Fascynuje go fizyka i... ruskie pierogi

Janusz Motyka Norbert Ziętal
Reporterom Nowin udaje się namówić słynnego fizyka, aby usiadł w zabytkowej ławce szkolnej. FOT. JANUSZ MOTYKA
Noblista, Frank Wilczek odwiedził swych przodków w Babicach pod Przemyślem. Tu mieszkała jego ukochana babcia.

Frank będzie wynalazcą albo naukowcem - wyrokowała w Ameryce babcia Franka Wilczka, gdy był jeszcze szkrabem. Dlaczego? Bo już jako niemowlę interesował się techniką.

Do dzisiaj w rodzinie zachowało się takie amerykańskie wspomnienie: Frank, dziecko polskich emigrantów, tuląc się do babci, co rusz pstrykał wyłącznikiem oświetlenia. Tak fascynowało go to, że raz jest ciemno, a raz jasno...

Po latach w rodzinnym gronie

Takie historyjki Frank Wilczek - laureat nagrody Nobla - opowiadał w sobotę w domu Zawadowiczów w podprzemyskich Babicach.

Czesław Zawadowicz czekał z rodziną na tę chwilę kilka miesięcy. Bo o tym, że są spokrewnieni z genialnym fizykiem, dowiedział się dopiero na wiosnę tego roku.

- Rzeczywiście, widać wyraźne podobieństwo - mówi Betsy Devine, żona naukowca. Pierwszy raz jest w naszym regionie. Ale, zachwycona gościnnością, czuje się jak u siebie w domu.

- To moja Muza - mówi noblista o żonie.

- Ale i menadżer, bo to ona organizuje mi całe życie - dodaje. I zachwala babicką kuchnię.

- Te pierogi są wspaniałe. Podobnie jak kwasówka z uszkami.

Pani Monika, córka Czesława Zawadowicza, zdradza:

- Gotowały moje córki Paulina i Karolina.

Frank Wilczek urodził się w USA w 1951 r. Studiował fizykę na Uniwersytecie w Chicago i Princeston. Jeszcze jako student zaczął współpracować z Davidem Grossem. W chwili ogłaszania pracy naukowej, za którą po latach dostał Nobla, Wilczek miał 22 lata. Było to wspólne dzieło Wilczka, Grossa i Davida Politzera. Praca ta pozwala przybliżyć się do zrozumienia tajemnic wszechświata.
W 1981 r. Wilczek przeniósł się do Santa Barbara, gdzie na Uniwersytecie Kalifornijskim uzyskał tytuł profesora. Od jesieni 2000 r. pracuje w Massachusetts Institute of Technology - MIT. Nagrodę Nobla dostał w 2004 r.

Profesor Wilczek jest bardzo skromny. Niski, drobnej budowy. Nie mówi po polsku, a i po angielsku niewiele się odzywa. Uśmiecha się i słucha tego, co mu rodzina opowiada o Babicach. Widać fascynację w jego oczach. Tu przecież mieszkała jego ukochana babcia.

Wuj Władysław

Jego amerykański wuj, Władysław Wilczek, to przeciwieństwo - rozgadany, świetnie mówi po polsku. Często żartuje i łatwo się wzrusza.

- Jak mamy to pana mówić? Po angielsku: Walter, czy po polsku - Władek?

- Możecie mi mówić Władek lub Walter, bylebyście tylko nie spóźnili się z zaproszeniem na kolację! - odpowiada amerykańskim przysłowiem.

Śladami przodków

Teraz - sentymentalny spacer po Babicach. Oprowadza Piotr Haszczyn, dyrektor miejscowej podstawówki.

- Tu, poniżej rynku, stał dom Żyburów - pokazuje miejsce po rodzinnym gnieździe przodków noblisty. Tuż po wojnie dom ostrzelała z granatnika i spaliła sotnia UPA.
Jest za to na cmentarzu grób Bronisławy Jurkiewicz. Tu Frank Wilczek zapalił znicz.

- To siostra mojej babci - mówi.

Władysław Wilczek rozsypał po nagrobku ziemię przywiezioną z grobu Franciszki Żybury w Ameryce.

A do pustego pojemnika wsypał garść polskiej ziemi.

- Rozsypię ją na grobie Franciszki. W ten sposób siostry znów się połączą - mówi wzruszony pan Władysław.
[obrazek3] Reporterom Nowin udaje się namówić słynnego fizyka, aby usiadł w zabytkowej ławce szkolnej. (fot. FOT. JANUSZ MOTYKA)Widok z "Belwederu"

Czas nagli, bo już czekają na nich w szkole.

- Zejdźmy jeszcze pod kapliczkę, pod którą modlili się nasi emigranci przed wyjazdem z rodzinnej wioski - zachęca dyr. Haszczyn. Widok, jaki roztacza się z "Belwederu" - tak tu nazywają to miejsce - zachwyca wszystkich.

- To fantasyczne! - wołała Frank wpatrzony w dolinę Sanu.

Za chwilę chwalił wystrój miejscowego kościoła.

- Tu byli chrzczeni wasi przodkowie - mówi ksiądz proboszcz.
Noblista w szkolnej ławce

- To niesamowite - komentuje Frank arkusz ocen uczennicy Franciszki Żybury z lat 1915/16. Jego późniejsza ukochana babcia miała wtedy z góry na dół same piątki!

Dzieci, nauczyciele i mieszkańcy urządzają profesorowi prawdziwą fetę. Najpierw jest akademia na jego cześć. A potem on i dyr. Haszczyn wręczają nagrody laureatom konkursów poświęconych jego osobie. Na koniec Frank Wilczek zwiedza salę imienia... Franka Wilczka.

Reporterom Nowin udaje się namówić słynnego fizyka, aby usiadł w zabytkowej ławce szkolnej. W podobnej uczyła się jego babcia.

- O, to chyba gęsie pióro, a ten kałamarz to pewnie zrobiony jest z kawałka starego pocisku. Czegoś takiego nie kupi w Ameryce za żadne pieniądze! - komentuje.

Tymczasem wuj Władysław wymachuje globusem. Betsy uwiecznia to aparatem fotograficznym. Pewnie wszystko opisze na swoim blogu.

Nobla macie w sobie

- To niesamowite, jak taki wielki człowiek potrafi się bawić - dziwi się jedna z nauczycielek.

Młodzież też się nie nudzi, choć tremę przed akademią mieli wszyscy. Na długo wryje im się w pamięć przesłanie prof. Franka Wilczka:

- Ludzie czytają o jakimś odkryciu i zadają sobie pytanie: dlaczego to nie ja tego dokonałem? Dlatego uczcie się pilnie, pracujcie i wymyślajcie coś nowego. Dzisiaj dzięki internetowi świat jest na wyciągnięcie ręki.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

m
maniek

udało się wymordować jego rodzinę w tym domu?

Dodaj ogłoszenie