Ekolodzy chcą Turnickiego Parku Narodowego. Mieszkańcy chcą normalnie żyć, mówią: przyjechaliście tutaj i zabroniliście nam pracować

Kinga Dereniowska
Kinga Dereniowska
Turnicki Park Narodowy, choć jeszcze go nie ma, już wywołał wojnę. Aż strach sobie wyobrazić, co będzie się działo, kiedy faktycznie powstanie.

Jedni go żądają jego utworzenia, inni traktują to jak najgorszy scenariusz. Sprawa powstania Turnickiego Parku Narodowego, choć ciągnie się od lat, stała się głośna na całą Polskę. Od kilku dni w Pogórzu Przemyskim można mówić o wojnie między protestującymi tam ekologami z Inicjatywy Dzikie Karpaty a mieszkańcami, którzy obawiają się, że powstanie parku zabierze im chleb.

Ekolodzy przyjechali końcem kwietnia. Zawiesili na drzewie jeden namiot, rozstawili banery i ogłosili światu, że okupują fragment lasu w Nadleśnictwie Bircza.

- Zaczynamy blokadę wycinki i okupację terenu pod projektowany Turnicki Park Narodowy. Okupacja będzie trwała, dopóki nasze żądania nie zostaną w całości spełnione. Przyjeżdżajcie i dołączajcie.

Przypomnijmy. Pierwsze starania o utworzenie Turnickiego Parku Narodowego rozpoczęły się już kilkadziesiąt lat temu. Działania zintensyfikowano w latach 90. ub. wieku. W 2000 r. zmieniły się przepisy, według których zgodę na utworzenie parku muszą wydać m.in. samorządy. Gminy, te z Pogórza Przemyskiego, a zwłaszcza ich mieszkańcy, w większości nie popierają takiej inicjatywy. Bo boją się, że stracą pracę.

Ataki i groźby

Ledwo ekolodzy się rozgościli, zaczęły się incydenty. Drugiego dnia blokady operator skiddera, ciężkiego sprzętu do zrywki drewna, podczas pracy wjechał w namiot - zadaszenie rozstawiony przez ekologów. Na szczęście nikomu nic się nie stało.

W maju zdarzyła się kolejna niebezpieczna sytuacja.

- Około godziny 23 pojawiło się auto z pięcioma mężczyznami. Jeden z nich zaatakował kijem bejsbolowym cztery biorące udział w proteście kobiety, jedną z nich pobił. Zniszczył także auto należące do osób biorących udział w blokadzie

- relacjonowali członkowie Inicjatywy Dzikie Karpaty.

Kilka dni później policjantom udało się wytypować osobę, która może być odpowiedzialna za atak. 39-latka zatrzymano… w Rzeszowie. Był już wcześniej poszukiwany listem gończym, więc jest już w więzieniu.

Walka papierowa

Inną formę walki o park wybrała Fundacja Dziedzictwo Przyrodnicze. Zamiast drzew bronić własnymi ciałami, jej członkowie chodzą do urzędników i piszą wnioski. Jeden z nich, autorstwa Antoniego Kostki z Fundacji Dziedzictwo Przyrodnicze, wnoszący o utworzenie rezerwatów na obszarze Reliktowej Puszczy Karpackiej (ma ona docelowo być częścią Turnickiego Parku Narodowego), czeka na rozstrzygnięcie od czterech lat.

- Przez pierwszy rok Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska tego wniosku nie chciała przyjąć. Jak już przyjęła, to zaczął się korowód. RDOŚ twierdził, że musimy się dogadać z Lasami Państwowymi, a LP, że powinniśmy się dogadać z RDOŚ. I tak po kolejnych trzech latach wędrówek, wyznaczenia komisji... wszyscy jesteśmy w punkcie wyjścia - mówił.

Głośny protest ekologów w Rzeszowie przed Regionalną Dyrekcj...

Dlatego Antoni Kostka w dołączył do protestu pod siedzibą rzeszowskiego RDOŚ, który odbył się w Dzień Dziecka. Byli tam przedstawiciele Inicjatywy Dzikie Karpaty, Wilczyce (bronią bieszczadzkiej puszczy w okolicach Mucznego), Młodzieżowego Strajku Klimatycznego, posłanki: Anita Sowińska (Wiosna) i Daria Gosek-Popiołek (Lewica). Zajrzał nawet kandydat na prezydenta Rzeszowa Konrad Fijołek oraz rzeszowscy aktywiści społeczni.

Protest były głośny, kolorowy i burzliwy. Ekolodzy przyjechali prostu z lasów, o czym świadczyły ich wyraźnie ubłocone buty. Mimo to byli pełni energii i zapału.

- Przez te zmasowane wycinki dzieci i przyszłe pokolenia okrada się z lasów - twierdzi Kasia z Inicjatywy Dzikie Karpaty.

Jej kolega Jakub Rok przypomniał, że ostatni rezerwat utworzony przez RDOŚ w Rzeszowie powstał w 2004 roku.

Do protestujących wyszedł dyr. RDOŚ Wojciech Wdowik. Na jego widok rozległo się skandowanie: „Chcemy podpis” oraz „Czas ucieka, rezerwat czeka”.

Dyrektor potwierdził, że wniosek Fundacji do RDOŚ-u wpłynął.

- Został skierowany Regionalną Radę Ochrony Przyrody, gdzie były burzliwe dyskusje. Rada powołała 6 osób, które uzgodnią pewne warunki. Takich spotkań odbyło się trzy, gdzie za RPK były trzy głosy za, a trzy głosy przeciw. Czekamy na dalszą dyskusję w tym temacie

- tłumaczył Wdowik.

Dyrektor zapewnił, że w planach jest utworzenie na Podkarpaciu kolejnych rezerwatów - Przysów obok Leska oraz Dolina Smarkatej koło Mielca.

- Będziemy panu patrzeć na ręce - rozległ się okrzyk ze strony pikietujących.

Rozpoczęła się dyskusja. Dyrektor RDOŚ starał się cierpliwie odpowiadać na pytania. Zaproponował kolejne spotkanie, a le jego daty nie udało się jeszcze ustalić.

Mieszkańcy w cieniu parku

Większość partii politycznych w swoich programach ma albo tworzenie parków, albo ich rozszerzenia, łącznie z partią rządzącą. W tym wszystkim wydaje się, że wielka polityka zapomina o zwykłych ludziach z tych terenów. Bo co będzie z ich pracą, a często z ich życiem, kiedy Turnicki Park powstanie?

- Te procesy są nieuchronne. I można albo kijem zawracać rzekę, albo płynąć zgodnie z nurtem i na tym zarobić - twierdził Antoni Kostka z Fundacji.

Jednak sam wie, że mieszkańcy Pogórza Przemyskiego czują się jak przedmiot. Ktoś ustala coś nad ich głowami. Chodzą różne plotki. Ludzie boją się o przyszłość.

Kilka dni temu w Markowej, Marek Rząsa (poseł PO), zorganizował otwartą debatę, na którą zaprosił ekologów i samorządowców. Mimo, że Rząsa z góry ustalił zasady zabierania głosu w dyskusji i ściśle ich pilnował, było wiadomo, że to nie będzie spokojne spotkanie.

Łukasz Synowiecki z Podkarpacia, który pracuje jako przewodnik turystyczny, wypowiadał się w imieniu Inicjatywy Dzikie Karpaty. W utworzeniu parku widzi więcej szans niż zagrożeń.

- Naszym zdaniem powstanie tego parku jest nieuchronne. Tendencje europejskie i polskie są takie, aby chronić zielone tereny. Narodowa Strategia Rozwoju zakłada utworzenie Narodowego Park Turnickiego i jeszcze dwóch kolejnych parków do 2030 roku. To przesądzone. Teraz pytanie, jak mieszkańcy sobie z tym poradzą - mówił mężczyzna. Jego wystąpienie poprzedziły gwizdy mieszkańców terenów zagrożonych budową parku. Zapewnił też, że działania Inicjatywy „nie są przeciwko ludziom”.

- Utworzenie parku nie oznacza, że las zostanie on zamknięty dla ludzi. Jest możliwość, aby podzielić park na strefy. Tak, aby w niektórych można było prowadzić działania gospodarcze - proponowała Ewelina Głowacka, aktywistka z Inicjatywy Dzikie Karpaty. - Tylko 1/3 gmin będzie objęta ochroną. Musimy domagać się od polityków, abyśmy nie zostali poszkodowani w wyniku tych zmian.

Kiedy zaczęła wymieniać, jakie widzi możliwości dla przedsiębiorców, ludzie zaczęli ją wyśmiewać. Proponowała m.in. inkubatory przedsiębiorczości, kursy języka obcego, czy obsługi komputera. Głowacka uważa, że przyszłością Pogórza Przemyskiego jest rozwinięcie tutaj turystyki.

Jednak mieszkańcy i samorządowcy nie mają złudzeń. - Opowiada bajki dla dzieci - komentowała publiczność.

W podobnym tonie wypowiadał się wicestarosta przemyski.

- Nie wierzę w to, że społeczność lokalna dostanie stosowne rekompensaty - mówił Marek Kudła. - Co z pilarzami? Z czym oni zostaną? Oni z tego żyją, mają dzieci na utrzymaniu.

Dodał, że na razie nie widzi żadnej wspólnej płaszczyzny do rozmowy z ekologami.

Złudzeń, że wszystkie formy ochrony przyrody będą się odbijały na mieszkańcach, nie ma wójt Birczy Grzegorz Gągola.

- Ten temat jest wałkowany przez kilkadziesiąt lat - mówił włodarz gminy Bircza, której obszar ma wejść do TPN. Około 70 przedsiębiorców w jego gminie zajmuje się gospodarką leśną. Wyliczył, że aby zrekompensować koszty zawieszenia ich działalności, musiałoby do gminy przyjeżdżać około 600 turystów dziennie. - Czy to jest realne? - pytał retorycznie.

Odniósł się też do słów ekologów i Antoniego Kostki, że park „musi być”, bo tak zakładają rządzący. - My jesteśmy suwerenem i my wybieramy władzę. Zastanówmy się więc, jak pewne rzeczy zatrzymać - mówił.

Jak podał Gągola, w maju, obradowały trzy samorządy: przemyski, bieszczadzki i Rada Gminy Bircza. Podjęto uchwały i przygotowano petycje skierowana do Parlamentu Europejskiego i premiera RP.

- Samorządowcy dali jasny sprzeciw wprowadzenia nowych form ochrony przyrody - podkreślił wójt Birczy.

Mieszkańcy do ekologów: dlaczego nie pozwalacie nam normalnie żyć?

Tomasz Szybiak przez protest ekologów nie może normalnie pracować. A pracuje z drewnem odkąd skończył 16 lat.

- Dla mnie park to nonsens. Przyjeżdżacie, powieszacie się na drzewach. Przeszkadzacie nam normalnie egzystować. Powstanie parku powinien ustalić minister. A nie ktoś przyjeżdża i nam mówi, żebyście walczyli o jakieś rekompensaty, jak powstanie park. To nie o to chodzi. My ty dbamy o te tereny. My tu żyjemy

- mówił do ekologów Tomasz Szybiak, przedstawiciel branży drzewnej.

Podał, że 500 kubików drewna leży na terenie okupowanym przez Inicjatywę. Leży i gnije.

Także branża turystyczna obawia się powstania parku.

- W praktyce nic tu nie będzie można wybudować. Koszty ekspertyzy, które trzeba zrobić w na terenach objętych ochroną, przewyższają wielokrotnie budowę np. małego domku turystycznego - mówił Tomasz Kopczak z Hotelu Arłamów.

Ekolodzy i Antoni Kostka uważają, że skoro państwo polskie sporo włożyło w przekształcenie sektora górniczego, to czemu podobnie nie może być z sektorem drzewnym.

Mieszkańcy nie kryli obudzenia tym pomysłem. Jedna z sołtysek obawia się, że przez powstanie parku „nic nie wybuduje”, a jej dzieci wyjadą i nie wrócą.

- Te lasy, w których terasz mieszkacie, sadzili moi dziadkowie. My te lasy znamy - mówiła.

- Żyliśmy sobie spokojnie, nagle przyjechaliście i nam zabroniliście pracować - dodał wzburzony pan Tomasz. - Ludzie się denerwują. Od dziada pradziada robią w lesie, cieszą się tym. A ktoś przyjeżdża i to niszczy.

- Parki Narodowe są dobrem wspólnym - ripostowałaEwelina Głowacka.

- Idźcie już stąd - krzyknął na to zirytowany jeden z mieszkańców.

Na debacie pojawili się też przedstawiciele Lasów Państwowych. Zaznaczyli, że nie są oni władni w podejmowaniu takich decyzji, jak utworzenie parków. Zapewniają, że obecna ochrona lasów na tych terenach jest wystarczająca i „przynosi dobre efekty przyrodnicze”.

Inicjatywa Dzikie Karpaty proponowała zorganizowanie okrągłego stołu z mieszkańcami, politykami i ekologami. Na pytanie posła, kiedy skończy się protest, odpowiedzieli: - Wtedy, gdy zostaną spełnione nasz oczekiwania.

- Lasy Państwowe mówią, że chcą dialogu. Ale jeśli odstąpimy teraz od blokady, to ten las zostanie wycięty - uważa Łukasz Synowiecki.

Las jest miejscem harmonii, zieleni, relaksu. To tam idziemy, chcąc odpocząć od zgiełku miasta. Nie powinien ludzi dzielić, a łączyć. Turnicki Park Narodowy, choć jeszcze go nie ma, już wywołał wojnę. Aż strach sobie wyobrazić, co będzie się działo, kiedy faktycznie powstanie.

Kryzys wieku średniego. Skąd się bierze i czy dotyka wszystkich?

Wideo

Dodaj ogłoszenie