Hokej: Ale kac!

    Hokej: Ale kac!

    MARIAN STRUŚ, mawa

    Nowiny

    Aktualizacja:

    Nowiny

    Po wyrównanych bojach z GKS-em Tychy i Stoczniowcem Gdańsk hokeiści z Sanoka byli niemal stuprocentowym faworytem do wygrania rywalizacji o pozostanie w Polskiej Lidze Hokejowej z zespołem z Katowic. Tymczasem po dwóch meczach jest 0-2 dla GKS-u i to zespołowi ze Śląska brakuje jednego zwycięstwa do upragnionego celu. Tymczasem w Sanoku wielki kac, a już jutro trzeci mecz na Torsanie.

    KH SANOK - GKS KATOWICE 2-4 (1-0, 0-2, 1-2)

    W play-off: 0-1.
    1-0 Radwański - Niemiec (10), 1-1 G. Sobała - Labryga (36, w przewadze), 1-2 Labryga - M. Trybuś - Filo (38), 1-3 Kowalski - Goliński (45), 2-3 M. Mermer - Saglo (52), 2-4 R. Tkacz - Filo (57).
    KH: Janiec (45. Worosznow) - Burnat, Połącarz (4); Maciej Radwański, Koszarek, Niemiec (2) - Rąpała, Ciepły (2); T. Demkowicz, Saglo (2), M. Mermer - Piekarz (2), D. Demkowicz; Brejta, Dżoń (2), Secemski oraz Miśków, Piecuch. Trener - Miroslav DOLEŻALIK.
    GKS: Zając - Szymański, Marecek; Plutecki, Marek Trybuś, Filo - Labryga, Kowalski (2); R. Sobała, G. Sobała, R. Tkacz (2) - Goliński, Marcin Trybuś; Elżbieciak, Baka, Mirocha (2) oraz Marznica, Fonfara, Kątny. Trener - Andrzej TKACZ.
    Sędziowali: Przemysław Kępa (Nowy Targ) oraz Grzegorz Porzycki i Artur Hyliński (Oświęcim). Kary: 14 i 6 minut. Widzów: 1500.
    To był dramat. Zespół, który potrafił pokonać GKS Tychy i był o mały włos od wyrzucenia za burtę Stoczniowca Gdańsk, w "jaskini lwa" przegrał mecz z najsłabszym w lidze GKS-em Katowice. W tym momencie stanął nad przepaścią, w postaci degradacji z ekstraklasy.
    Wprawdzie po celnym trafieniu Macieja Radwańskiego, sanoczanie wyszli na prowadzenie, ale od początku drużyną grającą szybciej, z większym wigorem i sportową złością byli katowiczanie. Grali prosty, prymitywny hokej, ale to wystarczyło, aby ścigać po lodowisku gospodarzy. W samej tylko I tercji goście stworzyli trzy "setki".
    W 27. minucie Filo z metra nie trafił do pustej bramki. Przez 14 minut II tercji sanoczanie nie oddali ani jednego strzału na bramkę Zająca. Wreszcie sprawiedliwości stało się zadość. W 36. minucie goście, grając w przewadze (frajerska kara Piekarza) wyrównali, a w 38 objęli prowadzenie, nie bez winy Rąpały, który tylko asystował Labrydze. W końcówce II tercji powinien wyrównać Radwański, ale jego strzał i dobitka z odległości metra wylądowały na bramkarzu GKS-u.
    W III tercji goście "uciekli" na 3-1 i widać było, że w tym momencie strach pojawił się w oczach sanoczan. Wyzwolili z siebie resztki energii i zaatakowali, czego efektem był gol Mermera. Kontynuując atak, rozegrali kilka akcji, jednak nadziali się na kontrę pary Filo - Tkacz, która zakończyła się piękną bramką tego ostatniego. W tym momencie było po meczu. Z trybun rozległy się okrutne śpiewy z ironicznym zaproszeniem: chodźcie na piwo!

    GKS KATOWICE - KH SANOK 3-2 (1-0, 0-1, 2-1)

    W play-off: 2-0
    1-0 Filo - Plutecki - Szymański (18, w przewadze), 1-1 Piekarz - Ciepły - Burnat (28, w przewadze), 2-1 Plutecki - R. Sobała (51, w przewadze), 3-1 Plutecki - Marek Trybuś (53), 3-2 M. Mermer - Burnat (55).
    GKS: Zając - Kowalski, Labryga; R. Tkacz, R. Sobała, G. Sobała - Szymański, Marecek; Filo, Marek Trybuś, Plutecki oraz Goliński (o); Mirocha, Baka, Elżbieciak (3 atak). Trener - Andrzej TKACZ.
    KH: Worosznow - Burnat, D. Demkowicz; Niemiec, Koszarek, Maciej Radwański - Ciepły, Piekarz; M. Mermer, Saglo, T. Demkowicz oraz Miśków (o); Piecuch, Secemski, Dżoń (3 atak). Trener - Miroslav DOLEŻALIK.
    Sędziowali: Tadeusz Godziątkowski (Bydgoszcz) oraz Hubert Godziątkowski (Warszawa) i Mariusz Smura (Katowice). Kary: 8 i 22 minuty. Widzów: 750.
    W sanockiej ekipie nie zagrali Połącarz (choroba) oraz Rąpała, który po piątkowym meczu... zdał sprzęt w klubie, bo obraził się na trenera.
    Cała pierwsza tercja to wyraźna przewaga GKS-u. Goście rozważnie się bronili, ale do czasu. Druga odsłona także zaczęła się od ataków gospodarzy, ale znakomicie spisywał się Worosznow. Po wyrównującym golu inicjatywę przejęli goście; w 33. minucie sytuację sam na sam zmarnował Radwański, a pod druga bramką Labryga w podobnej sytuacji trafił w Ukraińskiego bramkarza KH.
    Na początku III tercji Ciepły i Secemski trafiali po kolei na ławkę kar. Nie mogło to pozostać bez wpływu na wynik (dwa gole Pluteckiego). W 55. minucie M. Mermer uzyskał kontaktową bramkę, ale po niespełna minucie Miśków i Worosznow dostali kolejne kary. Na 3 minuty przed końcem trener Doleżalik wziął czas, po chwili i karze dla Labrygi w jego ślady poszedł trener Tkacz. Sanoczanie nie mieli dobrych szans na wyrównanie. - To co wyprawiali sędziowie woła o pomstę do nieba. Prawie całą trzecia tercje graliśmy w osłabieniu - mówił Wojciech Pajestka, kierownik sanockiej ekipy.

    Czytaj treści premium w Nowinach24 Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Sport z kraju i ze świata

    Zobacz więcej na Sportowy24.pl

    Galerie zdjęć

    Wideo