Jak rozpracowywaliśmy tajną broń Hitlera

Piotr Wróbel
Aleksander Rusin, ps. "Rusal“, dowódca oddziału AK. Podczas wojny miał za zadanie zdobywać informacje o tajnych wyrzutniach V-1 i V-2, które Niemcy umieścili w okolicach Pustkowa i Blizny (w powiatach sędziszowskim i dębickim).
Aleksander Rusin, ps. "Rusal“, dowódca oddziału AK. Podczas wojny miał za zadanie zdobywać informacje o tajnych wyrzutniach V-1 i V-2, które Niemcy umieścili w okolicach Pustkowa i Blizny (w powiatach sędziszowskim i dębickim). WOJCIECH ZATWARNICKI
Kiedy rakiety spadały na ziemię, oddział Aleksandra Ruina zbierał rozbite elementy i przekazywał tajnemu łącznikowi. O próbach V-1 i V-2 Rusin opowiedział też specjalnej komisji wysłanej przez aliantów. To wszystko bardzo pomogło rozszyfrować tajemnicę hitlerowskich rakiet.

Aleksander Rusin, ps. "Rusal“, dowódca oddziału AK. Podczas wojny miał za zadanie zdobywać informacje o tajnych wyrzutniach V-1 i V-2, które Niemcy umieścili w okolicach Pustkowa i Blizny (w powiatach sędziszowskim i dębickim).

Dobrze znał teren, bo stąd pochodzi. Gdy prosimy go dziś, aby pokazał nam resztki tych wyrzutni, najpierw ubiera się w mundur, na którym wiszą odznaczenia. W tym krzyż Virtuti Militari. Bo ten mundur i te odznaczenia, to całe jego życie…

A potem prowadzi leśną ścieżką i pokazuje pozostałości po betonowych głazach.

- To tu były te wyrzutnie, tam lotnisko, tu tory kolejowe - mówi.

Aż trudno uwierzyć, bo wszystko zdewastowane. Żal, że leśna ściółka przykrywa tak ważny fragment historii.

V-1

Pierwszy udany pocisk balistyczny o napędzie rakietowym. Masową produkcję uruchomiono w 1942 r. Do końca wojny odpalono 3170 pocisków, z czego 70 proc.
Pierwszy udany pocisk balistyczny o napędzie rakietowym. Masową produkcję uruchomiono w 1942 r. Do końca wojny odpalono 3170 pocisków, z czego 70 proc. trafiło w cele. Po wojnie na bazie rakiety V-2 Wernher Von Braun zbudował rakietę Saturn 5, która wynosiła statki Apollo na Księżyc, a radziecki konstruktor Siergiej Koroliow zbudował rakietę R-5M

Niemiecki pocisk odrzutowy (samolot-pocisk). Projekt broni przedstawiono w 1942 r. Próby startowania pocisku wykonywano w wielu wariantach, również przy użyciu samolotu, a jedna z koncepcji zakładała kierowanie V-1 przez pilota. Najlepszym rozwiązaniem okazał się start ze specjalnej wyrzutni-katapulty. W sumie wyprodukowano ok. 30 tys pocisków, ok. 10 tysięcy wystrzelono na Anglię. Na bazie V-1 zaprojektowano później amerykańskie JB-2, radzieckie Ch-101, Ch-102 i 10 ChN oraz francuskie CT.10 i Caisseur.Dziewczyna i motocykl

Rusin urodził się w 1914 r w Dobryninie.

- Bieda była, chciałem coś zmienić, zapisałem się do Stronnictwa Ludowego. W 1935 r. wstąpiłem do wojska - opowiada.

Gdy wybuchła wojna, był już zawodowym plutonowym. Pod Tarnopolem trafił do sowieckiej niewoli. Uratowała go… dziewczyna ze Śląska i motocykl. Dziewczyna dostała przepustkę (bo była Ślązaczką) i wzięła go ze sobą. Udawali małżeństwo.

On z kolei miał motocykl, którego żaden "ruski" żołnierz nie potrafił uruchomić. Dlatego nikt mu go nie ukradł. Tym motocyklem dojechali do Lwowa. Tam rosyjskim żołnierzom dali - kupione po drodze - konfitury i wódkę. Ci tak o te "skarby" zaczęli się kłócić, że Aleksander bez problemu odjechał z dziewczyną dalej. Dotarł do swojego rodzinnego Dobrynina. Wstąpił do ZWZ (później AK). Jego oddział (oddział "Rusala") wsławił się tym, że pomógł rozpracować tajną broń Hitlera.

Rakiety i rowery

Badania nad doświadczalną bronią rakietową V-1 i V-2 Niemcy rozpoczęli na wyspie Uznam. Ale kiedy Anglicy zbombardowali ośrodek badawczy, Hitler szybko zdecydował, aby przenieść poligon właśnie do Blizny.

- Rakiety V-1 były dobrze skonstruowane - opowiada Rusin. - Tylko co trzecia spadała na ziemię. Dlatego z wybrzeża francuskiego wystrzeliwano je później na Londyn. Ale V-2 to ledwie co dziesiąta była udana. Większość od razu się rozbijała.

Tak bardzo się rozbijały, że okoliczna ludność odnajdywała na polach łańcuchy, koła zębate, przewody. Później wykorzystywała te części choćby do rowerów.
Oddział Ruina zbierał te elementy i gromadził. Były też inne metody zdobywania informacji. Pewna dziewczyna, która znała niemiecki, nawiązała kontakt ze Ślązakiem, który pracował na poligonie.

- Poprosiła go o trochę paliwa do tych rakiet, niby że chce to paliwo użyć do lampki naftowej. I tak dostaliśmy dwie butelki - wspomina Rusin.

To wszystko trafiało później do warszawskiej centrali AK. W jaki sposób? Z Warszawy przyjeżdżał wysłannik - Sławomir Górecki. Udawał malarza, który uwiecznia na płótnie pejzaże. To on odbierał zdobyte przez Rusina elementy rakiet i przekazywał je dalej. To takich ludzi, jak Rusin i Górecki, miał na myśli W. Churchill opisując później sprawę rozszyfrowania tajnej broni Hitlera: "Niemcy nie docenili jednego: Polaków, którzy mieli oczy otwarte".

V-2

[obrazek4] Pierwszy udany pocisk balistyczny o napędzie rakietowym. Masową produkcję uruchomiono w 1942 r. Do końca wojny odpalono 3170 pocisków, z czego 70 proc. trafiło w cele. Po wojnie na bazie rakiety V-2 Wernher Von Braun zbudował rakietę Saturn 5, która wynosiła statki Apollo na Księżyc, a radziecki konstruktor Siergiej Koroliow zbudował rakietę R-5MList od Churchilla

Rusin, za to że pomógł aliantom, miał problemy. Gdy w 1944 r. na nasze tereny wkroczyli Sowieci, w Bliźnie pojawiła się międzynarodowa komisja złożona z Amerykanów, Anglików i Francuzów. Wypytywali Rusina o V-1 i V-2.

Musiał im przekazać niezwykle ważne informacje, skoro W. Churchill w jednej z depesz na ten temat napisał do Stalina: "Nasi specjaliści wrócili do Anglii i przywieźli ze sobą bardzo cenne informacje o rakietach dalekiego zasięgu". A po latach Rusin otrzymał od Churchilla list gratulacyjny.

Ale zanim do tego doszło, Rusin przez NKWD był traktowany jak wróg narodu polskiego. Trafił do obozu w Pustkowie.

- Pamiętam dzień, kiedy wyprowadzili nas do lasu i ustawili nad dużym, świeżo wykopanym dołem. Myślałem, że to mój ostatni dzień. Ale rozmyślili się i znowu zabrali nas do obozu. Ciągle mnie pytano, dlaczego pomagałem Anglikom w sprawie rakiet. Odpowiadałem, że przecież Anglików przywieźli Rosjanie.

Trafił później do obozu w Ropczycach. Tam jakiś "Ruski" powiedział mu, że "będzie żył, ale nie będzie chciało mu się żyć". Dopiero gdy Rusina przejął oficer ze Lwowa, pojawiła się nadzieja.

- Niby komunista, a porządny człowiek. Najpierw radził, abym tłumaczył innym, że zapisałem się do AK, bo myślałem, że to "Akcja Katolicka". A potem wypuścił na wolność.

W roku 1947 Rusin ujawnił się razem z całym oddziałem.

Gdy go widzą, uciekają

Potem wyjechał na Ziemie Odzyskane. Ale i tam znalazła go bezpieka. Wrócił i ukrywał się do 1956 r. Teraz jego nazwisko wymieniane jest w wielu publikacjach i książkach o działalności partyzanckiej.

- Podczas wojny była taka sytuacja, że trzeba było pójść na akcję - opowiada. - Wielu nie poszło. Bo albo "chorowali", albo im żona "chorowała". Ta akcja jest teraz opisana w książkach i wielu ma pretensje, że jest wymieniane moje nazwisko, a nie ich.

Ale nawet nie to dla Rusina jest najgorsze. Przykre jest to, że na oficjalnych spotkaniach kombatantów spotyka ludzi, którzy kiedyś na niego donosili. Gdy go widzą, uciekają. Ale żadnej kary do tej pory nie ponieśli.

Renata Rusin, synowa Aleksandra: - Uznaliśmy, że tak nie może być. Zwróciliśmy się zatem do IPN, aby Instytut uznał Aleksandra za poszkodowanego przez reżim do 1956 roku. IPN uznał go za pokrzywdzonego, ale nazwisk donosicieli - nie wiem czemu - nie ujawnił. A po dwóch latach IPN napisał, że Aleksandrowi nie przysługuje już status pokrzywdzonego, bo "pojawiły się nowe okoliczności". Nie mamy pojęcia, jakie!

Co na to IPN w Rzeszowie?

Janusz Borowiec, pracownik Instytutu: - Zgodnie z nową ustawą, pan Aleksander ma prawo zwrócić się do nas o dokumenty dotyczące jego osoby. Może się z nimi zapoznać i wtedy wyjaśni się wszelkie wątpliwości.

Aby było sprawiedliwie

A. Rusin: - W czasie wojny i po wojnie trzeba było dbać o ludzi. Żeby ich nikt nie okradał, nie gwałcił. I myśmy to robili. Być może dlatego dziś mam wrogów, bo zabraniałem kraść i gwałcić. Przychodzili też do mnie ludzie z bezpieki. Pytali, notowali, być może sporządzali jakieś dokumenty. Do dziś nie wiem, co jest w tych dokumentach. Wiem, że zawsze zależało mi na tym, aby w naszej Polsce było sprawiedliwie.

Teofil Lenartowicz pochodzi z okolic Mielca, teraz mieszka we Wrocławiu. To m.in. dzięki niemu o zasługach Rusina nie zapomniano. Pisze na ten temat opracowania, wysyła listy do redakcji.

Do Nowin napisał: "Najwyższa pora, żeby tak zasłużeni ludzie jak Aleksander Rusin doczekali się u schyłku życia prawdziwej oceny swojej walki o niepodległość Polski, bez jakichkolwiek niedomówień. Ma do tego moralne prawo, a my jesteśmy mu to winni. Nie dopuszczajmy, aby ostatnie chwile jego życia były wypełnione goryczą…".

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie