Dzień UFO. Tajemnicze kręgi w zbożu przed laty ściągały do Wylatowa tłumy ufologów. A dziś? Czy UFO odleciało na zawsze?

WydawcaGlosuZaktualizowano 
Piktogramy, czyli tajemnicze kręgi w zbożu powstawały w Wylatowie przez kilka lat. Przypisywano je Obcym, więc Wylatowo stało się polską stolicą UFO. Badacz zjeżdżali tu zawsze w okolicach czerwca i lipca. Przejdź do następnego zdjęcia ---->Waldemar Wylegalski
W 2003 roku Wylatowo stało się polską stolicą UFO, ściągającą badaczy niecodziennych zjawisk z całego kraju. Rok później - mieli w tej małej miejscowości już swoją bazę. Tajemnicze kręgi w zbożu były poddawane analizom, badaniom, mniej lub bardziej poważnym. I mniej lub bardziej poważne media próbowały rozwikłać ich zagadkę. 2 lipca z okazji Międzynarodowego Dnia UFO przypominamy nasze ówczesne publikacje. Co się stało, że już o wylatowskich kręgach tyle nie piszemy? Od 2010 roku nie odnotowano pojawienia się żadnego kręgu. Wychodzi więc na to, że UFO z Wylatowa odleciało.

2003 rok. Czerwiec

COŚ

Co takiego wyjątkowego jest w Wylatowie, że z 70 krajów świata, gdzie do tej pory znaleziono słynne zbożowe kręgi, tylko tu pojawiają się one rok w rok? Świetna mistyfikacja, znak od kosmitów, czy żyjących obok nas innych form
inteligencji – czymkolwiek są, ciekawią. Są piękne...

W 2000 roku Tadeusz Filipczak zobaczył, jak w pogniecionych kłosach jego zboża przegląda się słońce. Stał w równiutkim kręgu, który w ciągu jednej nocy ktoś stworzył w zielonej jeszcze pszenicy. Krąg był równy jak odrysowany z cyrkla, a zboże płaskie jak lustro. Tak zaczęły się pojawiać w Wylatowie piktogramy.

Czytaj także: Casting do "Mam Talent". Trwają przesłuchania do 12. edycji programu "Mam Talent" [ZDJĘCIA]

W 2003 roku Tadeusz Zarywski na swoim polu znalazł znów wygnieciony wzór. On mógł się tego spodziewać. Po raz czwarty „coś” zadziałało. Od czterech lat w Wylatowie zboże gniecie się w sposób, którego żaden wiatr ani deszcze nie mogłyby przypisać sobie. Od trzech lat zawsze następuje to tego samego dnia – w nocy z 25 na 26 czerwca. Mimo setek ludzi, którzy ściągają do maleńkiej wioski pod Mogilnem, nikomu nie udało się zaobserwować twórców tajemniczych kręgów. Czy na pewno nikomu?

Zobacz zdjęcia kręgów:

Dzień UFO. Tajemnicze kręgi w zbożu przed laty ściągały do W...

Pomyśl, tylko pomyśl

Z nieba siąpi deszcz, wiatr co rusz łopocze namiotem rozpiętym u wejścia do małej przyczepy kempingowej. Jej okno i obiektyw kamery w nim utkwionej wychodzą na pole Tadeusza Filipczaka. Adam Piekut, członek toruńskiej Fundacji Nautilus, ma teraz swój dyżur. Tak jak kilkadziesiąt razy wcześniej, tak i teraz tłumaczy gościom fenomen, który, jak ma nadzieję, w tym roku znów się powtórzy.

Jest 25 czerwca. Na polu w Wylatowie jeszcze nic nie ma.

– Przylecą? – pytam.

Uśmiech zażenowania. W Nautilusie każdy z członków ma inną hipotezę. W oknie domku, który „ufolodzy” wynajmują, tkwi nadmuchiwany Marsjanin.

– Dziennikarze bardzo lubią nas z nim fotografować – uśmiecha się Robert Bernatowicz, prezes fundacji, dziennikarz od lat pasjonujący się niewyjaśnialnymi zjawiskami.

Stoimy na małej, prowadzącej w głąb pola dróżce, którą dziś przegradza ostrzegawcza folia. Bernatowicz nie mówi o kosmitach. Ale zapytany o to, czy zbożowych kręgów nie tworzy jakieś zjawisko natury, spogląda prosto w oczy rozmówcy i mówi: – Pokaż mi siłę natury, która potrafi tworzyć wzory tak regularne jak naciągnięty jak cięciwa łuku. Pokaż mi taki fenomen?! Ja może tego nie potrafię zrozumieć, ale nie mogę odmówić temu istnienia.

Według Bernatowicza piktogramy są dziełem inteligentnych form energii.

– To przekaz, który musimy starać się zrozumieć – mówi. I twierdzi, że próby zrozumienia są nagradzane. Ubiegłoroczne dwa kręgi – mniejszy i większy – członkowie Fundacji odczytali jako dwa światy stające naprzeciw siebie. Następnej nocy obok pojawił się piktogram - kwiatek.

– Taka nagroda – uśmiecha się Robert.

Według niego ktoś, kto tworzy wzory, dostosowuje je do poziomu wiedzy społeczeństwa. W Anglii piktogramy na polach zaczęły przypominać fraktale – formy geometryczne tworzone przez zaawansowaną matematykę. Tyle, że fraktale wykorzystywane są również do opisywania form jak najbardziej naturalnych: chmur, linii brzegowych, czy powierzchni białek...

Skąd pewność, że piktogramy będą i w tym roku?

– To jedyne miejsce ma świecie, gdzie piktogramy pojawiają się co roku. Wierzę, że będą i w tym – mówi Bernatowicz.

Stojący z boku chłopak szepce: – A ja mam przeczucie, że pojawią się w sobotę...

Myli się.

Uwaga – spodki

– Teraz człowiek przypomina sobie dziwne zdarzenia, jakie tu działy się przez lata – Tadeusz Filipczak, plantator „najlepszego majeranku w regionie”, cieszy się opinią tego, którego pole po raz pierwszy nawiedziło „coś”. – Nie pole tylko zboże, ja tylko dzierżawię grunt, zboże jest moje – prostuje szybko.

Już nawet nie pamięta dokładnie, kto i kiedy odkrył pierwsze ślady w zbożu. Jeszcze tego samego roku kręgi zaczęli badać „ufolodzy”. Fama zataczała coraz szersze kręgi. Czasem ktoś zatrzymywał się przy drodze na Toruń, żeby obejrzeć tajemnicze kręgi.

– Mam być szczęśliwy, że mi coś zboże gniecie? Przecież to strata. Ale nic na to nie poradzę – mówi rolnik.

Dziś przy wjeździe do jego gospodarstwa wielka plansza zaprasza: "Pamiątki z piktogramami". Miejscowe władze przy wjeździe do Wylatowa stawiają zaś znak drogowy: "Achtung, zone null – Uwaga, strefa zero". Znak ma ostrzegać przed nisko przelatującymi spodkami.

– Pewnej nocy tuż przed północą coś nagle błysnęło na niebie – w kierunku zachodnim – wyrósł grzyb światła. Po chwili to jakby się zebrało i poszło w dół. Próbowałem dociekać, czy coś się nie stało w magazynach gazu, ale nie wiem. Tu dziwne zjawiska już się zdarzały. Gdy w ubiegłym roku powstawały jedne z kręgów, usłyszałem taki szum, że aż wybiegłem z domu. Później dowiedziałem się, że piktogramy są na polu – mówi Filipczak.

Czy on wierzy?

– Wierzę, że tego ludzie nie zrobili – kręci głową. – Kiedy bierze pan pilota do ręki, też pan nie wie jak to się dzieje, że w telewizorze zmieniają się kanały. Nie widać, ale jednak to się dzieje. Sam do kręgów już nie chodzi. Nieswojo jakoś...

– Tu od dawna były opowieści o świetle wydostającym się z pól. Miejscowi mówią, jak im w dzieciństwie zakazywano chodzić na pola, bo coś się stanie – opowiada nam jeden z członków Nautilusa. – Jest nawet taka legenda, że nazwa Wylatowo wzięła się od tego, że diabeł stąd wyleciał. W Wydartowie tym, co go ścigali, się wyrwał, a w Chabnie bo chapnęli.

– Jaka tam legenda. Ja kiedyś żartem rzuciłem, że z Wylatowa diabeł wyleciał, w Wydartowie się wyrwał, w Chabnie go chapnęli, w Dusznie dusili, a w Trzemesznie – trzymali – wyjaśnia Filipczak.

Kręgi zauważono już w 70 krajach świata. Czasem powstają w zbożu, czasem w koronach drzew. Wygrzebywane z głębokich archiwów średniowieczne zapiski mówią o diabłach, które tak kosiły zboże w XV wieku. We Francji...

Zobacz także:

Zjawiska paranormalne w Wielkopolsce, czyli nasze Archiwum X

Płacisz, widzisz, czujesz

Na polach koło Wylatowa znów pojawiły się tajemnicze piktogramy – donosi radio w czwartkowy poranek, 26 czerwca. Trzeci raz z rzędu tej samej nocy „coś” dało o sobie znać... W tym roku zaczęła się zbiorowa histeria. Gdy, jak w zegarku, w nocy z 25 na 26 czerwca na jednym z pól pojawiły się dwa nowe piktogramy, do Wylatowa zjechały ekipy telewizyjne. Jeden z miejscowych przedsiębiorców z miejsca ustawił na polnej drodze wysięgnik. 5 złotych od osoby. Chętnych nie brakuje.

Im niżej nad horyzont schodzi słońce, tym więcej ludzi stoi przy drodze. Gdy zmierzcha wśród pól stoi ponad tysięczny tłum ludzi z całej Polski. Przyjechali chcąc zaobserwować szybkie świetlne kule, które na swoich zdjęciach uchwyciło kilku specjalistów z Nautilusa. Na jednym z filmów świetlna kula mknie nad polami, na cyfrowych zdjęciach wykonanych pewnej nocy małe punkciki krążą wokół ludzi. Jeden z „ufologów” uważa, że udało mu się sfotografować zdjęcie „istoty”.

Dla zapaleńców to niezbity dowód. Sceptycy uważają, że to refleksy światła, owady, czy zwykły fotomontaż. Naukowcy wytłumaczyć tego nie potrafią. Gdy zaproszony przez telewizję profesor Polskiej Akademii Nauk słyszy hipotezę „ufologów” mówi tylko: "Ja takiego tłumaczenia nie przyjmuję".

Ale wielu tłumaczy to tak: są stare miejsca, które od wieków wiążą się z jakąś siłą. Wylatowo to fragment Szlaku Piastowskiego, gdzie chramy starych bóstw, grody pierwszych Piastów i trakty Szlaku Bursztynowego, ustąpiły już co prawda miejsca nowym czasom, ale jednak gdzieś wciąż tkwią. W ziemi, w historii...

Kwiat lotosu jak boisko

– Ładny wam wyszedł obrazek. Ile go robiliście? – pytam złośliwie członków Nautilusa. Piktogram, a właściwie dwa, pojawiły się tam, gdzie nikt się ich nie spodziewał – na polach obok drogi na Toruń, ale dokładnie po przeciwnej stronie niż miejsce obserwowane przez fundację. Przejeżdżający wieczorem śródpolną dróżką ludzie widzieli tylko mgłę ścielącą się nisko nad ziemią, aż po odległe o kilkaset metrów zabudowania. Rano dyżurnym Nautilusa dostała się bura, że siedzą spokojnie, a znaków nikt nie pilnuje. Znaków? Gdzie? Co? Jak?

Czy ten wzór mógł stworzyć człowiek? Z ziemi to tylko wyjątkowo równo wygniecione zboże. Z wysokości 30 metrów widać dwa znaki – jeden to trójkąt, w którego rogach umieszczono kręgi. Drugi to według niektórych kwiat lotosu, według innych – forma geometryczna składająca się z zachodzących na siebie kół lub ich fragmentów. Ogromna. 43 na 70 metrów – to ponad pół boiska piłkarskiego. Kilkunastu ludzi pracując przez kilka godzin pod okiem geodety, mogłoby to zrobić bez większych problemów. Ale w nocy, bez światła i tak, żeby nikt postronny tego nie zauważył? Może, gdyby zmówiła się cała wioska...

Tegoroczne kręgi mają jak zwykle regularne kształty. Jak zwykle pojedyncze kłosy zostały nagięte w nich do granic możliwości, ale nie złamane. Normalnie kolanko kłosa powinno pęknąć. „Ufolodzy” uważają, że niezwykłą cechą kręgów jest właśnie to, że zboże rośnie dalej – tyle że poziomo. Kłosy kładą się w równych rzędach, ale trudno znaleźć miejsce od którego to się zaczęło. W jednym miejscu zboże po prostu stoi, a zaraz obok – jakby ktoś uciął nożem – leży. Zazwyczaj w kręgach notuje się anomalie magnetyczne. Powodem może być znajdowany tam czasem metaliczny pył. W takich warunkach padają baterie telefonów komórkowych i aparatów, wariuje sprzęt elektroniczny. Wcześniejsze kręgi w Wylatowie wywoływały takie skutki uboczne. Te pierwsze tegoroczne – nie. Ale może będą następne...

Nikt nie będzie już taki sam

Dla Stanisława Barskiego, jednego ze specjalistów fundacji, wszystko jest jasne.

– Kto stanie w tym kręgu, nigdy już nie będzie taki sam. Jestem pewien, że nawet w tej chwili badają nas sondy telemetryczne. Odczytują nawet to, czego sami o sobie nie wiemy. Nadpisywane są końcówki naszego kodu genetycznego – mówi łysiejący starszy pan.

Krążący wokół różdżkarz bada jak w kręgu układa się energia. Tam dokąd układają się kłosy, kieruje się jedno z ramion dwuramiennej, metalowej różdżki. Drugie podąża w przeciwną stronę.

– W jednym z kręgów energia była tak wielka, że skręciła i rozerwała mi różdżkę – mówi radiesteta.

Do kręgu co chwilę ktoś wchodzi. Jedni czują bijącą w górę energię, inni ciepło, jeszcze inni nic nie czują. Tam, gdzie zbiegają się trzy rzędy kładących się w różnych kierunkach kłosów, kilka łodyg odstaje w górę.

– Aż włosy stają – mówi jedna z kobiet.

– Trzeba w to wierzyć, żeby poczuć? – pytam.

– Tu wiara nie ma nic do rzeczy. Jest się wrażliwym, albo nie – słyszę.

Przeciągam lewą ręką nad uniesionymi kłosami. Czy dałem się zasugerować, czy rzeczywiście coś poczułem? Lekkie mrowienie w lewej ręce przeszło w odrętwienie.

– To pewnie od torby – tłumaczy siostra właściciela pola. Pewnie od torby...

Dla Stanisława Barskiego piktogramy to wrota do innego świata, innego czasu. Dla Roberta Bernatowicza forma kontaktu z ludźmi dla kogoś może nie lepszego, ale zupełnie innego od nas. Ktoś inny wspomina o ludziach z przyszłości. Są tacy, którzy do piktogramów przyjeżdżają jak na Jasną Górę – po zdrowie. Inni właśnie w kręgach zaczynają się czuć źle. Ktoś opowiada historię kasjerki jednego z miejscowych banków, która w kręgu zemdlała, a następnego dnia uruchamiała swoją obecnością wszystkie alarmy. Ktoś inny o tej samej kobiecie mówi, że zrobiło jej się słabo, bo za długo tańczyła w środku piktogramu...

Zobacz też:

12 największych mitów o kosmosie, w które wciąż wierzymy

Przylecieli, promują

– Kto to robi? Nie wiem, nie dowierzam – z lekkim uśmieszkiem mówi Rafał Lukstaedt z mogileńskiego Wydziału Rozwoju Lokalnego i Promocji. Mimo, że nie dowierza i pewnie do końca nie da się porwać hipotezom „ufologów”, uśmiech nie znika z jego twarzy. Piktogramy to wymarzony środek promocji. O Mogilnie do niedawna mało kto słyszał. O Wylatowie słyszano jeszcze mniej. Dzięki kręgom liczba odwiedzin na internetowych stronach Wylatowa przekroczyła tysiąc dziennie.

Maciej Drelak, twórca stron, powoli przestaje sypiać.

– To była taka spokojna robota. Coś sobie człowiek skrobnął, odpisał na maile, sprawdził co się dzieje, poprawił błędy. Teraz ledwo radzę sobie z listami. Ludzie pytają tylko: już są? już są? – mówi Drelak.

Rafał Lukstaedt powoli zastanawia się jak wykorzystać koniunkturę. Trzeba zadbać o parking, pole namiotowe, jakąś bazę gastronomiczną.

– Tu przyjadą tysiące ludzi. Nie jakieś rozsypujące się zamki, nie Wilanów, który ładniejszy jest pod Paryżem, nie Wawel, który mało kogo z zagranicy obchodzi, a właśnie piktogramy z Wylatowa będą przyciągać turystów – wieszczy Robert Bernatowicz.

Prezes fundacji, charyzmatyczny facet o głosie radiowca – zresztą Nautilus radia Zet to jego dzieło – dostrzega w piktogramach z Wylatowa coś jeszcze: – To zjawisko socjologiczne. Dzięki tym znakom ludzie stąd otwarli się. Dziś na wsi ludzie ze sobą nie rozmawiają. A tutaj zaczęli. Mówią o tym, o czym się nie wspominało od lat...

Rok 2004. Lipiec

Łufo czy co?

– Łońskiego roku to spodek za stodołą wylądował – Józuś, siedząc na przyzbie, natkał fajkę, zatknął w spróchniałe zębiska i opowieść rozpoczął. O spodkach, obcych, no i przede wszystkim o piktogramach spod Wylatowa.

Tak mógłby rozpoczynać się swojski film o naszych znakach. Nie musiałby w nim grać Mel Gibson, nie trzeba by budżetu jak na superprodukcję z Hollywood, a i wydatki na efekty specjalne byłyby zbędne. Na razie jedynym filmem, jaki powstał o Wylatowie, jest dokument zaprezentowany po raz pierwszy w tym roku. Film niektórych przekonuje, niektórych zastanawia, innych... śmieszy. Jak tu zareagować na równiutko wygniecionego w zbożu motyla? Zwłaszcza, kiedy motyl ma rozmiary boiska piłkarskiego i pojawia się jako kolejny z serii znaków, jakie od pięciu już lat, zawsze na przełomie wiosny i lata, znajdują rolnicy z Wylatowa?

Dajcie jakiś znak

Od 2000 roku, kiedy znaleziono pierwszy piktogram w zbożu na polu Tadeusza Filipczaka, tajemnicze znaki pojawiają się co roku. Nie zawsze w samym Wylatowie, czasem w okolicznych miejscowościach. Kręgi są różne. Czasem pokotem leży kilkadziesiąt metrów kwadratowych zboża. Można by pomyśleć, że to normalny leg – czyli zboże wygniecione od deszczu i wiatru. Ale legi nie przybierają kształtów regularnego koła, czy zachodzących na siebie okręgów i zboże nie jest w nich równe.

Piktogramy – czy jak nazywają to niektórzy: agrosymbole – z Wylatowa nie są wyjątkowo skomplikowane. Na świecie pojawiają się wzory i znacznie większe i znacznie trudniejsze. Ale Wylatowo jest o tyle wyjątkowe, że tu znaki na polach pojawiają się regularnie co roku. Przez trzy lata była to zawsze ta sama noc: z 25 na 26 czerwca. W tym roku wypadło inaczej. Niektórzy tłumaczą: bo rok jest przestępny. Ale jeden ze znaków znów pojawił się na polu Tadeusza Filipczaka.

Według badaczy prawdziwe piktogramy mają kilka cech charakterystycznych. Po pierwsze: wygniecione zboże nie jest złamane – rośnie dalej. Kolanka łodyg normalnie pod wpływem siły powinny pękać. Te nie. Po drugie: kłosy kładą się w równych rzędach, ale trudno znaleźć miejsce, od którego to się zaczęło. W jednym miejscu zboże po prostu stoi, a zaraz obok - jakby ktoś uciął nożem - leży. Po trzecie: zazwyczaj w kręgach notuje się anomalie magnetyczne. Powodem może być znajdowany tam czasem metaliczny pył. W takich warunkach padają baterie telefonów komórkowych i aparatów, wariuje sprzęt elektroniczny. Wcześniejsze kręgi w Wylatowie wywoływały takie skutki uboczne.

To wszystko może wykonać człowiek. Goszcząca przed rokiem w Wylatowie Nancy Talbot, Amerykanka, która z kręgów zbożowych zrobiła temat swoich badań naukowych, wykorzystała swoich studentów do stworzenia „prawdziwych kręgów”. Spełniały wszystkie cechy. Problem był tylko jeden – ludzi wykonujących krąg nie sposób nie zauważyć. To wymaga naprawdę ciężkiej pracy. A w Wylatowie o kolejnych kręgach można się dowiedzieć dopiero, kiedy przypadkiem odkryje je rolnik lub lotniarz.

Zobacz też:

10 dowodów na istnienie UFO. Jak dało nam o sobie znać życie...

To trzeba poczuć

„Na kręgi” zjeżdżają różni ludzie. Tacy, którzy wierzą i tacy, którzy nie. Naukowcy i dziennikarze.

Etiro i Jaskon. Ona długo tłumaczy jak napisać jej imię: Początek jak ETI. On w kowbojskim kapeluszu, z bransoletką najeżoną zębami, wygląda jak stary traper. Obydwoje w nieprzemakalnych płaszczach krążą po zielonych jeszcze polach wokół Wylotowa. Już trzeci rok z rzędu przyjechali tutaj, żeby „to” poczuć.

Kilka lat temu rzucili wszystko. Wsiedli na rowery i ruszyli w podróż po świecie. Świat to na razie Polska, bo jak sami mówią, dobrze się tu czują. Niektórzy patrzą na nich jak na „nienormalnych”.

– A my się tym bardziej śmiejemy – tłumaczą. – Kiedyś w zimie nie zdążyliśmy dojechać do Wrocławia. Rozpaliliśmy ognisko w lesie i kiedy już mieliśmy zasypiać, nagle tak sobie pomyślałam: ty stara babo, co ty tutaj robisz! Ale z drugiej strony popatrzyłam sobie na gwiazdy i pomyślałam, że tego widoku i tej chwili nie zamieniłabym na żaden inny.

Co Etiro i Jaskon widzą w zbożowych kręgach?

– Czujemy, że tego nie zrobili ludzie. Trzeba się uważnie wsłuchać w siebie i w to, co dookoła, żeby to poczuć. My uważamy, że wszystko jest energią. A w tych kręgach, zwłaszcza w symbolu koło Bydgoszczy, który odwiedziliśmy wczoraj, energia aż kipi – mówi Jaskon, nabijając fajkę.

Etiro dodaje: – Zawsze pytam dzieci, co tu widzą. Kiedy zapytałam jedną z dziewczynek, dlaczego tu przyjechała, powiedziała, że śniły jej się motyle latające nad polem. Jeden, szczególnie duży, powiedział, że ona też może tak latać. Kiedy pokazaliśmy dziecku fotografię piktogramu zrobioną z motolotni, mała powiedziała: "o, to dokładnie taki motyl!"

Tu każdy widzi co innego. Jedni: działanie „obcych”, inni – nieznanych sił natury, jeszcze inni – zwyczajny wygłup. Czyj? Trudno powiedzieć. Nikogo nigdy nie udało się złapać za rękę. Do wykonania jednego ze znaków, którym zachwycano się w ubiegłym roku, przyznała się grupa ludzi ze Szczecina. W tym roku nawet sami badacze kwestionują prawdziwość niektórych znaków.

Centrum badawcze numer jeden

Wokół komina kilka kamer, kamery sterczą też z okien. Z daleka już widać anteny, a na podwórku domu zaparkowane przyczepy campingowe. Więcej ich niż w ubiegłym roku. Kiedy wchodzi się na piętro wynajmowanego przez badaczy domu – gospodyni już w drzwiach mówi: Tylko proszę zdjąć buty. W przedpokoju i na schodach piętrzą się więc prawdziwe sterty obuwia. A mimo to Maksymilian Faściszewski z Forum Nowej Cywilizacji, drugiej obok Fundacji Nautilius organizacji badającej kręgi, mówi, że ludzi za mało: - Materiału z kamer jest strasznie dużo, dlatego u-możliwiliśmy pobieranie go z internetu, aby inni też mogli nam pomóc w poszukiwaniach.

Maksymilian mówi szeptem, bo w pokoju obok właśnie rozpoczęło się nadawanie programu o niewyjaśnionych zjawiskach. Z pokoju na poddaszu, naszpikowanego kamerami, mikrofonami i inną, potrzebną elektroniką, codziennie od 20 do 22 idzie w internet program o tym, co nowego w Wylatowie.

Kiedy rozmawiamy, na strych wbiega dziewczyna.

– Masz jakiś aparat? Kamerę? Właśnie ktoś dzwonił, że nad polem Jakubczaka leci cygaro – mówi podekscytowana.

– No to niech nagra – tłumaczy Maksymilian.

– Kiedy właśnie nic się nie nagrywa! – słychać już z innego pokoju.

Ot, dzień jak co dzień w Wylatowie.

- Tu od dawna były opowieści o świetle wydostającym się z pół. Miejscowi mówią, jak im w dzieciństwie zakazywano chodzić na pola, bo coś się stanie - opowiada jeden z członków Nautilusa.

Achtung! Zone null

Kiedy wjeżdża się do Wylatowa, tuż za tablicą z nazwą miejscowości, widać następną: "Achtung! Zone null!" – głosi napis. Wszelkie wątpliwości rozwiewa namalowany obok spodek. To taki wkład miejscowych do całej afery. Tadeusz Filipczak, rolnik, na którego polu pierwszy raz znaleziono piktogram, oprócz sprzedaży majeranku, zachęca również do zakupu zdjęć znaków.

Na polnej dróżce prowadzącej do innego znaku można spotkać jego właścicielkę sprzedającą już ofoliowane fotografie prosto z żuka.

Ponoć, kiedy w tym roku na jednym z pól pojawił się piktogram, jego właściciel zadzwonił do gminy z żądaniem zwolnienia z podatku. W ubiegłym roku jeden z rolników zrobił w zbożu płatny parking dla przyjeżdżających gapiów. Ktoś podstawił nawet dźwig, żeby chętni – oczywiście za opłatą – mogli zobaczyć znak z góry.

- Chcemy coś zrobić z tym fenomenem. Teraz można zdobywać pieniądze z Unii na innowacyjne projekty. Nawet 450 tysięcy złotych. Aż w głowie się kręci od takiej sumy - mówi Rafał Lukstaedt z mogileńskiego Wydziału Rozwoju Lokalnego i Promocji, który zaangażował się w pracę przy znakach. Raczej, przynajmniej na początku, nie dlatego, żeby w nie wierzył. On uważa, że skoro znaki są, to trzeba zrobić wszystko, aby miejscowi i gmina na tym skorzystali. W tym roku na stronach internetowych gminy przeprowadzono nietypową ankietę. Na pytanie, czy nazwy ulic w Wylatowie powinny być kosmiczne, większość z blisko dwustu głosujących odpowiedziała twierdząco.

Rafał Lukstaedt, ledwo skończył pracę, jeszcze w swoim jasnym garniturze, wchodzi do studia Forum Nowej Cywilizacji. Kolejny program czas zacząć...

Agnieszka i Przemek Słomczewscy przyjechali do Wylatowa z Włocławka. W spacerze przez zboże towarzyszy im mały szary stworek. Jeszcze nie ma imienia, ale już jest symbolem tej miejscowości. Za rok czy dwa pewnie takie lalki będzie można tu kupić.

Świat w kręgach

Kręgi zauważono już w blisko 100 krajach świata. Czasem powstają w zbożu, czasem w koronach drzew, nawet na śniegu. Wygrzebywane z głębokich archiwów średniowieczne zapiski mówią o diabłach, które tak kosiły zboże w XV wieku we Francji i Anglii. Do dzisiejszych znaków czasami przyznają się grupy dowcipnisiów i... emerytów. Jeden z tegorocznych znaków w Wylatowie też uznano za „fałszywkę”.

Zobacz też:

Najbardziej tajemnicze zdarzenia w historii. Tu nic nie jest...

Wideo

Materiał oryginalny: Dzień UFO. Tajemnicze kręgi w zbożu przed laty ściągały do Wylatowa tłumy ufologów. A dziś? Czy UFO odleciało na zawsze? - Głos Wielkopolski

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3