Gabriel Waliszko, były dziennikarz "Nowin", obecnie producent transmisji sportowych i muzycznych: Będziemy przekazywać widzom emocje

Waldemar Mazgaj
Waldemar Mazgaj
Bohater wywiadu w żużlowym studio z ekspertem Martą Półtorak oraz prowadzącą "Motowizji" Katarzyną Szewerniak (z prawej).
Bohater wywiadu w żużlowym studio z ekspertem Martą Półtorak oraz prowadzącą "Motowizji" Katarzyną Szewerniak (z prawej). fot. archiwum prywatne
Udostępnij:
- Krosno zawsze było, jest i będzie mi bliskie - mówi Gabriel Waliszko, były dziennikarz Nowin i nc+, obecnie właściciel GABSLIVE.

Wpadłeś na pomysł pokazywania w „Motowizji” 2 ligi żużlowej i chyba już można odtrąbić mały sukces, bo mecz Wilków z Opola oglądało 60 000 osób, a na derbach krośnian z RzTŻ Rzeszów spodziewaliście się, że ta widownia będzie jeszcze większa?…

To duży kredyt zaufania od kibiców i widzów na początek sezonu. Biorąc pod uwagę fakt, że jest to pierwszy raz 2 ligi żużlowej w „Motowizji” w nowym wymiarze, to jest to bardzo dobry wynik. A przecież mówimy tylko o wyniku jednego meczu na żywo, są jeszcze powtórki i magazyn oraz inne spotkania, więc przekroczyliśmy w całej kolejce ponad 100 tysięcy. Ten wynik można porównać do najlepszych lig żużlowych na świecie.

Nie ma się czego wstydzić, a więcej - trzeba chodzić z głową podniesioną i dziękować widzom za takie przyjęcie nowych transmisji. Oczywiście nie spoczniemy na laurach, tylko będziemy robić wszystko, żeby żużel w „Motowizji” jeszcze bardziej rozkręcać. Wydaje mi się, że ten autorski pomysł, by pokazywać kobiety w żużlu, zdaje egzamin. Do tego przedstawianie historii klubów i miast – to podoba się kibicom. Chcemy się odróżniać od innych transmisji.

Po 14 latach odszedłeś z NC+ - podejmując spore ryzyko, tak prawdę mówiąc. Ale chyba nie żałujesz?...

W życiu niczego nie żałuję. Czasem trzeba coś zmienić, a 14 lat to kawał czasu. NC+ to była taka strefa komfortu, ale z tą decyzją nosiłem się już od paru dobrych miesięcy i przyszedł taki moment, gdy dostrzegłem - paradoksalnie przez pandemię - duże możliwości w Internecie. Zacząłem robić na Facebooku lajfy, głównie ze sportowcami, które cieszyły się dużym zainteresowaniem. Zacząłem się coraz mocniej angażować w sieci i uświadomiłem sobie, że trzeba wziąć sprawy w swoje ręce. Bo ponoć życie zaczyna się po 40. (Waliszko w lipcu świętował ten jubileusz – przyp. red.).

Zdecydowałem, że trzeba spróbować, bo za parę lat mógłbym żałować. I nawet jeśli to była decyzja ryzykowna, to pewnie za kilka lat bym rozmyślał czemu nie spróbowałem. Dlatego powiedzenie „kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana” może się tutaj sprawdzić. Mamy fajnych partnerów i sponsorów, pojawia się ich coraz więcej, bo też dostrzegają te perspektywy, które daje Internet.

Chciałem cię zapytać o tę 2 ligę, która na razie toczy się pod dyktando Wilków, co ciebie chyba - jako krośnianina z domu - cieszy szczególnie?...

Tak, prywatnie mnie to bardzo cieszy. Oczywiście służbowo zawsze - czy w czasie transmisji, czy jakichkolwiek innych działań dziennikarskich – zachowuje bezstronność. Podczas transmisji staramy się, żeby widzowie byli zadowoleni, by obie strony barykady były obiektywnie pokazane i aby równomiernie rozłożyć akcenty.

Natomiast nie ukrywam, że Krosno zawsze było, jest i będzie mi bliskie. Jako nastolatek chodziłem w niedziele na Legionów na piłkę nożną. Po próbie scholii, do której uczęszczałem, zbiegałem z kościoła Kapucynów z gitarą na plecach na stadion. Wtedy w latach 90. dobrze grali piłkarze Karpat. Po meczu wracało się do domu na Mickiewicza na obiad, a zaraz po nim z powrotem na stadion, bo był żużel. Czasem dwie godziny w kolejkach trzeba było odstać, żeby wejść na mecz. Takie to były czasy KKŻ-tu Krosno z wychowankami oraz Węgrami w składzie.

W Krośnie są moje korzenie, dlatego zawsze będę wspierał Krosno, czy to żużlowo, czy piłkarsko, czy ping-pongowo, czy siatkarsko. W piątek na przykład przy żużlowej transmisji pomagał nam Kuba Heimroth, siatkarz a później trener Karpat, z którym znaleźliśmy po latach kontakt. To pokazuje, że środowisko krośnieńskie umie się jednoczyć i ma duży potencjał. To nie jest wielkie miasto, ale jak pokazuje choćby Leszno, w którym są ogromne tradycyjnie żużlowe, również w takim mieście można coś zrobić ze sportem. Oczywiście, jeśli są zaangażowani i odpowiedzialni ludzie, bo to nie jest czas na społeczne działania.

Dlatego dobrze, że jest w Wilkach grupa osób, którzy działają prężnie i mają świeże spojrzenie oraz fajne pomysły. Wydaje mi się, że to idzie w dobrym kierunku. Na razie są dobre wyniki, ale zobaczymy jak będzie dalej. Klub ma ambicje pierwszoligowe, natomiast zawsze podkreślam, że w żużlu jest wszystko możliwe. To chyba najbardziej nieobliczalny sport ze wszystkich, jakie znam. Jak pokazują kibice na stadionie i przed telewizorami apetyty na żużel są w Krośnie duże, ale trzeba pracować i stopniowo iść do przodu. Trzeba robić, a nie gadać. I - jak mówi mój guru, czyli tato – cierpliwości.

To może jeszcze słowo o muzyce, bo wiem że stawiasz też na kulturę i organizujesz w czwartek koncert Sylwii Grzeszczak, który będzie można obejrzeć nie tylko w „Lukrze” w Rzeszowie, ale też przede wszystkim w Internecie, bo w powodu pandemii liczba wejściówek na koncert musiała być ograniczona?

Razem z panią Martą Półtorak rozmawialiśmy kiedyś o różnych możliwościach współpracy, bo znamy się od paru dobrych lat, a połączyła na wspólna pasja do żużla. Pani Marta też jest zaangażowana w nasze transmisje, lubi sport, emocje i wydarzenia kulturalne. Stwierdziliśmy, po różnych rozmowach, że to jest czas, kiedy trzeba spróbować. Tym bardziej mając takie miejsce jak Millenium Hall, jak klub „Lukr” i prężnie działającego tam Roberta Wróbla.

To też jest na pewno jakieś ryzyko, bo koncertów online jest sporo. Natomiast my stawiamy na sprawdzonego artystę, który ma duży potencjał w Internecie. Sylwia Grzeszczak dociera do 800 tysięcy fanów na Facebooku, do ponad 160 tys. na Instagramie i jest to taka widownia 15 plus, więc typowo internetowa. Wydaje się, że to może być dobry kierunek.

W klubie „Lukr” będą szczęśliwcy, którzy muszą się spieszyć z kupnem biletów, bo będą dla nich różne niespodzianki. W Internecie można obejrzeć koncert na GABSLIVE w sposób zupełnie nowy. Każdy z oglądających może sobie sam realizować ten koncert. Bo poza główną realizacją jednego z najlepszych realizatorów w Polsce, z którym mocno współpracuję, będzie można wybrać obrazek z co najmniej dwóch kamer, kliknąć i obejrzeć na przykład z bliska śpiewającą Sylwię, albo perkusistę czy innego muzyka. Bo jeśli ktoś jest na przykład fanem jednego instrumentu, to sobie może cały koncert oglądać w dowolnie wybrany przez siebie sposób.

To jest innowacja w muzyce i wierzę, że najbliższa przyszłość. Zresztą telewizje wchodzą mocno w Internet i analizując wszystko wydaje mi się, że Sylwia Grzeszczak może być strzałem w dziesiątkę. Później chcielibyśmy zrobić coś więcej, może jakieś cykl koncertów. Pożyjemy, zobaczymy. Póki co, zapraszam na koncert do „Lukru”, jak i do Internetu na GABSLIVE. To tam będziemy przekazywać widzom emocje.


Dariusz Marzec w szczerym wywiadzie po odejściu z PGE Stali Mielec: takie rozstania naprawdę bolą

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Nowiny 24
Dodaj ogłoszenie