławy polskiego żeglarza.

    W jej nekrologu napisano: Najukochańsza Żona, Mama, Siostra, Babcia, wieloletni pedagog, wychowawca młodzieży.

    - Człowiek nie boi się śmierci, tylko umierania - uważa Henryk Jaskuła.

    - Zońka nie miała czasu bać się. Śmierć nadeszła tak szybko.

    Czytaj treści premium w Nowinach24 Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo