Gdzie mieszkała Kasia Sobczyk? W Tyczynie i Hermanowej szukamy jej śladów

Cezary KassakZaktualizowano 
Kasia Sobczyk, zdjęcie z lat 60., z prawej w wieku 5-6 lat. Archiwum rodzinne Genowefy Wiater
W latach 60. była ikoną polskiej piosenki. Kasia Sobczyk, wykonawczyni takich szlagierów, jak "Mały książę" i "O mnie się nie martw", urodziła się w Tyczynie. Zmarła niedawno artystka mieszkała też w pobliskiej Hermanowej.

Urodziła się w Tyczynie, 21 lutego 1945 r. Mieszkając w Koszalinie, uczęszczała do szkoły muzycznej. Udzielała się w chórze Collegium Musicum. Największą sławę przyniosły jej występy z Czerwono-Czarnymi. W zespole poznała przyszłego męża Henryka Sawickiego, występującego pod pseudonimem Fabian. Po rozstaniu z Czerwono-Czarnymi śpiewała w grupie Wiatraki. Długie lata przebywała w USA. Nagrała tam dwie płyty. Do Polski wróciła w 2008 r. Zmarła 28 lipca br. w warszawskim hospicjum. Pogrzeb wokalistki odbył się 5 sierpnia. Spoczęła na warszawskich Powązkach.

Rodzinne strony opuściła jako mała dziewczynka, ale nigdy nie zapomniała, skąd pochodzi.

Tyczyn, miasteczko graniczące z Rzeszowem. W Rynku grupa mężczyzn żywo o czymś dyskutuje.

- Gdzie tu mieszkali Sobczykowie? - pytamy. - Chodzi o dom pani Kasi? To chyba ten - mówi jeden z mężczyzn, wskazując kamienicę przy ul. Mickiewicza. Inne osoby sugerują jednak udać się na ulicę Szopena.

Z kąta w kąt

Rozmawiamy z Kazimierą Stromczyńską, kuzynką Kasi Sobczyk.

- Rodzina Kasi, a właściwie Kazimiery, bo tak miała naprawdę na imię, przebywając w Tyczynie, parę razy zmieniała miejsce pobytu - tłumaczy. - Najpierw mieszkali w drewnianej chałupce stojącej przy drodze do Hermanowej, dziś ulicy Szopena. Dom dawno już wyburzono.

Stamtąd rodzina miała przenieść się na ulicę Pułanek. Jak opowiadała Stromczyńskiej siostra Kasi Sobczyk, właśnie przy ul. Pułanek, w nieistniejącym już dzisiaj domku należącym do jej babci, urodziła się przyszła gwiazda krajowej estrady.

Potem Sobczykowie wynajęli dom przy ul. Grunwaldzkiej.

- Ten budynek zajmuje teraz pani Emilia Zielińska - wyjaśnia mieszkanka Hermanowej Genowefa Wiater, również kuzynka artystki. Kazimiera Stromczyńska także wspomina o tym domu, chociaż - po rozmowie z siostrą piosenkarki - nie wyklucza i tego, że dawnego "gniazda" Sobczyków przy Grunwaldzkiej też już nie ma.

Pytana przez nas o tę sprawę Emilia Zielińska odpowiada: - Wiem, że moja rodzina kupiła ten dom w 1948 roku, od pana Kocója. A czy wcześniej, w roku 1945 mieszkali w nim Sobczykowie, nie potrafię powiedzieć. Pewnie mogło tak być.

Rodzice wyjechali, Kazia została

- Ojciec piosenkarki pochodził z Błażowej. Złota rączka - mówią ci, którzy go pamiętają. Reperował zegary, stroił instrumenty muzyczne, a i zęby potrafił leczyć. Jego żona zajmowała się prowadzeniem domu.

- Mieli czworo dzieci: Anię, Zdzisia, Kazię i jeszcze jedną dziewczynkę, której imię wypadło mi z pamięci, a która zmarła w wieku bodaj dwóch lat - informuje Stromczyńska. - Z nich wszystkich Kazia była najmłodsza.

Kiedy skończyła 8 miesięcy, jej rodzice zdecydowali się wyjechać na "Ziemie odzyskane".

- Na Zachodzie stały wtedy puste domy - opowiada Genowefa Wiater. - Pojawił się jednak problem opieki nad Kazią. Bo jak tu z maleństwem ruszać w długą drogę? Jechali poniekąd w ciemno. Zapadła decyzja, że dopóki się w nowym miejscu nie urządzą, mała zamieszka z nami w Hermanowej.

Pani Genowefa miała wówczas 12 lat.

- Traktowałam Kazię jak rodzoną siostrzyczkę - wspomina. - Pamiętam, jak wypowiadała pierwsze słowa, uczyła się chodzić. Lubiła bawić się z psem Pikusiem. Ogromną sympatią darzyła mojego tatę. Kiedy wracał z pracy, od razu wskakiwała mu na ręce.

[obrazek3] Według relacji Genowefy Wiater, w tym domu przy ul. Grunwaldzkiej mieszkali kiedyś Sobczykowie z małą Kazią. (fot. Cezary Kassak)Trudne rozstanie

U rodziny spędziła ok. półtora roku, po czym wróciła do rodziców. Rozstanie z domem w Hermanowej było dla niej ciężkim przeżyciem.

- Zżyła się z nami, a my z nią - opowiada Wiater. - Któregoś dnia przyjechała po nią matka. Tłumaczyliśmy Kazi, że to mama, ale ona upierała się, że to jakaś "pani" i że pani jest "be". Ciotka aż się popłakała. Uzgodniliśmy, że jakiś czas pomieszka razem z nami, tak żeby mała oswoiła się z jej towarzystwem.

Po wyjeździe z Tyczyna Sobczykowie znaleźli się w Sianowie. Po paru latach przenieśli się do Koszalina.

- Zdolności wokalne Kazia zdradzała od najmłodszych lat - twierdzi Stromczyńska. - Pytałam ją kiedyś, co pamięta z czasów szkolnych. "Na przerwach siadałam na oknie, machałam nogami i śpiewałam piosenki" - odparła.

W 1963 roku w Szczecinie wzięła udział w koncercie młodych talentów. Trafiła do "Złotej Dziesiątki" i dostała angaż w Czerwonych-Czarnych. W 1964 r. utworem "O mnie się nie martw" wygrała festiwal w Opolu. W latach 60. wyśpiewała jeszcze przeboje: "Biedroneczki są w kropeczki", "Nie wiem czy to warto", "Mały książę", "Nie bądź taki szybki Bill", "Trzynastego". Serca najmłodszych słuchaczy podbiła piosenką "Hipopotam".

Autografy na koszulach

W latach 60. przyjechała z Czerwono-Czarnymi na koncert do Rzeszowa. Choć nie miała tego w planach, za namową rodziny z Hermanowej zgodziła się wystąpić także w Tyczynie. Lokalne władze naprędce zorganizowały koncert w miejscowym domu kultury.

- Przyszło masę osób - pamięta córka Genowefy Wiater, Kazimiera Lach. - Autografy ciotka składała nawet na mankietach koszul. Faceci za nią szaleli. Ładna była jak lalka…

- Msza, która odbywała się w dniu tego koncertu, trwała tylko 15 minut. I księża, i wierni śpieszyli się na występ Kasi Sobczyk - uśmiecha się Zofia Domino z Towarzystwa Miłośników Ziemi Tyczyńskiej.

Korzystając z okazji, wokalistka odwiedziła stare kąty w Hermanowej. Towarzyszyli jej muzycy z zespołu, m.in. Karin Stanek, Ryszard Poznakowski i Jacek Lech.

- Z koncertu wracaliśmy na piechotę, a za nami podążała "procesja" ludzi - przypomina sobie córka pani Genowefy.

Tyczyn upamiętni artystkę

Tyczyn upamiętni artystkę

Jak informuje Zofia Matys, Miejsko-Gminny Ośrodek Kultury w Tyczynie planuje organizować Festiwal Piosenki Kasi Sobczyk. - Śpiewała przepięknie, chcemy, żeby te utwory "żyły" - uzasadnia pani dyrektor. Również władze Tyczyna myślą o uhonorowaniu zmarłej piosenkarki. - Gdy w naszym mieście powstanie jakaś nowa ulica, rozważymy pomysł, by jej patronką została właśnie Katarzyna Sobczyk - zapowiada burmistrz Kazimierz Szczepański.

Ostatnia wizyta, ostatni koncert

W Tyczynie Sobczyk śpiewała potem jeszcze nieraz. Pożegnalny, jak się okazało, koncert dała tu jesienią 2008 r., po tym, jak z USA wróciła do Polski.

Genowefa Wiater: - Czasem dzwoniła do nas zza wielkiej wody. W domu ostatni raz gościliśmy ją przy okazji wspomnianego koncertu. Mimo postępującej choroby była dobrej myśli, wierzyła, że wróci do zdrowia. Obiecywała niedługo znów do nas zajrzeć.

Okazją miał być kolejny występ w rodzinnym mieście. Publiczność czekała już pod sceną, ale koncert artystki nie doszedł do skutku. W drodze do Tyczyna źle się poczuła i musiała zawrócić. Przyjechał tylko jej syn Sergiusz, z zespołem.

- Tydzień wcześniej Sobczyk miała jeszcze recital w Cmolasie - mówi Zofia Matys, dyrektor Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury w Tyczynie. - Bardzo już osłabiona, śpiewała z playbacku.

Nie martwcie się o mnie

Zmarła 28 lipca br. w Warszawie.

- Pogodna, lubiąca ludzi, urodzona optymistka - wspomina swą ciotkę Kazimiera Lach. - Nie wywyższała się i nie gwiazdorzyła. I pamiętała o swoich korzeniach. Opowiadała, że jak usłyszy ludową kapelę z okolic Rzeszowa, ze wzruszenia płacze.

Do ostatnich chwil zachowywała pogodę ducha. Wszystkim, którzy przejmowali się jej losem, dedykowała piosenkę "O mnie się nie martw".

- Czy mimo choroby i tylu problemów czujesz się szczęśliwa? - pytał ją dziennikarz jednej z gazet. - Nawet bardzo - odpowiedziała. - Dalej jestem tą samą Kazimierą Sobczyk z Tyczyna.

polecane: Flesz - e-papieros zagraża zdrowiu

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 7

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

A
Anna

Z tego co wiem to jej tato pochodzil z Blazowej.

A
Anna

Kasia Sobczyk wystepowala czesto w Chicago w kawiarnii Cafe Lura. Zawsze na scenie mowila, ze pochodzi z Tyczyna. Mnie bylo bardzo milo, bo ja tez tam sie urodzilam.

R
Romek

Jak to teraz dumnie brzmi - Tyczyn, miasteczko koło Rzeszowa.
Jak się Kasia urodziła, to niewiele osób w Polsce znało tą metropolie koło której leży Tyczyn A pewnie dwieście lat wcześniej oba te miasteczka rywalizowały ze sobą. Świat się zmienia...

x
xyz

Sawicki to był jej mąż a ona posługiwała się panieńskim nazwiskiem Sobczyk.

b
bobodyghuard
Wszystko cacy, tylko "Sobczyk" nie było prawdziwym nazwiskiem!
Katarzyna (Kasia) Sobczyk naprawdę nazywała się KAZIMIERA SAWICKA!

dokładnie.
G
Gość

oj naprawdę straszne, Czesław niemen też tak naprwdę się tak nie nazywał! I co ujmuje im to w czymś???

M
MistrzCiętejRiposty

Wszystko cacy, tylko "Sobczyk" nie było prawdziwym nazwiskiem!
Katarzyna (Kasia) Sobczyk naprawdę nazywała się KAZIMIERA SAWICKA!

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3