Ferma dzikich jeleni

Beata Terczyńska, Wojciech Zatwarnicki
Brązowe, ciepłe oczy jeleni co chwila zaniepokojone zerkają w naszą stronę. Zwierzaki nie pozwalają się jednak zanadto do siebie zbliżyć.
Brązowe, ciepłe oczy jeleni co chwila zaniepokojone zerkają w naszą stronę. Zwierzaki nie pozwalają się jednak zanadto do siebie zbliżyć. WOJCIECH ZATWARNICKI
Udostępnij:
Czy widział ktoś 250 jeleni naraz? My tak. Chyba nie trzeba przekonywać, że to widok zapierający dech w piersiach. Takie stado żyje w Michniowcu.
Ferma dzikich jeleni Czy widzial ktoś 250 jeleni naraz? My tak. Chyba nie trzeba przekonywac, ze to widok zapierający dech w piersiach. Takie stado zyje w Michniowcu.

Ferma dzikich jeleni

Możesz się tam wybrać, aby podziwiać królewskie zwierzęta. To również prawdziwa gratka dla miłośników fotografii.

W poszukiwaniu bieszczadzkich hodowli, późnym popołudniem, trafiamy do Michniowca w gminie Czarna. Na końcu wsi wita nas brama i tablica informacyjna: Ferma Jeleni. Tu na ponad 300 hektarach łąk i lasów żyje ok. 250 jeleni. Potężny płot wyznacza granice fermy. Ów płot jest też przez dobre kilkadziesiąt metrów granicą naszego kraju z Ukrainą.

Kiedyś się śmiali, dziś podziwiają

- Kiedy ponad 6 lat temu zakładałem w Bieszczadach fermę, okoliczni ludzie byli pesymistami. Śmiali się, że moje jelenie, a było ich wtedy 12 sztuk, pewnie nie wyżyją ani roku. - mówi Krzysztof Gruszczyński, właściciel fermy. - Tymczasem udało się. Sprzyja mi specyficzna aura i to, że nie ingerowałem w naturalne środowisko zwierząt. Nic nie zmieniałem. Stado się rozrosło, hodowla mi się opłaca.

Pan Krzysztof, mieszkający pod Radomiem, wybrał Bieszczady na swoją oazę. Zakochał się w naszych górach, kiedy jeździł tu, w okolice Arłamowa, na polowania.

Dlaczego jelenie?

- Bo to piękne, królewskie zwierzęta - mówi myśliwy.

Czy następne będą więc równie królewskie lwy?

- Wystarczy, że sam jestem spod znaku lwa - śmieje się.

Basiu, Wojtek, jedzonko!

Po fermie oprowadza nas pan Jan Rybka. Z daleka woła do swoich podopiecznych: - Basiu, Basiu, Wojtek, Wojtek… I tylko w sobie znany sposób rozpoznaje poszczególne sztuki.

- W tej kwaterze przebywa młodzież - śmieje się wskazując na okazy ze lśniącą, brązową sierścią, właśnie zrzucana po zimie, i pierwszymi, cienkimi, pojedynczymi szpicami na głowach. - Niektóre zwierzęta podchodzą bardzo blisko i jedzą mi z ręki. To najczęściej te, które karmiliśmy z różnych powodów z butelki. Inne są bardziej nieufne.

Byki pogoniły filmowców

Stadko, które oglądamy liczy około 40 sztuk. Reszta rozpierzchła się po lasach i łąkach. Pomimo, że to obszar zamknięty, nie jest łatwo je obserwować. One dalej są dzikie. Dowiadujemy się, że czasem bywa tu groźnie. Wierzymy, patrząc na okazałe, pozakręcane poroża zwierząt. Nikt nie chciałby być nimi potraktowany po brzuchu, czy "czterech literach".

- Podczas rykowiska ekipa telewizyjna musiała ratować się ucieczką zostawiając cały sprzęt, gdy rozjuszone byki ruszyły w jej stronę. Na początku było przerażenie, a potem dużo śmiechu i opowieści przy ognisku - opowiada pan Janek.

Jedziemy na fotosafari

Drugi dzień pobytu na fermie wita nas silnym wiatrem i opadami drobnego śniegu - pomimo, że to już prawie maj. Wyruszamy ok. 5 rano na fotosafari. Po jeleniach ani śladu. Pewnie schroniły się przed mroźnym wiatrem w lasach. Dochodzimy do rozległej łąki. Z jednej strony wspaniała panorama połonin, a z drugiej słupki graniczne.

Pan Jan wysypuje na łące kukurydzę i zaczyna swoje nawoływanie. Po krótkiej chwili z lasu wybiegają pojedyncze sztuki, a po minucie wybiega całe stado. Widok zwierzyny zapiera dech w piersiach. Niektóre to dojrzałe, majestatyczne samce - z 350 kg wagi.

Patrzą na nas oczy jak kasztany

Brązowe, ciepłe oczy jeleni co chwila zaniepokojone zerkają w naszą stronę. Zwierzaki nie pozwalają się jednak zanadto do siebie zbliżyć. Są tak piękne, że aż chciałoby się przytulić do ich sympatycznych pyszczków i miękkiej, brązowej sierści.
Bywa, że czasem pod siatkę podchodzą wilki.

- Ale nie są zagrożeniem dla jeleni. "Gościły" już na terenie fermy, ale nie narobiły tu bałaganu - mówi pan Krzysztof. - Gorszy byłby niedźwiedź. Gdyby tylko chciał, jednym ruchem ręki rozdarłby siatkę. Był tu już co prawda blisko, ale widać miał pełny brzuch.

Mają swoje jedzonko

Czym karmić te dostojne, zwinne zwierzęta?

- Specjalną mieszkankę dobrał mi prof. Karol Wolski z Akademii Rolniczej we Wrocławiu. Tak, aby jelenie były zdrowe i miały właśnie ten zachwycający połysk sierści - zdradza k. Gruszczyński. - Radzę się tez innych zaprzyjaźnionych naukowców.

Niestety czas goni, trzeba wracać. Lecz wrócimy tu jesienią, na rykowisko.

- Wtedy to dopiero zrobicie materiał - zachęca właściciel fermy.

No pewnie, że zrobimy!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie