Jacek Żakowski: klasa polityczna demoralizuje nam...

    Jacek Żakowski: klasa polityczna demoralizuje nam społeczeństwo

    Rozmawiała Karolina Jamróg

    Nowiny

    Aktualizacja:

    Nowiny

    Jacek Żakowski gościł w Rzeszowie na zaproszenie Instytutu Podkarpackiego.

    Jacek Żakowski gościł w Rzeszowie na zaproszenie Instytutu Podkarpackiego. ©Krzysztof Kapica

    Rozmowa z Jackiem Żakowskim, dziennikarzem i publicystą.
    Jacek Żakowski gościł w Rzeszowie na zaproszenie Instytutu Podkarpackiego.

    Jacek Żakowski gościł w Rzeszowie na zaproszenie Instytutu Podkarpackiego. ©Krzysztof Kapica

    - W internetowym wydaniu Polityki napisał Pan, że sprawę Brunona K., można traktować nie jako incydent, ale trend. Pana zdaniem może to być także efekt radykalizacji poglądów obywateli i języka nienawiści pojawiającego się w mediach?

    - Trochę na pewno. Myślę, że polskie media są nieostrożne. I w formułowaniu i upowszechnianiu różnych tez. Jest to jakiś problem. Mamy wrażenie bezkarności, że można mówić, co człowiekowi przyjdzie do głowy i nic złego nie stanie się w związku z tym.
    A jednak trochę się dzieje złego. Nie twierdzę, że ta ekstremalizacja radykalnej prawicy jest wynikiem tego, że media tak działają, że część polityków takim językiem się posługuje, bo to się przecież zdarza. Przed wojną mieliśmy zamachy, ginęli w nich ludzie. W krajach Europy się zamachy też się zdarzają i niekoniecznie związane to jest z radykalizacją. Choć ona wspiera i pogłębia te procesy. Czasem trzeba po prostu trzymać język za zębami. Przecież można wiele rzeczy powiedzieć tak, by nie budować niepotrzebnie silnych emocji. A to w Polsce problem.

    Ta klasa polityczna demoralizuje społeczeństwo.

    - Problem nie tylko mediów, ale też polityków. Może nie powinniśmy więc się dziwić, że niedoszły zamachowiec mówi o "obcym" rządzie, skoro politycy niejednokrotnie podważają chociażby istnienie w naszym kraju demokracji.

    - Gdyby politycy tego nie mówili, to robiłaby to i tak część osób. Na to nie ma ratunku. Zwłaszcza w młodej demokracji, jak nasza. Ale gdyby jednak zwykli ludzie zachowywali się wobec siebie tak, jak to robią politycy to ulice płynęłyby krwią. My mamy coś takiego, że klasa polityczna, ale szeroko rozumiana: dziennikarze, politycy i publicyści jest gorsza niż społeczeństwo.

    Popycha to społeczeństwo w złą stronę, pod wieloma względami: czy to nieufności, czy lekceważenia dla - to bardzo ważne - standardów kompetencyjnych, że nie trzeba wiedzieć, żeby gadać. Ta klasa polityczna demoralizuje społeczeństwo.

    To jednak nie jest takie proste przełożenie, że gdyby J. Kaczyński czy D. Tusk czegoś nie powiedzieli, to by takich rzeczy, jak sprawa Brunona K. nie było. One tak czy inaczej się zdarzają. W PRL-u nie było Jarosława Kaczyńskiego, nie było Donalda Tuska i wielu innych osób nie było, a jednak aula w Opolu wyleciała w powietrze.
    - Wspomniał Pan o nieostrożności mediów. Ostatni przykład to publikacja Rzeczpospolitej..

    - W ogóle forma dziennikarstwa uprawianego przez Rzeczpospolitą. To polityczny tabloid pod postacią prestiżowej gazety. Ludzie mają wrażenie, że czytają coś poważnego - te następne strony są poważne, to ekonomia, prawo pisane przez fachowców - a tu mamy grupę tabloidalnie myślących, zaangażowanych politycznie ludzi o niskich kompetencjach co widać nie tylko po tym, ale i innych tekstach.

    To na pewno psuje markę dziennikarstwa w ogóle ale też psuje kraj. Zanieczyszczamy sobie środowisko złymi emocjami. Tylko zawsze jest pytanie, co z tym zrobić. Cenzura nie jest żadną odpowiedzią, ja też nie wierzę, że odpowiedzialność karna może być jakimś rozwiązaniem. Chyba tylko przez gadanie można pewne rzeczy naprawiać. Patrzeć np. Czarkowi Gmyzowi głęboko w oczy i pytać: Czarek, czy się nie wstydzisz?

    - Oglądając programy telewizyjne można czasem odnieść wrażenie, że dziennikarze prowadzący oddają swój program politykom. Nie panują nad gośćmi, którzy mówią czasem co im ślina na język przyniesie. Prowadzący nie powinni mieć jakiejś kontroli - nie mylić z cenzurą - nad wypowiadanymi na antenie słowami swoich gości?

    - Tak, od tego jest redakcja. Żeby zapraszać ludzi, którzy mówią do rzeczy, żeby oceniać co mówią, jak mówią. Żeby odbiorcom pomagać w weryfikowaniu tego, co jest mówione. Mam wrażenie, że polskie dziennikarstwo stopniowo rezygnuje z tego. To było bardzo dobrze widać nie tylko w Rzeczpospolitej, ale też w telewizji, czasem w radiach.

    Myślę, że jesteśmy cały czas pod takim szantażem, który powstał, kiedy budowaliśmy wolne media. Wtedy wolność bezwzględna była czymś, co wydawało się konieczne. Myślę teraz o trotylu i o Rzeczpospolitej. Wiele redakcji na świecie przygotowuje tego typu materiały. Na ogół zasada jest taka, że dziennikarz, który jest zaangażowany pracuje pod ścisłą kontrolą swojego przełożonego, albo jak jest w przypadku dziennikarzy śledczych komitetu który zna wszystkie fakty, źródła i dokonuje oceny.

    U nas się to zaniedbuje. Telewizje są budowane na emocjach. Zaprasza się dwóch ludzi, którzy mają skrajnie inne poglądy, żeby się "zabili" na oczach widzów. Oni się "mordują", a dziennikarz siedzi i szczuje na ogół. Jak się ogląda programy polityczne w Stanach to tego nie ma. Tam dziennikarz jednak rozmawia z człowiekiem. Często to jest człowiek, który ma radykalne poglądy, ale ten dziennikarz ma obowiązek wypowiedź weryfikować. W Polsce dziennikarze się tego boją, bo boją się oskarżenia o stronniczość, zwłaszcza w mediach publicznych.

    Czytaj treści premium w Nowinach24 Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (11)

    Dodaj komentarz
    Wszystkie komentarze (11) forum.nowiny24.pl

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Polecamy

    Wideo