Gość Nowin. Dr Krzysztof Malicki o Rzeszowskiej Diagnozie Społecznej 2017 [WIDEO]

beta

Wideo

Zobacz galerię (1 zdjęcie)
Gościem Nowin jest dr Krzysztof Malicki, socjolog z Uniwersytetu Rzeszowskiego, współautor Rzeszowskiej Diagnozy Społecznej 2017. Rozmawiamy m.in. o tym, do kogo rzeszowianie mają największe zaufanie, czy broniąc Pomnika Czynu Rewolucyjnego cokolwiek o nim wiedzą i jakich inwestycji najbardziej pragną w mieście.

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
W dniu 29.12.2017 o 02:45, pniok Rzeszowski napisał:

No nie moge. Pisal bym tak i wspominal i serce sie kraje ze to nigdy juz nie wroci. My "wroble Rzeszowskich ulic" kochalismy swoje miasto i serce nas boli gdy SWIADOMIE niszczy sie te resztki Rzeszowa. Kto nie mieszkal w tym miescie to nie wie co to byc i zyc posrod jego murow i mieszkancow. 

Nie wymieniłeś pana Ignacego Skobli,który był trenerem wszelkich dyscyplin sportowych ani "Maniusia",syna sklepikarza z ul.Jagiellońskiej,który często kierował ruchem ulicznym w harcerskiej czapce.

Pewnie najbardziej ci żal,balkonowych "wygódek",których nikt nie okupował ponad miarę,szczególnie zimą,bo nie dało się w nich podczas "posiedzenia" czytywać gazet.

Dobrze,że miasto się rozbudowuje,powiększa i cywilizuje. Tak to wszystko jest urządzone,że przemija stare a pojawia się nowe.

Zdrowia w Nowym Roku.

p
pniok Rzeszowski

Rzeszow moj widze ogromny, ale kocham tylko ten stary.
Pochodze z Krolowki, ale kocham miasto mojego dziecinstwa, z pozydowskimi kamienicami z ich drewnianymi wiecznie skrzypiacymi schodami. Z balkonami od podworza i wychodkami na zewnatrz w oficynach. Z komorkami na wegiel i smietnikiem murowanym pelnym popiolu z metalowa klapa gdzie wylegaly sie szczury. Z podworkami gdzie nawet jednego zdzbla trawy nie znalazl i obejszczanymi poprzez psy naroznikami bram. Kocham te place gdzie gralo sie w kiczki, nozyk, zoske, a potem rznelo w gumiana gale. Ukochany Wislok z ostatnimi krypami piaskarzy jacy jeszcze byli przy zjezdie w zatoczce na koncu Szpitalnej obok skladow drewna. Wislok, gdzie obok kanalu z rzezni za starym cmentarzem lapalo sie ukleje jakich stada srebrzyly sie w jego wodzie i tych rybakow polujacych na wielka rybe. Kapielisko z dolem niezglebionym opodal mostu kolejowego. Olszynki z kajakami i chybotliwym molo na wodzie, kortami tenisowymi z tluczonej cegly gdzie krolowal Skobla i Liske gdzie juz jako starsi chodzilismy sie kapac i podgladac w krzakach przebierajace sie dziewczyny. Kocham moj Malpi Gaj za teatrem z lodowiskiem w zimie i kortami tenisowymi w lecie, z drewniana kregielnia, wieza spadochronowa i stawem gdzie jako dzieciak lapalem karasie. Te podrywania dziewczat na Panskiej i zabawy na Poczcie. Kina Rzeszowskie Zorza, Apollo, Swit, Przodownik, Mewa i WDK. Piekarzy takich jak Krzesik czy Jamrozik u ktorych godzinami czekalo sie na swiezutki i pachnacy chleb. Rzeznikow jak Kogut czy Kosiorowski z jego budka obok bramy wjazdowej na Abrachamsberga gdzie sprzedawal, kiszki, watrobiana i salceson. Restauracji od srodka nie pamietam bo nie bylem na tyle dorosly aby tam wchodzic ale pamietam Rzeszowska, Jutrzenke, Ludowa, u Smarkatego, Tatarska (pod koniem) Podzamcze i Wisieloka. Ogrody Bernardynskie z murowanymi plotami ze szklem tluczonym na wierzchu, z rzeczka gdzie lapalo sie traszki i gdzie chodzilo sie "na jablka". Sklad wegla na Krakowskiej za torami i Budke przy Jajczarni gdzie kupowalo sie jajka tluczki. Pamietam na rozwidleniu drog (Glogow-Sokolow) na Marszalkowskiej obok starej(pierwszej) mleczarni gdzie pod wielkim drzewem stala kapliczka a obok prywatny sklep w ktorym kupowalo sie swistawki z cukru i cukierki Grylazowe po cwierc funta jakich juz teraz nigdzie nie uswiadczy na swiecie chocby ze swieca szukal, drewniane domki na budach z kladka kolejowa od Sienkiewicza do Grunwaldzkiej i Mikoske z mostkiem, Stara Alime za kanalem na Fredry, Stary cmentarz gdzie leza moje praprapradziady i te pogrzeby z konnym karawanem zaprzezonym w kare konie z czarnymi pioropuszami z kaplicy przy starym cmentarzu na cmentarz w Pobitnem. Pamietam tych dziadow zebrzacych na Wszystkich Swietych gdy szlo sie zapalic swieczke za zmarlych na Pobitno. Olszynki i te laki nad Wislokiem az do kladki obok WSK gdzie opalalo sie pol Rzeszowa w lecie i starego przewoznika Nitke ktorego nazywalismy Admiralem. Wygnaniec i Rudki z jego domkami i skrotami miedzy Hetmanska a Dabrowskiego, dorozkarzami Rzeszowskimi i Sierocincem. Park miejski i drzewa morwowe na Browarnej. Kasyno Milicyjne na Kraszewskiego naprzeciw Zamku gdzie jako dzieci chodzilismy zbierac pudelka po Unrowskich paczkach wyrzucone z tylu na smietnisku. Byly zrobione z takiego twardego kartonu i mialy obrazek jak rece sie sciskaja a pod spodem pisalo "Dar narodu Amerykanskiego dla Narodu Polskiego. Nie dla handlu lub wymiany". To tam do kasyna Milicyjnego szla ta pomoc z Ameryki bo my zadnej pomocy nigdy nie widzielismy na oczy. Kochalem ten WuDeK gdzie sie chodzilo do kina, bramy przechodnie z Rynku do Kopernika, zaklad zegarmistrza Koldrasana na Matejki I warsztat muzyczny Perdeusa I sklep chemiczny Szajtra na Grunwaldzkiej. Te warsztaciki od rowerow na Grottgera gdzie do Korby, Cynara i Staromiejskiego chodzilo sie ratowac wiecznie niesprawne i porozbijane rowery, blacharza Adasia ktory nitowal dziurawe garki i warsztat za rogiem na Grunwaldziej gdzie naprawial radia pan Zaborski, zaklady fryzjerskie z "fryzjerkiem", Zyga czy Bentkowskim i blacharza Nalborczyka, stolarnie Cieplaka, zaklady szklarskie Kleczkow z kawalkami lusterek w odpadkach. Tych rzeszowskich fotografow Janusza na Grunwaldzkiej, Sliwe na Lwowskiej i kowala Klosowicza  obok sierocinca z zakonnicami na ulicy Grunwaldzkiej brukowanej konskimi lbami.
No nie moge. Pisal bym tak i wspominal i serce sie kraje ze to nigdy juz nie wroci. My "wroble Rzeszowskich ulic" kochalismy swoje miasto i serce nas boli gdy SWIADOMIE niszczy sie te resztki Rzeszowa. Kto nie mieszkal w tym miescie to nie wie co to byc i zyc posrod jego murow i mieszkancow.
Tego ze mieszka ktos w obecnym Rzeszowie nie mozna okreslic "zyciem w miescie".
Dzisiejsze miasto dla wielu to tylko miejsce tymczasowego pobytu.

To co obecnie sie dzieje na ulicach w naszym Rzeszowie to nic naprzeciwko tego co sie dzialo w Rzeszowie za Gomolki.

Nie bylo jeszcze zadnych tras przelotowych, a do miasta okoliczne chlopstwo przyjezdzalo wozami konnymi z kolami drewnianymi okuwanymi stalowymi obreczami. W jednym z centralnych punktow Rzeszowa jakim bylo skrzyzowanie ul Grunwaldzkiej i 1-go Maja (dla mnie byla to Sobieskiego bo taka sie uzywalo w domu) odbywal sie cyrk. To wartalo kazde pieniadze aby to zobaczyc.

Milicja a specjalnie jeden z jej przedstawicieli o nazwisku Mucha odprawial tam codzienne egzorcyzmy !!

Uczyli oni okolicznych chlopow przechodzenia przez ulice i jazdy wozami konnymi w miescie.  Ruchem na srodku skrzyzowania kierowal sam centralny "blazen" tego cyrku w niebieskim mundurku Milicji z paleczka w rece. Dookola w kazdym kierunku stali jego pomagiery i czekali jak sepy na ofiary. W aucie na chodniku po stronie WRN-u siedzial jeden milicjant i np wolal przez megafony tak glosno ze go bylo slychac na stacji kolejowej do przechodzacego chlopa przez ulice takimi slowami "obywatelu w zielonym plaszczu i z torba w lewej rece wroccie sie bo ruch jest dozwolony tylko w przeciwna strone" Chlop szedl dalej bo nie docieralo do niego ze to on a ten cymbal jak nie ryknie "do was mowie obywatelu w zielonym plaszczu !!" Chlop sie oglada co sie wokol niego dzieje przeciez takich w zielonym plaszczu moze byc nawet sto a ten ryczy na niego "nie ogladajcie sie dookola tylko wracajcie na chodnik" Chlop patrzy czy to on czy nie a ten dalej ryczy "wracajcie nie slyszycie ze do was sie mowi !!" Chlop machnal reka i poszedl dalej a tu juz na niego wlasnie czekal pomagier i spisywac go i zaraz "placicie czy kolegium ?". Baby wiejskie z tobolkiem na plecach w dzien targowy probowaly biegiem sforsowac skrzyzowanie bo a nuz ich nie zobacza bo bedzie szybka jak kura na drodze. Ale gdzie tam latwiej bogatemu do krolestwa niebieskiego bylo sie dostac jak babie na druga strone ulicy !! Cyrk na kolkach !! Chlopi ktorzy jechali wozami konnymi chcieli przejechac skrzyzowanie z biegu ale Mucha na srodku skrzyzowania byl czujny !! Nie uszlo zadnemu na sucho. Zmienil kierunek ruchu i chlop nagle nie wiedzial co robic. Sciagnal niejednokrotnie lejce aby stanac i sie zaczynalo. Konie stawaly deba razem z dyszlami na srodku skrzyzowania. Nieraz az przednia os we wozie odpadla od calosci i wszystko co we wozie wyladowalo na bruku. A jak juz ktory jechal od Bernardynow i skrecal w kierunku stacji kolejowej na Grunwaldzka to zadnemu sie nie udalo skrecic !! Konie wystraszone przez megafony z dyszlem nieraz poszly do stacji a chlop zostal z reszta wozu na skrzyzowaniu. To wartalo wszystkie pieniadze aby to zobaczyc. Teraz takich rozrywek to juz nie zobaczy nikt. Oprocz ciezko przestraszonych  i oszalalych koni biegajacych po ulicach i chlopow lapiacy co sie da aby uratowac z wozu dobytek i tych cyrkowcow z Milicji to tam zadnych szkod wiecej nie bylo. No chyba ze te mandaty ktore sciagali Mucha i jego pomagiery od ludzi. Dzisiaj juz nie ma Muchy, nie ma wozow, nie ma chlopow i bab idacych na targ i z targowiska. Nie ma juz nawet klimatu tamtego Rzeszowa !! Nie ma cyrku na uliach mojego miasta. Mlodzi ludzie tego nigdy nie zrozumieja.

Teraz to takie szczyny na motorach i w samochodach ktore maja rure wydechowa z rynny urzadzaja se polowania na przejsciach dla pieszych na przechodniow i zabijaja ludzi. To jest uliczna hekatomba.

Dodaj ogłoszenie