Eros po rzeszowsku

Marek Pękala
A potem rozpoczęło się taneczne szaleństwo... Lepper, gadający na rysunku z przedstawicielką trzody chlewnej, nie ma już nic do stracenia. Fot. Tadeusz Poźniak
Tradycyjnie flaszkę i babę weź - zachęcali organizatorzy na zaproszeniu na "Erotyczny Bal z Balonami". - Mile widziany strój nawiązujący do nazwy balu - nęcili.

Sala Domu Kultury "Karton" na Baranówce. Sobotni wieczór. Pod sufitem girlandy z balonów. Nie te z "Unimilu", ale za to - na otarcie łez - różowe. Na zaciągniętych roletach - satyryczne rysunki.

Gołym okiem, pardon, w tych okolicznościach trąci to golizną, powiedzmy więc: okiem pozbawionym makijażu widać, że autor, artysta malarz Leszek Kuchniak, nie wyciągnął wniosków z lektury "Kamasutry", chociaż przeszedł na malarstwo zdecydowanie figuratywne. Na szczęście, sztuka polska na tym nie ucierpiała.

Rój balowiczów

Kompletnie zawiódł trzeci składnik dekoracji, czyli balowicze, chociaż przybyli tłumnie. Wszystkie panie pokazały negliż od góry aż po szyję. Tu i ówdzie błysnęła ponętna łydka.

A panowie - szkoda gadać, jak jeden mąż - nieśmiertelny garnit i krawat, czyli tzw. zwis męski. Może dlatego, że przeważała młodzież około pięćdziesiątki. Ale czterdziestki i trzydziestki też nie miały nic na swoją obronę. Nikt się nie przebrał, a ubrał się szczelnie.

- Może kieliszeczek? - kusił dziennikarza Nowin pan Tomek.

- O, nie, nie, bo będę nieobiektywny.

Bal z pieprzykiem

Do akcji wkroczył Marek Czarnota: - Proszę państwa, nie będzie to bal erotyczny, lecz bal z pieprzykiem...

- Uuuu! - odpowiedziała zawiedziona sala.

- Dziewczynki, kobiety i baby! - z pełną czułości apostrofą wystąpił lider "Balonów" Tomasz Sienkiewicz.

Potem była oda do dolnej, tej szlachetniejszej części pleców. Niestety, skończyło się na gadaniu, striptisu nie było. Popłynęła ballada o facecie, który w agencji "Pod Cycem" spotkał piękność swego życia. Nie, nie skończyło się tragicznie - nie pobrali się!
[obrazek2] Nie zawiodła zgrana paka, czyli "Dwa Balony i ten Trzeci". Trzymają się mocno, żaden nie pękł. Oto oni: Tomasz Sienkiewicz - wokal, gitara klasyczna, Bohdan Sienkiewicz - gitara rytmiczna i prowadząca, Jacek Szpunar - klawisze, Grzegorz Pliś - gitara basowa, altówka, Krzystof Panas - perkusja. (fot. Fot. Tadeusz Poźniak)Szmoncesy są najlepsze

Czarnota bawił szmoncesami, czyli żydowskimi kawałami: - Mosiek, chłopy z całego miasta dobierają się do twojej żony! - Phi, tysiąc ludzi i od razu miasto?

- Mosiek, o czem ty myślisz? - O tem samym, co i ty, Salcie... - Tfu, ty świno!

Teraz ognisty romans o Katii i królewiczu-biznesmenie, którzy poznali się w rzeszowskiej wietnamskiej knajpie. Balowicze klaskali do rytmicznego refrenu, braw nie żałowali. "Panie, panowie, będzie co będzie, ważne to mieć narzędzie!" - solista dodawał optymizmu sobie i innym.

Konferansjer opowiedział, jak na rynku w Rzeszowie pewien gość sprzedawał pierwsze prezerwatywy: - Ja mogę pęc, one nie!

Męki miłości

"Cierp, Mańka, cierp pomaleńku, jak ja cierpię bez twoich wdzięków" - świetnie żalił się Tomasz S., ale nikt mu nie współczuł i nikt nie załkał, za to wszyscy klaskali.

"Mam do siebie żal za tamten bal" - na niezawodnej chrypce zaśpiewał Sienkiewicz i zrobiło się rzewnie. Ale najrzewniej było, gdy śpiewał: "Wypijmy za lata już dawno minione, pończoszki w siateczkę, za me bitelsówki"... Zaiste, ma pan Tomasz dar pisania celnych tekstów, nie mówiąc o darze śpiewania.

Zmarnowana szansa

Potem była szansa na mały skandal, ale niestety... Kiedy Czarnota ogłosił konkurs na najbardziej namiętną parę w tańcu, rozległy się okrzyki: - To o pół litra za wcześnie! - No to zgaście światło, zobaczycie, co się będzie działo!

Przecież w ciemności jury nie mogłoby wykonać swojej roboty! A gdyby latało z latarką, byłaby plama i dyshonor. Dlatego zespół i publika wzięli się za przyśpiewki weselne.

- Hej, policz se, Marysiu, wszystkie kiczki w dachu, hej, tyle będziesz miała w pirszą nockę strachu! - zagrzmiało tak, że aż dekoracja spod sufitu zaczęła fruwać. I to było jurne!

Na parkiecie pojawiła się pierwsza para. On w zapiętej "po szyję" marynarze, ona - pół metra od niego. I właśnie ta "namiętna para" otrzymała nagrodę "do użytku we dwoje", czyli... płytkę z piosenkami "Balonów".

W sumie

Największym skandalem było to, że go nie było. Wielu napalonych obeszło się smakiem. Ze smutkiem stwierdzam, że nie było powodów do zgorszenia. Niestety. Wykorzystane tego wieczoru obrusy, talerze, kieliszki i sztućce to plastikowe jednorazówki. Ale, oczywiście, nie tylko dlatego był to bal niepowtarzalny. Po prostu miał swój klimat. Gdyby jednak traktować go jako miernik seksu ludu rzeszowskiego, to stolica Podkarpacia byłaby skazana na wyludnienie.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie