Ekolodzy z Inicjatywy Dzikie Karpaty zablokowali wejście do budynku Nadleśnictwa Stuposiany. Interweniowała policja [ZDJĘCIA]

Kinga Dereniowska
Kinga Dereniowska
Ekolodzy nie ustają w walce o drzewa. archiwum Inicjatyw Dzikie Karpaty
Grupa aktywistek i aktywistów Inicjatywy Dzikie Karpaty zablokowała dziś siedzibę Nadleśnictwa Stuposiany. Przed 7 rano około dwudziestu osób przypięło się metalowymi rurami do barierek, odcinając główne wejście do budynku.

Protestujący żądają ochrony najcenniejszych lasów w otulinie Bieszczadzkiego Parku Narodowego przed wycinką. Nadleśniczy zaproponował rozmowę w wąskim gronie, lecz protestujący nie chcieli się na to zgodzić.

- Rozmawialiśmy już z Lasami Państwowymi wielokrotnie, lecz nasze apele, wsparte głosami wielu naukowców, nie przyniosły żadnych skutków. Puszcza Karpacka wciąż jest wycinana i wywożona do tartaków. Nikt nie interesuje się tym, co zostawimy kolejnym pokoleniom. Jesteśmy ruchem społecznym opartym na zasadach równości i chcemy rozmawiać w pełnym gronie. Możemy odstąpić od protestu jeśli zadeklaruje pan wstrzymanie prac na terenie projektowanego rezerwatu, którego bronimy przed wycinką

– odparli zgromadzeni.

Przypomnijmy, że na terenie Nadleśnictwa Stuposiany od trzech dni nieprzerwanie trwa protest hamakowy w obronie wyjątkowo cennego lasu położonego w projektowanym rezerwacie przyrody "Las Bukowy pod Obnogą". Od środy wycinka i zwózka drewna z tego obszaru zostały wstrzymane.

Około 9 rano w budynku Nadleśnictwa pojawiła się policja i zaczęła butnych ekologów legitymować. Uczestniczący w proteście obcokrajowiec, gdy zobaczył, że policjantki zaczynają spisywać dane, odszedł od grupy.

- Osoba ta oddaliła się w kierunku lasu - informuje podkomisarz Aleksandra Wołoszyn - Kociuba. - Policja zaniechała poszukiwań.

Nadleśniczy: Chcemy rozmawiać. Ale cywilizowanie

- Byli okupowani w budynku pracownicy. Nikogo nie wypuszczono, ani nie wpuszczono. Mnie również - opisuje wydarzenia dzisiejszego poranka nadleśniczy ze Stuposian, Jan Mazur. - To była demonstracja, burda. Na pograniczu tego, co się działo w Białowieży.

Równocześnie zapewnia, że nikt nie ucierpiał w trakcie protestu.

- Wszystko odbyło się pokojowo, nikt nikogo nie bił - zapewnia Jan Mazur.

Po wylegitymowaniu protestujących, doszło do porozumienia.

- W poniedziałek lub wtorek spotkamy się w mniejszym gronie, w cywilizowanych warunkach wymienimy swoje argumenty - zapewnia nadleśniczy.

Leśnicy bieszczadzkich lasów doglądają od zakończenia II wojny światowej. I ja przekonują, ich wysiłki przynoszą efekty.

- Nasze działania podejmujemy zgodnie z prawem i przepisami gospodarki leśnej i prawami natury - tłumaczy nadleśniczy. - Chcemy, aby ten las wyglądał tak samo za 100 lat, jak wygląda teraz.

Do sprawy wrócimy.

Pandemiczna matura. Uczniowie czują strach

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
15 sierpnia, 6:47, Gość:

Najemna banda nie żadni ekolodzy.

15 sierpnia, 14:05, Robert:

Odezwał się inteligent bezobjawowy.

Ekoterroryści!

G
Gość

Najemna banda nie żadni ekolodzy.

Dodaj ogłoszenie