Herbatka z Chińczykiem

Andrzej Piątek
We wiosce Shihu, niedaleko Szanghaju, kobiety zbierają herbatę ręcznie, odrywając z końcówek gałęzi krzewu najmniejsze listki.
W Chinach można pić wszystko co się nadaje do picia, z wyjątkiem herbaty. Herbaty się nie pije. Herbatę się smakuje. Ale czy Europejczyk to zrozumie?

Teoretycznie, według Chińczyków, można użyć słowo pić w kontekście herbaty. Ale tak robią Europejczycy, nawykli traktować słowa byle jak. Jednak Chińczycy uprzejmie nam sygnalizują, że nie powinniśmy czuć się źle z tym, że tak niewiele rozumiemy z ich językowych subtelności. Dotyczy to nie tylko rozmów o herbacie, dla której mają szacunek znacznie większy niż Francuzi dla szampana.

36 różnych zieleni

We wiosce Shihu leżącej pod Hangzhou, mieście położonym blisko Szanghaju, młody plantator Kanghu od kilku pokoleń sadzi i pielęgnuje herbaciane krzewy. Na jego plantacji rośnie ich kilkanaście rodzajów zielonej herbaty o nazwie lon dzing, uchodzącej za jedną z lepszych.

- Jest 36 kolorów zielonej herbaty. Kolorów, nie ich odcieni! - Kanghu patrzy uważnie na naszą tłumaczkę, która pokazuje nam gałązkę herbacianego krzewu i biedzi się, jak nam ludziom z Europy wyjaśnić, że mieni się ona 36 kolorami (nie odcieniami pojedynczego koloru!).

Oboje z plantatorem taktownie nie dziwią się, że mimo najlepszych chęci nie dostrzegamy na tej gałązce 36 kolorów, które oni widzą.

Napar z pierwszego parzenia herbaty powinno się wylewać!
Napar z pierwszego parzenia herbaty powinno się wylewać!

Kanghu suszy herbaciane liście w mosiężnych pojemnikach podgrzewanych prądem do stałej temperatury 200 st. C.25 kilogramów wysuszonych listków herbaty z 650 metrów kwadratowych stale nawadnianej ziemi, zbieranych wiosną, latem i jesienią jest owocem pracowitości Kanghu i jego rodziny.

Najlepsza herbata pochodzi z wiosennego zbioru, czyli właśnie ta, którą smakujemy u gościnnego Kanghu. Niezwykle delikatna w smaku, z ledwo zauważalnym aromatem, potrafi jednak najbardziej zmęczonego szybko postawić na nogi i przywrócić jasność umysłu. Zwłaszcza, jeśli pijemy ją z drugiego parzenia, czyli zalewając te same listki powtórnie.

Napar z drugiego parzenia

- Napar z pierwszego parzenia w zasadzie powinno się wylewać! - radzi Kanghu. - Smakować warto herbatę z drugiego parzenia, a z trzeciego używać dla dopełnienia smaku.

Tak smakowana umożliwia sprawniejsze myślenie i zachowanie szczupłej sylwetki. Herbata zielona ożywia lepiej od kawy i pomaga na wzrok. Szczególnie ludziom, którzy dużo czasu spędzają przed komputerami.

Chińczycy smakują dziennie 6 gramów, czyli 9 szklanek herbaty. Dodają parę listków herbaty nawet do rosołu z kaczki albo kurczaka. Jak się przekonałem, taki rosół nabiera bardziej wyrazistego zapachu i lekko gorzkawego, niezwykle subtelnego smaku.
[obrazek3] Napar z pierwszego parzenia herbaty powinno się wylewać!Duchy dają smak

Na plantacji Kanghu pochylone kobiety zbierają herbatę ręcznie, odrywając z końcówek gałęzi krzewu najmniejsze, bladozielone listki. Musi minąć czas od wschodu do zachodu słońca zanim koszyk zapełni się nimi do pełna, a utrudzone kobiety mogą rozprostować grzbiety.

Następnie liście wędrują do mosiężnych pojemników podgrzewanych prądem do stałej temperatury 200 st. C. I w tym momencie rozpoczyna się herbaciana magia! Kanghu na naszych oczach w zawrotnym tempie nabiera listki pełną garścią, podrzuca je, łapie, rzuca na ścianki pojemnika, miesza, przez ułamek sekundy dociska i znowu podrzuca. Łącznie wykonuje 18 takich ruchów, cały czas w wielkim skupieniu.

- Nie chodzi jedynie o odparowanie wody, ale o to, by duchy dały herbacie szlachetny smak - tłumaczy.

Dziennikarz "Nowin" odwiedził Chiny jako uczestnik delegacji Stowarzyszenia Mediów Polskich z siedzibą w Warszawie, na zaproszenie Chińskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Herbata w cenie komputera

280 juanów, czyli trochę ponad 2800 złotych kosztuje w Chinach kilogram uważanej za najlepszą zielonej herbaty han dzou, która dzieli się na 16 grup jakościowych. Dostępna w nielicznych herbaciarniach w Pekinie, Szanghaju i Kantonie, pojawia się czasem na bardzo ekskluzywnych bankietach w Ameryce i Europie. W Polsce znana raczej tylko z literatury.

Kanghu trochę narzeka, że w południowych Chinach od kilku lat jest zimniej i częściej pada deszcz. Krzewy herbaciane rosną wolniej, niektóre karłowacieją i zbiory są mniej obfite. Cena herbaty idzie w górę i skutek jest taki, że kupuje ją mniej ludzi.

Herbaciana agroturystyka

Młody plantator uprawia ziemię wydzierżawioną na 20 lat od gminy. Pieniądze ze sprzedaży herbaty w trzech czwartych są jego, w jednej czwartej gminy. Kiedy skończy 60 lat, zwróci ziemię gminie i dostanie emeryturę. Swoim dzieciom ziemi zapisać nie może, ale one, korzystając z prawa pierwszeństwa, mogą podpisać z gminą następną umowę i przez kolejne lata plantację użytkować.

Z Hangzhou i Szanghaju przyjeżdżają na plantację Kanghu dla wypoczynku na dzień lub dwa malarze, bankowcy i nauczyciele z rodzinami. Przyglądają się jak rośnie herbata. Dla zabawy pomagają w jej zbiorach i suszeniu.

Pobyt za 12 juanów

- Zapraszam gości z Polski! - uśmiecha się Kanghu. - Przyjeżdżajcie! Zapłacicie 12 juanów za dzień!

12 juanów czyli 120 złotych. To nie tak dużo, a atrakcja jedyna w życiu. Tylko ta odległość, kosmiczna. Bilet lotniczy z Warszawy do Moskwy, i dalej do Szanghaju, kosztuje dużo więcej. Może poczekajmy aż staniemy się globalną wioską w jeszcze ściślejszym znaczeniu.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie