NOWINY24

    Polecamy Twojej uwadze

    Rozwiń
    NOWINY24
    Zwiń

    Polecamy Twojej uwadze

    • Największe tragedie podkarpackich sportowców. Na torach ginęli żużlowcy, na drogach siatkarze i piłkarze
    • Podkarpacka wieś na starych zdjęciach z Narodowego Archiwum Cyfrowego
    • Za nami Plebiscyt „Piłkarskie Laury Podokręgu Rzeszów”

    Góry wołają Majstra Biedę

    Góry wołają Majstra Biedę

    KRZYSZTOF POTACZAŁA

    Nowiny

    Aktualizacja:

    Nowiny

    Władysław Nadopta - urodził się we Lwowie w 1922 r. Wojnę spędził na przymusowych robotach w Niemczech. Od 1946 r. pracował m.in. w Łodzi i w śląskich

    Władysław Nadopta - urodził się we Lwowie w 1922 r. Wojnę spędził na przymusowych robotach w Niemczech. Od 1946 r. pracował m.in. w Łodzi i w śląskich kopalniach. Początkiem lat 60. przyjechał w Bieszczady. Trudnił się zbieraniem runa leśnego, poroży jeleni, wypalał węgiel drzewny, był drwalem. Niemal aż do śmierci blisko związany z GOPR. Uhonorowany w 1999 r. odznaką "Zasłużony dla ratownictwa górskiego”. ©KRZYSZTOF POTACZAŁA

    Pół roku po śmierci Władysława Nadopty jego przyjaciele chcą doprowadzić do ekshumacji i wyprawić mu drugi pogrzeb. Mówią, że legenda Bieszczadów nie powinna leżeć w rowie.
    Władysław Nadopta - urodził się we Lwowie w 1922 r. Wojnę spędził na przymusowych robotach w Niemczech. Od 1946 r. pracował m.in. w Łodzi i w śląskich

    Władysław Nadopta - urodził się we Lwowie w 1922 r. Wojnę spędził na przymusowych robotach w Niemczech. Od 1946 r. pracował m.in. w Łodzi i w śląskich kopalniach. Początkiem lat 60. przyjechał w Bieszczady. Trudnił się zbieraniem runa leśnego, poroży jeleni, wypalał węgiel drzewny, był drwalem. Niemal aż do śmierci blisko związany z GOPR. Uhonorowany w 1999 r. odznaką "Zasłużony dla ratownictwa górskiego”. ©KRZYSZTOF POTACZAŁA

    Władysław Nadopta, znany bardziej jako Majster Bieda, odszedł nagle 18 czerwca 2005 r. Miał 83 lata. Pochowano go na cmentarzu komunalnym w Ustrzykach Dolnych-Jasieniu. Trumnę nieśli ratownicy GOPR, oni też przysypywali grób ziemią. Potem nad mogiłą zaśpiewali "Majstra Biedę". Nie mogło być inaczej, bo piosenka jest o nim, o Władku Nadopcie. Z górą 30 lat wcześniej napisał ją Wojciech Bellon, nieżyjący już bard i lider Wolnej Grupy Bukowina.

    Nie chciał być ciężarem

    Znowu kiedyś się spotkamy. Ale będzie Bal! Chłopaki z Bieszczadu- napisali przyjaciele Nadopty na jego grobie

    KRZYSZTOF POTACZAŁA
    Cmentarz komunalny w Jasieniu. Tu spoczywa dzisiaj legendarny Majster Bieda.
    (fot. KRZYSZTOF POTACZAŁA)Trzy lata wcześniej Władek trafił do Domu Pomocy Społecznej w Moczarach. -Astma i coraz słabsze serce uniemożliwiły mu samodzielną egzystencję - wspominają znajomi. - Mógł zostać u zaprzyjaźnionej rodziny w Wetlinie, ale wzbraniał się, powtarzał, że nie chce być dla nikogo ciężarem.
    Opuszczał ukochane góry pełen goryczy. Przez kilkadziesiąt lat prawie się z nich nie ruszał, tu czuł się najlepiej. - Nie wiem, jak wytrwam w tym przytułku - żalił się zimą 2004 r., kiedy pojechałem do niego w odwiedziny. Był przybity, godzinami stał w oknie i spoglądał nieruchomo w dal.
    Potem jeszcze kilkakrotnie przyjeżdżałem do Moczar, by z nim porozmawiać. Cieszył się, bo na chwilę zapominał o codziennym rytmie domu pomocy. - Na czas śniadanie, obiad, kolacja, ja tak nie umiem - tłumaczył. Ale też chwalił, że jedzenie dobre, że personel życzliwy.

    W Moczarach się dusił

    Roman Dawidziak z Rzeszowa, goprowiec i przewodnik beskidzki, zaprojektował już nagrobek dla Nadopty.
    Krystyna Baranowska
    Znowu kiedyś się spotkamy. Ale będzie Bal! Chłopaki z Bieszczadu- napisali przyjaciele Nadopty na jego grobie

    (fot. KRZYSZTOF POTACZAŁA)Kiedyś, już wiosną, namówiłem go na spacer, choć skarżył się, że potwornie bolą go nogi. Wtedy kolejny raz powtórzył, że w Moczarach się dusi. Marzył, żeby choć na dzień wrócić pod połoniny. - Dyrektor obiecał, że latem da przepustkę - mówił z nadzieją.
    W czerwcu Majster Bieda dostał miesiąc tylko dla siebie. Wsiadł w autobus i popędził do bacówki Pod Małą Rawką, gdzie w ostatnich latach najczęściej przebywał. Nieopodal schroniska miał swoje cztery kąty - niewielką chatkę, w której spał i robił swoje ulubione marynowane grzyby.
    - Nie przypuszczałem, że widzę go ostatni raz - zawiesza głos Robert Żechowski, szef bacówki, wieloletni przyjaciel Nadopty. - Kiedy odjeżdżał powiedzieliśmy sobie: do zobaczenia.

    Nie zostawił testamentu

    [obrazek4] Roman Dawidziak z Rzeszowa, goprowiec i przewodnik beskidzki, zaprojektował już nagrobek dla Nadopty.
    (fot. Krystyna Baranowska)Kilka miesięcy później ciężko zachorował. Znowu dopadła go astma, wiele tygodni przeleżał w szpitalu w Sanoku. -Kiedy wrócił, wydawało się, że najgorsze za nim, a tu nagle serce odmówiło posłuszeństwa - wspomina Stanisław Leszega, dyrektor DPS.
    Nikt wtedy nie zapytał, czy Władek ma spocząć w Jasieniu, czy w innym miejscu. Zresztą - testamentu nie zostawił, ostatniej woli nie zdążył wyrazić. - To do niego nie pasowało - mówi Tadeusz Nadopta, syn. - Ojciec zawsze twierdził, że będzie żył 120 lat. Tak przepowiedziała mu cyganka.
    Na pogrzeb przyjechało pół Bieszczadów. To wtedy Andrzej Potocki, dziennikarz, autor kilku publikacji o Nadopcie, wypowiedział słowa, które wielu zapadły w pamięć: "Całe życie spędził w górach, a teraz pochowano go w rowie". Grób Majstra Biedy jest przy końcu cmentarza, niedaleko potoku i krzaków. Tuż obok leży inny znany bieszczadnik - Piotr Francuz. On też zmarł w Moczarach i też chował go ksiądz z parafii w Ustrzykach Dolnych-Jasieniu.

    Może wróci pod połoniny

    Końcem zeszłego roku w głowach przyjaciół Nadopty zaświtała myśl, by przenieść jego szczątki w wysokie Bieszczady. - Na pewno chciałby spoczywać w najbliższej mu ziemi, a ta w Jasieniu taka nie jest - twierdzi Ryszard Denisiuk z Cisnej.
    Andrzej Potocki nie ma wątpliwości, że należy doprowadzić do ekshumacji i wyprawić drugi pogrzeb, najlepiej w Wetlinie. - Władziu miałby widok na połoniny. Poza tym, był kultową postacią, więc musi mieć kultowy pomnik. Żeby turyści mogli się zatrzymać, zaśpiewać piosenkę; żeby pamięć o nim rosła.
    Zdaniem Edwarda Marszałka, goprowca i leśnika, długoletniego przyjaciela Majstra Biedy, dobrym miejscem byłyby też Lutowiska. - On wrósł w tę okolicę, jak mało kto, dlatego powinien tu wrócić. Coraz częściej słyszę opinie, że pochowano go zbyt pośpiesznie. Dziwnie to wyszło.

    Nagrobek z kamienia

    Kiedy część bieszczadników zastanawiała się nad ponownym pochówkiem Nadopty, Roman Dawidziak z Rzeszowa, goprowiec i przewodnik beskidzki, zaprojektował dla niego nagrobek. Piaskowiec na budowę będzie wydobyty z potoku Wołosaty. Do kamienia zostanie przytwierdzony rzeźbiony papieski krzyż i postać Chrystusa frasobliwego. - To taki dług wobec Władka - zamyśla się Dawidziak. - Za jego szczere serce, za miłość do gór.
    Władka znał od zawsze. Często spotykał go na połoninach. - Zachodził do nas na dyżurkę w Ustrzykach Górnych, przynosił jagody, dzielił się ciekawostkami z Bieszczadów.
    Ten nagrobek będzie pasował do Władzia - stwierdza Grzegorz Chudzik, naczelnik Bieszczadzkiej Grupy GOPR - bo zawiera w sobie elementy mocno związane z jego życiem, jak choćby kamienie z Wołosatego.
    Majster Bieda chodził po nich tysiące razy. Kiedy chciał ulżyć zmęczonym stopom, albo kiedy skracając drogę forsował lodowatą wodę.

    Wola przyjaciół wolą rodziny

    Pomysł przeniesienia szczątków Nadopty w góry z radością przyjął Lutek Pińczuk ze schroniska na Połoninie Wetlińskiej. - Byłoby pięknie, gdyby miał swoje miejsce bliżej nieba. Wąwóz nie jest dla niego.
    Właśnie Lutek pierwszy przemierzał z Władkiem końcem lat 50. dzikie Bieszczady, uczył zbierania jagód, życia na odludziu. A symboliczna już scena posiłku pod gołym niebem, kiedy wygłodniali niczym wilki dzielili się ostatnią kromką chleba ze słoniną, wciąż opowiadana jest nowym pokoleniom turystów.
    Tadeusz Nadopta, syn Majstra Biedy: - Jeżeli wola przyjaciół ojca jest taka, żeby wyprawić mu drugi pogrzeb, rodzina przyłączy się do przygotowań. Tato kochał te góry, więc będą najlepszym miejscem jego wiecznego spoczynku.

    Władek wyrzeźbiony

    - Ksiądz w Wetlinie już zapewnił, że powtórny pogrzeb może się odbyć, że odprawi mszę i poświęci grób - mówi Robert Żechowski. - Wetlina najbardziej pasuje. Mimo że Władziu nie miał własnego domu, to właśnie tam był zameldowany.
    Majster Bieda zasługuje na coś jeszcze. Żechowski marzy, by obok bacówki Pod Małą Rawką stanął kiedyś Władek wykuty dłutem rzeźbiarza. - Może będzie siedział na ławeczce, a może zrobimy tak, że wraca z lasu z koszem grzybów i na powitanie macha do turystów?

    Czytaj treści premium w Nowinach24 Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze (2)

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (2) forum.nowiny24.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo