Jak "Olsen" złapał mieleckich bandytów

Andrzej Plęs
Jeden ze sprawców przed kantorem, w którym doszło do napadu.
Jeden ze sprawców przed kantorem, w którym doszło do napadu. KMP Mielec
Bandytyzmu uczyli się z amerykańskich filmów, polskich produkcji, takich jak W-11 czy "Detektywi" i trochę z Internetu. Nawet w atrapy broni i kominiarki zaopatrywali się w sklepach internetowych. Wpadli szybko i głupio.

Zaczęło się od niewinnych rozmów przy robocie na budowie, o tym, że co kilka dni w Polsce są napady na bank, o męskiej przygodzie. Z czasem fantazje przeradzały się w plan.

Los sprawił, że pracować im przyszło z człowiekiem, który o banki niegdyś otarł się zawodowo. Coś tam wiedział o systemach zabezpieczeń, o procedurach. Namówili go na zwierzenia, a ten - nieświadom, że instruuje przyszłych bandytów - dzielił się wiedzą.

Na początek - bank

Oddział BGŻ w Mielcu najpierw spenetrowali - sprawdzili system zabezpieczeń, kamery, strażników, dostęp do gotówki. I - co ważne - ile kobiet i ile mężczyzn pracuje w banku.

Bo jeśli kobiety to mniejsze prawdopodobieństwo oporu ze strony personelu. Zauważyli coś jeszcze: gotówka liczona jest przez personel na sali operacyjnej "na oczach" klientów.

Z początkiem października w kominiarkach na twarzach, a jeden z nich z atrapą glocka w ręku, weszli do budynku. Krzykiem "to jest napad" położyli kilkoro klientów na podłodze, sterroryzowali obsługę.

Jeden z nich wszedł do pomieszczeń personelu, z biurka pani, która właśnie liczyła pieniądze, zgarnął gotówkę, po czym obaj wyszli z banku i zniknęli w tłumie.

- Personel banku, naszym zdaniem, powinien najpierw alarmować policję. Tymczasem próbował najpierw skontaktować się z przełożonym i straciliśmy cenny czas - mówi asp. szt. Wiesław Kluk z mieleckiej policji.

Musimy ich dorwać!

Z bankowej kasy ubyło wtedy 56 tys. zł. Komendant powiatowej policji mieleckiej postawił sobie za punkt honoru - dorwać bandytów. Bo też to był pierwszy od kilkudziesięciu lat napad na bank w Mielcu. Kryptonim akcji "Olsen" okazała się nader trafny, bo z czasem okazało się, że miasto terroryzują amatorzy.

- Podpowiadamy bankowcom, że ze względów bezpieczeństwa dobrze jest, by wejścia do banków miały drzwi grodziowe, bo napastnicy, typując obiekty do napadu, często odrzucają tak zabezpieczone punkty - mówi Kluk. - Są świadomi, że takie podwójnie, elektronicznie sterowane drzwi, mogą im opóźnić, bądź uniemożliwić ucieczkę. Ważna byłaby również informacja o elektronicznej blokadzie drzwi.

Bandytów może odstraszać też większa liczbę kamer monitoringu wewnętrznego i zewnętrznego. Z kolei nieruchome kamery "pokazują" w którym kierunku nie wolno uciekać lub gdzie nie parkować pojazdu.

Grudzień w kantorze

Dzień przed Wigilią rabusie uznali za dobry czas na rabunek kantoru wymiany walut. Tuż po południu, znów w kominiarkach i z atrapą broni, wpadli do kantoru w mieleckiej Hali Targowej.

Scenariusz jak w banku, ale zadanie łatwiejsze, bo po drugiej stronie lady dwie, zastygłe z przerażenia kobiety. Choć nie od razu, bo w pierwszej chwili nie potraktowały napastników poważnie.

Pierwszy wymachiwał bronią, drugi przeskoczył ladę, zgarnął gotówkę, po czym obaj wyszli i rozpłynęli się w tłumie. W kilkadziesiąt sekund było po wszystkim. I po 41 tys. zł w różnych walutach.

Gdyby nie ta szyba...

Połowa lutego - kolejny napad. Dwóch zamaskowanych bandytów, z atrapą broni w ręku, wkroczyło do kantoru. Miało być jak w banku i jak w Hali Targowej: krzyk, terror z bronią w ręku, obsługa na podłodze, skok przez ladę i ucieczka z gotówką.

Prawie się udało. Prawie, bo napastnicy nie potrafili sforsować szyby, dzielącej pomieszczenia obsługi od klientów. Widzieli tylko, że pani z drugiej strony laty telefonicznie kogoś alarmuje. Alarmowała właściciela, który był na zapleczu. Ten zaalarmował policję. Napastnicy wycofali się po kilkunastu sekundach.

Biżuteria na koniec

- W 20-letniej pracy w policji nie zdarzyło mi się obserwować tak gigantycznej pracy mieleckiej policji - mówi o akcji "Olsen" Kluk. Szczegółów pracy operacyjnej nie może jednak zdradzić. - Zanim doszło do rabunku w sklepie jubilerskim, już mieliśmy wąski krąg podejrzanych - dodaje tylko.

Skok na jubilera zaplanowali na 24 lutego. Do sklepu wszedł jeden z nich, bez broni i bez kominiarki. Sprzedawczynię poprosił o pokazanie srebrnego łańcuszka, z lady zabrał całą tacę z biżuterią i wybiegł ze sklepu.

Policja sygnał dostała natychmiast., Sprzedawczyni była w stanie podać rysopis napastnika. Zorganizowano blokadę dróg wylotowych z miasta. Po kilkunastu minutach zatrzymano osobowego renaulta z dwoma mężczyznami. A przy nich - część skradzionej biżuterii.

Do tymczasowego aresztu na 3 miesiące trafiło trzech mężczyzn: Szymon S. (l. 25), letni Daniel H. (l. 20) i Damian G. (l. 21). Czwartego z podejrzanych zwolniono, ale i on usłyszał zarzuty współudziału w rabunkach.

Policja na razie nie zdradza, w jakich konfiguracjach ta czwórka uczestniczyła w napadach, bo przecież zawsze działali w tandemie.

To zapewne nie koniec sprawy, bo jednego z podejrzanych znaleziono amunicję kalibru 5,6 mm, u innego - narkotyki.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

a
azotoxus
Ten Ples to jakies szkoly konczyl?
a
azotox, us
Okropny niechluj bez ambicji pisal ten artykul. Bo nikt szanujacy sie nie pozwoli sobie na opublikowanie niedopracowanej rzeczy. Niestety, w gc to codziennosc i dlatego dziennik za komuny nazywany szmatlawcem nadal na taka opinie zasluguje. Wiecej ambicji i profesjonalizmu!
Dodaj ogłoszenie