"Dżizusi" poszaleją w Londynie

Michał Czajka
13 maja Jesusi zagrają w Londynie.
13 maja Jesusi zagrają w Londynie. WOJCIECH ZATWARNICKI
Jesus Chrysler Suicide to jedna z najbardziej znanych kapel na podkarpackiej scenie. Rozmawiamy z liderem JCS - Tomkiem Rzeszutkiem.

- Rok 2006 to był dobry rok dla zespołu Jesus Chrysler Suicide

- Zdecydowanie najbardziej owocny, jeśli porównać do tego, co robiliśmy z JCS przez siedem lat. Wydaliśmy płytę "Rhesus Admirabilis", dobrze przyjętą przez naszych fanów i recenzentów. Zagraliśmy wiele koncertów, sprzedał się pierwszy nakład płyty, a koniec roku przypieczętowaliśmy koncertem z okazji 15-lecia zespołu.

- Teraz ruszacie w trasę koncertową. Zagracie w wielu miejscach z wyjątkiem Rzeszowa?

- Tak, ruszamy z koncertami, nie lubimy przestojów, jest wiele klubów, do których warto wracać i tych, w których jeszcze nie graliśmy. Nie minął jeszcze rok od wydania naszej ostatniej płyty, chcemy ją nadal promować na koncertach. W naszej rozpisce brakuje kilku miejsc, m.in. Rzeszowa. Po prostu nie jesteśmy pewni terminów.

- W maju czeka was poważny sprawdzian - gracie w Londynie.

- Znajomi naszych znajomych, którzy organizują koncerty polskich zespołów w Londynie, znają dobrze JCS. Zaprosili nas do udziału w festiwalu, który planują zorganizować w Londynie 13 maja.

- Czy w planach są inne zagraniczne koncerty?

- Pojawiły się propozycje występów w Europie i w Stanach. Nie jest to takie proste biorąc pod uwagę, że granie w JCS to dla nas hobby. Jeżeli uda nam się pogodzić to z naszym życiem prywatnym i pracą w Polsce, będziemy wyjeżdżać na takie koncerty.

- W lipcu zagracie w Toruniu na festiwalu… "Gotyk na dotyk". Czy zmieniacie troszkę klimaty?

- Graliśmy już na Castle Party w 2001 roku, więc nie straszne nam te klimaty (śmiech). W naszej muzie jest trochę czarnego humoru, słychać elementy rocka industrialnego i new wale, więc dlaczego nie grać, jeśli nas zapraszają? Jesteśmy ciekawi występu na tym festiwalu.

- Co się zmienia w JCS?

- Dyskutujemy, w jakim kierunku podążymy na następnej płycie. Mamy trzy radykalnie różne pomysły na dalszy rozwój muzyczny. Wcześniej jednak wydamy płytę "The Rest Off". Chcemy na niej umieścić numery, które nie znalazły się na wcześniejszych płytach i inne rarytasy. Tym zamierzamy się zająć po wakacjach.

- Jesteście weteranami na podkarpackiej scenie. Czy klimat do grania w regionie jest przychylniejszy?

- Można tę sytuacje oceniać z różnych stron. Chyba jest lepiej. Powstało więcej małych klubów, w których można grać, sporo zespołów brzmiących na poziomie, wydających płyty i próbujących się przebić w Polsce z koncertami. Lokalne radia, prasa, organizacje studenckie, serwisy internetowe wspierają zespoły. Jeśli chodzi o telewizję, myślę, że mogłaby coś więcej robić w tym temacie. Podobnie domy kultury, które rzadziej interesują się zespołami i młodzieżą słuchająca rocka. Brakuje też miejsc na próby. Koszty związane z graniem na pewnym poziomie nie są małe, a zarabiają tylko największe gwiazdy. Zespoły undergroundowe cieszą się, gdy zwracają im się koszty dojazdów na koncerty. Graliśmy w Niemczech i tam bardziej szanuje się muzyków. To może się zmienić, gdy polepszy się sytuacja materialna ludzi w Polsce. Będzie lepiej dla muzyków, ludzi, którzy przychodzą na koncerty i dla właścicieli klubów. Mam nadzieję, że doczekamy takich czasów.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie