Dlaczego mężczyźni zradzają przez internet

Magdalena Olechnowicz/ Głos Szczeciński
Zdrady przez internet powoli stają sie znakiem czasów.
Zdrady przez internet powoli stają sie znakiem czasów. stock
Z roku na rok rozwodzi się coraz więcej małżeństw. Przyczyna? Najczęściej zdrada. Sprawdziliśmy, czy rzeczywiście żonaci mężczyźni podatni są na romanse. Po jednej nocy wszystko było jasne.

Na jedną noc zmieniłam się w łowczynię cudzych mężów. Biorąc pod uwagę, że coraz więcej romansów zawiązuje się przez Internet, zapolowałam w sieci. Wirtualnie. Oczywiście za wcześniejszą zgodą swojego męża. Byłam zaskoczona, kiedy zobaczyłam, że na czatach najbardziej popularnych portali internetowych są tzw "pokoiki erotyczne" o bardzo sprecyzowanych wymaganiach. Oprócz takich jak "po 30." czy "po 40.", są też takie, jak "hardcorowe" czy też właśnie "a-może-zdrada". Tam się jednak nie odnalazłam. Zniechęciła mnie zbyt duża anonimowość "czatowiczów" i wulgarność. Postanowiłam szukać inaczej. Przez popularny komunikator gadu-gadu.

Rozmowy nocą

Była godzina 23. Założyłam konto jako 30-letnia Wiktoria. W zakładce "szukaj znajomych" wpisałam "mężczyzna ze Słupska w wieku 30-45 lat". Założyłam, że w tym przedziale wiekowym najłatwiej złowię żonatego. Nie pomyliłam się. Pokazało mi się kilkunastu panów. Wiedziałam o nich, jak mają na imię, znałam ich wiek. Wiedziałam, że są ze Słupska.

Wszystkich zaczepiałam tak samo. "Hej, masz chwilkę? Siedzę sama w domu, mąż jest w delegacji. Chciałabym z kimś pogadać."

Kilku panów sprawiło, że odzyskałam wiarę w mężczyzn. Trzech nie odpisało w ogóle. Jeden napisał, że nie ma czasu, bo ma gości, którym przegrywa płytki. Największego plusa zdobył 31-letni Marcin, który odpisał "fajnie masz". Odpisałam "a ty nie masz tak fajnie?". Na co on: "też mam fajnie, siedzę sobie z żoną". Oby więcej takich panów!

Jednak z trzema innymi przegadałam całą noc. Były nawet propozycje seksu wirtualnego z wykorzystaniem kamerki. Z dwoma umówiłam się na randkę w rzeczywistości.

Wiking, kierowca i programista komputerowy - tak ich nazwijmy. Ujawnienie imion i wieku mogłoby wpłynąć na identyfikację panów. Żony mogłyby nie wybaczyć internetowego romansu. A my nie chcemy poprawiać statystyk rozwodowych. Wszystkich łączy jedno - kochają swoje żony i dzieci, nigdy w życiu by ich nie porzucili, ale nie są zadowoleni z seksu z żoną.

Czy zdrada wirtualna jest grzechem?
Ks. Antoni Tofil, proboszcz parafii katedralnej w Koszalinie
- Zdecydowanie tak. Przestrzeń wirtualna jest bardzo niebezpieczna. Jeśli mamy zobowiązania wobec męża czy żony, to nawet flirt przez Internet jest grzechem i złem. Przecież zawsze na początku mszy świętej mówimy "Spowiadamy się Bogu wszechmogącemu i wam bracia i siostry, że bardzo zgrzeszyłem myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem". Tak więc wszystko, co złego nawet w myślach, jest już grzechem. Jeśli mąż czy żona myślami są przy innym partnerze, wyobrażają siebie z inną kobietą - mężczyzną, to jest to już grzechem i zdradą. A poza tym wirtualny flirt przez Internet może być dopiero początkiem romansu i spotkań w świecie rzeczywistym.

Wiking tęskni za piersiami

Wiking dostał od nas takie przezwisko dlatego, że zapytany, gdzie pracuje, napisał "u wikingów", w krajach skandynawskich. Pochodzi jednak ze Słupska. Ma 43 lata. Od 20 lat jest żonaty. Ma dwoje dzieci w wieku szkolnym. Jest nieufny. Nigdy nie zdradził żony.

Oto fragment rozmowy:

On: - O czym chcesz pogadać?
Ja: - O zdradach, zdradziłeś kiedyś swoją żonę?
On: - To dobre, skąd mam wiedzieć, że jesteś Wiktorią, a nie moją żoną?
Ja: - Nie jestem twoją żoną, nie znam cię.
On: - Może to śmieszne, ale nie jestem w stanie tego sprawdzić, ona jest 1000 km stąd.
Ja: - No i co? Jak jesteś tak daleko od domu, to nie brakuje ci seksu? Nie zdradzasz żony?
On: - Brakuje, oczywiście, że brakuje, jestem normalnym zdrowym facetem, ale nie zdradzam jej.
Ja: - I co z tym robisz?
On: - Boleję nad tym, kiedyś poznałem pewną dziewczynę w taki sam sposób jak ciebie teraz, dowiedziałem się wielu fascynujących rzeczy o kobietach, później się spotkaliśmy, byliśmy kilka razy na kawie, ale nie mogłem się przy niej opanować.
Ja; - Nie przespaliście się?
On: - Nie, dałem szansę żonie, chociaż ona o tym nie wie.
Ja: - A mnie dasz się uwieść?
On: - Słoneczko, po co ci to?
Ja: - Potrzebuję emocji i adrenaliny.
On: - Masz kamerkę?
Ja: - Mam, ale nie dam się w to wkręcić.

Żonaty mężczyzna, będący tysiąc kilometrów od swojej żony, poświęcił kilka godzin na internetowy romans ze mną - wiem, że lubi pić martini, jakie pozycje seksualne w łóżku odpowiadają mu najbardziej i dlaczego ostatecznie... dał się skusić na spotkanie.

Napisał, że z żoną kocha się za rzadko, bo są tysiące powodów: zmęczenie, stres w pracy, brak nastroju. Dodał, że ona ma za mało przekonania do tego, co robi w łóżku, i nie zgadza się pokazywać swoich piersi przez Skype'a. A on bardzo tęskni za tym widokiem. Umówiliśmy się na spotkanie podczas jego najbliższego pobytu w kraju. Obiecał, że przyleci dzień wcześniej, a dopiero na drugi pojawi się w swoim domu. Uzgodniliśmy, że spotkamy się w dyskretnym miejscu. Dlaczego dał się namówić?

- Bo jestem ciekaw, jak wyglądasz, bo mnie zaintrygowałaś, bo mnie podniecasz, a to miłe uczucie, bo godzisz się na wzajemne sprawianie sobie przyjemności bez żadnych zobowiązań - odpisał Wiking. Pożegnaliśmy się, gdy zaczynało świtać.

Programista stara się być porządny
Programista komputerowy ma 32 lata, od 8 jest żonaty, ma dwoje dzieci w wieku przedszkolnym. Odpowiada na zaczepkę, ale "niczego nie obiecuje". Zaufał mi jednak na tyle, że przysłał swoje zdjęcia. Porozmawialiśmy o tym, dlaczego w małżeństwach są kryzysy i jak on sobie z tym poradził. Nigdy nie zdradził żony, choć przyznaje, że parę razy było blisko. Na pytanie, dlaczego w środku nocy rozmawia z obcą kobietą, odpowiedział, że wyszedł popracować, a "w łóżku i tak by nic z tego nie było, bo dzieciak jest chory".

Na pytanie, czy jest zadowolony ze swojego życia seksualnego, odpowiedział: "to trudne pytanie, ale na tyle zadowolony, żeby nie szukać atrakcji, wręcz się przed nimi bronić, bo kac moralny jest później straszliwy, mam też przeczucie, że sam mógłbym więcej wnieść, ale jakoś nie ma na to czasu". Napisał też o tym, jak po drugim dziecku odkrywają z żoną seks na nowo. Pożegnaliśmy się po 2 w nocy. Nie dał się namówić na spotkanie, ale obiecał jeszcze rozmowę.

Przyznał też, że "jak widać, porządny to ja nie jestem, ale się staram, raczej nie rozmawiam z nieznajomymi". Co tu dużo mówić, facet normalny i raczej jednak porządny, coś go jednak kusiło. Gdy przez dłuższą chwilę się nie odzywałam, sam zagadywał.

Kierowca przejmuje inicjatywę

Kierowca ma 36 lat. Od 12 ma żonę. Przyznał, że ożenił się, jak był młody i tylko dlatego, że miał zostać ojcem. Przed ślubem nie znali się długo, ale później pokochali. Dziś mają 11-letniego syna, a drugie dziecko jest w drodze.

"Święty to ja nigdy nie byłem. Raz nawet żona się dowiedziała i małżeństwo wisiało na włosku. Udało się je jednak uratować, a na zgodę postanowiliśmy zrobić sobie dzidziusia" - żartował.
Dziecko urodzi się jesienią. "Niestety, z seksem teraz kiepsko" - pisze Kierowca. - Nie szukam jednak okazji, bo nie chcę skrzywdzić żony. Gdyby się dowiedziała, mogłaby stracić dziecko z nerwów".

Wydawałoby, że to mądry facet, ale jednak w rozmowie przez GG brnie dalej. Szybko przejął inicjatywę. Najpierw zaproponował wspólny wyjazd jednodniowy. "Lepiej się poznamy. Pracuję w firmie transportowej, jeżdżę po całej Polsce i nie tylko. Nikt się nie dowie".

Na pytanie, czy zdarzyło się mu przespać z obcą kobietą, przyznaje, że dwa razy skorzystał z usług przydrożnej prostytutki. "Jest fajnie, bo spełnia fantazje i nie oczekuje rewanżu. Bałem się jednak, że jakiegoś syfa złapię. Raz nawet testy na HIV zrobiłem. Czysty jestem. Piszę, jakbyś miała obawy" - zaznacza, wstawiając "buźkę z mrugnięciem oczka". Panu rozmowa się podobała. Szybko ustaliliśmy termin wspólnej wycieczki.

Akt ślubu to nie gwarancja wierności
Rozmowa z prof. Zbigniewem Lwem-Starowiczem, seksuologiem i psychoterapeutą z Warszawy.
- Dlaczego żonaty mężczyzna nawiązuje rozmowę przez Internet z nieznaną kobietą, a nawet z nią flirtuje?

- Jest to oczywiste i udowodnione naukowo dawno temu. Mężczyzna ma tendencję do nawiązywania kontaktów. Jeśli jest prowokacyjna sytuacja, to mężczyzna na to idzie. Ma też tendencję do poligamii, a nie monogamii. Z tą różnicą, że jedni idą na całość, a inni tylko o tym marzą. Tak już jest urządzony świat i nie zmienimy tego.

- Co pan opowiada? Czy to znaczy, że taka żona musi się pogodzić z tym, że mąż będzie ją zdradzał?

- Żona może liczyć się z tym, że być może zostanie dochowana wierność.

- Być może?!

- Jeśli morale męża jest jasne i czytelne i kieruje się on w życiu jasnymi zasadami, to jest na to szansa. Jednak nie przypisujmy zdrad tylko mężczyznom. To nie tylko ich przywilej. Kobiety zdradzają coraz częściej i statystycznie dorównują mężczyznom. O tym, czy ludzie zdradzają, decyduje moralność, którą się w życiu kierują.

- Czy wirtualny flirt jest dla związku niebezpieczny?

- Oczywiście, może być. Jednak pamiętajmy, że akt małżeństwa to tylko papier, a nie gwarancja wierności.

- Jak to?

- Nie usprawiedliwiam zdrad i nie jestem aż tak liberalny, żeby to pochwalać. Ale wszystkim parom powtarzam, że nie wystarczy być małżeństwem, aby mieć wiernego partnera. Zdradzie winne są często - nie mówię zawsze - obie strony.

- Dlaczego więc ludzie zdradzają?

- Najczęstsze przyczyny to odmowa współżycia, brak zainteresowania ze strony partnera, ciągłe krytykowanie. Jeśli znajdzie się ktoś, kto tego nie robi, jest duże prawdopodobieństwo zdrady.

- Czy w pana praktyce lekarskiej pojawia się problem zdrad przez Internet?

- Tak, bardzo często, takie są czasy.

- Jak zapobiec zdradom?

- Nie ma jednej recepty, którą można by opublikować dla potrzeb tysięcy Czytelników. Z każdą parą pracuję indywidualnie i każdej mówię co innego. Jednak sam fakt, że przychodzą do mnie razem, mówi mi już dużo - chcą być razem.

Źródło:
Głos Szczeciński: Zdrada przez internet. Dlaczego mężczyźni to robią?

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
Antek

Prawdę powiedziawszy nie widzę nic złego w tych sytuacjach. Faceci w sumie nie zrobili nic złego. Część w ogóle odmówiła rozmowy i tak jak piszesz, oby więcej takich. Ale ta trójka, która podjęła rozmowę, też nie zrobiła moim zdaniem nic złego. Facet (ale nie tylko) często otwiera się przed drugą osobą, która chce porozmawiać, ale jej się nie zna i prawdopodobnie nigdy nie pozna. Nawet z bliskim kumplem czy kimś z rodziny nie pogadamy często tak szczerze, o wszystkim, ponieważ będą nas oceniać czy szukać rozwiązania problemów.

 

A obca osoba po prostu wysłucha, nie będzie oceniać, można po prostu wyrzucić z siebie jakieś żale czy problemy. Sam mam trochę coś w ten deseń, jak rozmawiam z kobietami na mydwoje, to nie ukrywam niczego, nie próbuję kreować się na kogoś kim nie jestem, tylko mogę być po prostu sobą, takim, jakim jestem. I tak jest łatwiej, zwłaszcza, że liczę na spotkanie tam mojej prawdziwej miłości, a znajomość rozpoczynająca się kłamstwem nigdy nie kończy się dobrze... A wracając do tego „badania”, to fakt, że dwóch z nich zgodziło się na spotkanie, nie gwarantuje wcale, że na pewno by się spotkali. Może to było pod wpływem chwili, ale jakby przyszło co do czego, to nie zgodziliby się na spotkanie.

 

Dodaj ogłoszenie