Dróżnik czuwa przy lampie naftowej

Sylwia Śmigiel
To prawdopodobnie ostatni przejazd kolejowy w Polsce, w którym nie ma prądu - mówi pan Czesław.
To prawdopodobnie ostatni przejazd kolejowy w Polsce, w którym nie ma prądu - mówi pan Czesław. Fot. Roman Kijanka
Niedaleko Lubaczowa ostał się prawdziwy relikt. Jedyna strażnica kolejowa w Polsce, w której nie ma prądu. Tu dróżnicy pracują jak 100 lat temu.

Do strażnicy nr 4, na trasie z Lubaczowa w stronę Oleszyc, pociąg jedzie cztery minuty. Pokonuje prawie trzy kilometry. Zawsze czeka na niego dróżnik.
Obok strażnicy drogą przejeżdżają samochody. Bywa że nocą zatrzyma się zaniepokojony kierowca. Dlaczego w strażnicy jest ciemno? Coś się stało?

- Żarówka się zepsuła - zazwyczaj odpowiada dróżnik. Bo trochę dziwnie jest mu tłumaczyć, że w strażnicy w ogóle nie ma prądu.

Kilkanaście pociągów dziennie

Czesław Nisztuk jest jednym z pięciu dróżników pracujących w strażnicy nr 4. Przed laty robotę zaczynał przy naprawie wagonów. Dróżnikiem został 18 lat temu.

- Choć nie było łatwo. Trzeba było dużo się uczyć, zdać egzamin i przejść różne badania - wspomina.

Bo dróżnik musi mieć sokoli wzrok i bardzo dobry słuch. Co kilka lat przechodzi też badania psychofizyczne.

Pan Czesław zapewnia, że bardzo lubi swój zawód. - Marzyłem o takiej pracy, mimo że jest bardzo odpowiedzialna.

Wcześniej pracował na magistrali, w strażnicach w Ostrowie i Przeworsku. Tam jeździło po sto pociągów dziennie. - Nie było czasu kanapki zjeść! - wspomina. - Teraz jest dużo spokojniej. Dziesięć, piętnaście pociągów dziennie.
Przez te wszystkie lata wiele się działo.

Dróżnik opowiada, jak kierowcy łamali mu rogatki. - Musiałem wzywać policję. Bo czasami ludzie nie rozumieją, że z pociągiem nie ma żartów.

Jak w XIX wieku

W strażnicy nr 4 niewiele zmieniło się od powstania linii Jarosław-Lubaczów, czyli od ponad 100 lat. Dróżnik opuszcza rogatki przy pomocy korbki. Kiedy robi się ciemno, na specjalnych podstawkach na przejeździe zawiesza lampy naftowe. To one oświetlają kierowcom przejazd.

Lampy naftowe są też wewnątrz strażnicy. Dokładnie takie, jakie pamiętają nasze babcie.

- Dobrze świecą - zachwala Nisztuk. - Można bez problemu przy nich pisać.
To ważne, bo każdy przejeżdżający pociąg musi zostać odnotowany. Dróżnik zapisuje godzinę telefonu od dyżurnego ruchu, moment opuszczenia rogatek i przejechania pociągu.

Najcięższe są noce

Dróżnik zawsze stara się przychodzić do pracy wypoczęty, bo przy tak odpowiedzialnej robocie nie ma prawa zasnąć. Zresztą w każdej chwili może się pojawić niezapowiedziana kontrola. Najgorzej jest wytrzymać w nocy przy lampie naftowej. Ale pan Czesław ma na to sposób - wychodzi na zewnątrz.

- Trzeba mieć pewność, że się nie przegapi się pociągu. Ale jeszcze mi się nie zdarzyło, żeby pociąg mi przejechał przy otwartych rogatkach - zapewnia.

Właśnie nadjeżdża pociąg. Dróżnik staje z chorągiewką w ręce i patrzy, czy wszystko jest w porządku: czy lokomotywa ma sprawne światła, czy drzwi nie są otwarte. Jeśli coś zauważy, zaraz melduje.

Na szczęście ma połączenie ze swoimi sąsiadami - dyżurnymi ruchu w Lubaczowie i Bobrówce. Bo do niego dodzwonić się nie można.

Radio na baterie

Przed strażnicą rosną irysy. W środku skromnie ale czysto i schludnie.

- Przydałoby się zrobić malowanie - mówi Nisztuk. - Ściany szybko się brudzą, bo budynek ogrzewamy piecem żarowym na węgiel.

Z dobrodziejstw cywilizacji dróżnik może posłuchać radia, bo jest ono na baterie. Herbaty też się może napić, bo w strażnicy jest mała turystyczna butla gazowa. A kiedy jest gorąco, pije wodę mineralną. Jest tak zimna, jakby dopiero co została wyciągnięta z lodówki. Okazuje się, że pan Czesław schładza ją w wodzie przyniesionej ze studni.

Tylko nafta się sprawdza

Dyrekcja kolei próbowała ułatwić życie dróżnikom. Kiedyś do strażnicy dostarczano akumulatory, ale się nie sprawdzały. Innym razem zrezygnowano z rogatek i w tym miejscu postawiono tylko znaki ostrzegawcze. Ale dróżnicy wrócili, bo zwiększył się ruch samochodowy na tej trasie. Poza tym kierowcy się domagali przywrócenia rogatek.

Zamiast dróżnika elektronika

Podłączenie prądu do strażnicy planowane jest od kilkunastu lat. Ale wszystko rozbijało się o koszty. Choć obok biegnie linia wysokiego napięcia, to byłyby zbyt drogie zrobienie transformatora obniżającego napięcie. Taniej wyjdzie przeciągnięcie około 3-kilometrowej linii.

Mieczysław Borowiec, dyrektor Zakładu Linii Kolejowych w Rzeszowie, zapewnia, że niedługo wreszcie prąd dotrze do tego przejazdu. - Już zostały ogłoszone przetargi. Zostaną tam zrobione automatyczne, oświetlane półrogatki. Będzie to kosztowało ok. 800 tys. złotych.

Wszystko więc wskazuje na to, że wkrótce w strażnicy nr 4 skończy się era dróżników. Co się z nimi stanie, kiedy do przejazdu zostanie doprowadzony prąd?

- Zostaną przeniesieni na inne strażnice - odpowiada dyrektor Borowiec.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie