Ekonomista o urzędach: Ryba psuje się od głowy

    Ekonomista o urzędach: Ryba psuje się od głowy

    Rozmawiał Bartosz Gubernat

    Nowiny

    Aktualizacja:

    Nowiny

    Artur Chmaj

    Artur Chmaj ©Archiwum

    Rozmowa z Arturem Chmajem, ekonomistą z Rzeszowa.
    Artur Chmaj

    Artur Chmaj ©Archiwum

    - Przejmując władzę w kraju premier Donald Tusk deklarował cięcia w administracji. Tymczasem urzędników przybywa, a urzędy dublują swoje funkcje. Dlaczego tak się dzieje?

    - Niestety, ale takich przykładów można podać bardzo dużo i to nie tylko na szczeblu lokalnym. Już na poziomie ministerialnym tymi samymi programami unijnymi zajmują się różne resorty, jeden temat przechodzi często przez wielu urzędników. Podobnie jest niżej, w starostwach powiatowych i urzędach miast trwają bliźniacze wydziały, wydające pozwolenia i decyzje w takich samych sprawach.

    To dowodzi, że rak toczy wszystkie instytucje państwowe. Oczywiście z ekonomicznego punktu widzenia konsolidacja byłaby wskazana, ale na poziomie lokalnym nie można jej załatwić. Wymagałoby to zmian systemowych, ale problem w tym, że politykom to nie na rękę. Po każdych wyborach trzeba przecież znaleźć w urzędach pracę dla swoich znajomych i krewnych.

    Boję się, że nie znajdzie się mocarz, który chwyci byka za rogi. Nikt nie utrudni sobie życia, bo długi wdzięczności trzeba spłacać i znaleźć posady dla tych, którzy pomogli przy wyborach. Nie chcę nazywać po imieniu urzędów, ale znam wiele przykładów, gdzie nepotyzm jest na porządku dziennym.

    - Samorządowcy tłumaczą, że zatrudniają, bo w urzędach przybywa pracy.

    - Premier zapowiadał 10-procentowy spadek zatrudnienia, tymczasem notujemy kilkudziesięcioprocentowy wzrost. Owszem, programów unijnych jest sporo, ale według mnie nie zawsze musi to skutkować wzrostem liczby etatów. W prywatnych firmach i wielu instytucjach obsługi funduszy szybko się uczy i ludzie potrafią nimi sprawnie zarządzać.

    Nie rozumiem, dlaczego w urzędzie ludzie sobie z tym nie radzą i tworzy się z tego powodu nowe stanowiska. Ciekawe, czy kiedy za chwilę pieniędzy unijnych będzie mniej, urzędy będą zwalniać pracowników? Jestem pewien, że nie. Stworzy się dla nich stanowiska i znajdzie się im jakieś zadania.

    - Jak ocenia pan poziom pensji w podkarpackich urzędach? W Rzeszowie są dyrektorzy wydziałów, którzy zarabiają podobnie jak prezydent.

    - Nigdy nie byłem przeciwnikiem wysokich zarobków, ale pod warunkiem, że stoi za nimi ciężka, efektywna praca. Proszę zwrócić uwagę, że wysokie pensje dotyczą głównie kadry kierowniczej. Szeregowi urzędnicy zarabiają w okolicach średniej krajowej, a wielu z nich tylko trochę więcej niż płaca minimalna.

    Chociaż przerost zatrudnienia jest faktem, o wydawaniu pieniędzy lekką ręką nie można mówić. Przerostu pensji w samorządach nie należy się zresztą obawiać, bo ciągle są kontrolowane przez kaganiec ustawowy.

    - Czy urzędnicy powinni jeździć za pieniądze podatników na zagraniczne delegacje?

    - Jeśli taki wyjazd jest zasadny i może przynieść samorządowi korzyści, nie widzę przeciwwskazań. Trudno, żeby w takiej sytuacji urzędnik płacił za delegację z własnej kieszeni. Problem w tym, że wiele osób nadużywa takiej możliwości. W koszty delegacji poza noclegiem, przelotem i śniadaniem wrzucają pamiątki z wyjazdu i drogie posiłki.

    Proszę sobie przypomnieć, ile hałasu było wokół wyjazdu premiera Tuska do Peru. Albo jaką burzę wywołała ostatnio informacja, że politycy zamówili sobie w restauracji butelkę wina za 800 zł. Pamiętam, że kiedy w Szwecji jedna pani minister przez pomyłkę zapłaciła służbową kartą za pieluchy dla dziecka, została odwołana ze stanowiska. Jeśli u nas wewnętrzna kontrola będzie działać równie sprawnie, wyjazdy nie będą nikogo gorszyć.

    Czytaj treści premium w Nowinach24 Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (1)

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (1) forum.nowiny24.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo