Jak to w Rzeszowie o zieleń dbano... NIK wydał raport z kontroli zachowania zieleni w miastach. Jak wypadła stolica Podkarpacia?

Michał Wróbel (Razem dla Rzeszowa)
Chaos urbanizacyjny na ulicy Grabskiego na osiedlu Drabinianka
Chaos urbanizacyjny na ulicy Grabskiego na osiedlu Drabinianka Krzysztof Łokaj
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
„Generalnie, żadna inwestycja w Rzeszowie, która zyskała pozwolenie na budowę w trakcie ostatnich lat nie była niezgodna z minimalnymi wymogami polskiego prawa budowlanego, pod katem zachowania miejsc zielonych” – tak w trakcie zeszłorocznego spotkania z deweloperami, Dyrektor Wydziału Architektury UM Rzeszów podsumowywał prawie dwie dekady rządów byłego już Prezydenta i jego radnych z klubu Rozwój Rzeszowa w kontekście ich troski o miejską zieleń, która dziś, w dobie zmian klimatycznych i potrzeby adaptacji do nich miast, nabiera całkiem nowego znaczenia.

Słowo „minimalny” wybrzmiewa szczególnie mocno nie tylko w odniesieniu do tej jednej urzędniczej wypowiedzi, ale przede wszystkim w relacji do wniosków, jakie płyną po lekturze niedawno ujawnionego raportu z inspekcji Najwyższej Izby Kontroli, którą w ramach ogólnopolskich działań pn. Zachowanie i Zwiększanie terenów zielonych w miastach w latach 2015 - 2020 przeprowadzono początkiem tego roku wewnątrz rzeszowskiego magistratu. Już sama forma publikacji tego dokumentu, prawie pięć miesięcy po zakończeniu kontroli i dosłownie dwa dni po wniosku Porozumienia Razem dla Rzeszowa o jego udostepnienie, a także zawiły dostęp do zawartych w nim treści, niemal niemożliwy do uzyskania dla zwykłego użytkownika Internetu, niewtajemniczonego w meandry Biuletynu Informacji Publicznej Urzędu Miasta, każe domniemywać że Prezydent K. Fijołek nie darzy tego pokontrolnego wystąpienia szczególnie dużą sympatią.

I rzeczywiście nie ma się czemu dziwić, bo raport choć bardzo ogólny i pobieżnie opisujący wiele zagadnień, używając przy tym typowo administracyjnego języka, pozostaje o tyle cenną publikacją, że po raz pierwszy w pełni oficjalnie wyciągane są na światło dzienne sprawy, które przez bardzo długi okres czasu stanowiły w Rzeszowie swoistą tajemnice poliszynela, ginąc w gąszczu PR-owych zapewnień, o Rzeszowie jako oazie zieleni. Dostajemy więc pewien smutny obraz tego jak „powściągliwy” był dotychczasowy stosunek władz miasta do kwestii ochrony zieleni w mieście. W podejściu tym królował minimalizm okraszony ogromem zaniechań, pozostających w świadomości wielu osób spośród otoczenia byłego prezydenta, nie na tyle mocno jednak by wywołać z ich strony jakikolwiek stanowczy głos sprzeciwu. Hołdując prezydenckiej zasadzie o rozwoju przez budowanie, udawano raczej bezradnie, że nie dostrzega się pewnych tematów, przechodząc nad nimi do porządku dziennego.

Sam dokument a zarazem i przedmiot kontroli został podzielony na cztery podstawowe obszary. Pierwszy i największy z nich, to weryfikacja tego co o terenach zielonych mówią tak kluczowe z perspektywy zarządzania miastem dokumenty jak strategia rozwoju i studium planistyczne. Jest to również próba oceny przez NIK stopnia ich „zielonej” realizacji. Inspektorzy wprost odnoszą się do ustaleń zawartych w obydwu dokumentach, przywołując ich zapisy. Mowa w nich min. o Dolinie Wisłoka jako głównej osi systemu przyrodniczego miasta i podstawowym korytarzu jego wentylacji. Wskazuje się wprost na priorytetowość tego obszaru dla całego Rzeszowa a także jego wysokie walory przyrodnicze i krajobrazowe, które stanowić powinny o wolnym od zabudowy charakterze tego miejsca i jego wykorzystaniu pod cele publiczne, jako centrum wypoczynku i rekreacji dla mieszkańców.

Chaos urbanizacyjny na ulicy Grabskiego na osiedlu Drabinianka
Chaos urbanizacyjny na ulicy Grabskiego na osiedlu Drabinianka Krzysztof Łokaj

W studium pada wręcz bezpośrednie zalecenie aby wszystkie powierzchnie zieleni miejskiej wymienione w tym dokumencie chronić przed przeznaczeniem na cele inne niż zieleń. Ponadto na straży dbałości o komfort życia w mieście ma stać kształtowanie przez władze Rzeszowa „wysokich jakościowo przestrzeni miejskich” w postaci sukcesywnie uchwalanych planów miejscowych. Ich liczba na koniec 2025 r. powinna wynieść niespełna 36 % powierzchni miasta.

Konfrontując te wszystkie wytyczne dotyczące ochrony terenów zielonych, zgromadzone w oficjalnych miejskich publikacjach, ze stanem faktycznym, trudno oprzeć się wrażeniu, iż to co być powinno nijak ma się do tego z czym rzeczywiście mierzymy się dziś w naszym mieście. Co stało się z miejskim odcinkiem Doliny Wisłoka widzimy wszyscy, a przecież wciąż jeszcze niepewny jest los Podwisłocza.

Ta właśnie dysproporcja stała się jednym z podstawowych zarzutów sformułowanych przez kontrolerów NIK. Stwierdzono min. że nadmierna zabudowa brzegów Wisłoka doprowadziła do tego, że ten „główny system wentylacyjno - klimatyczny miasta nie spełnia swojej roli w sposób prawidłowy”. Wykazywany zaś przez magistrat przyrost powierzchni terenów zielonych na przestrzeni ostatnich lat to nie rezultat działań byłego Prezydenta i jego obozu politycznego lecz efekt poszerzania granic Rzeszowa o tereny głownie niezurbanizowane. Stoi to w oczywistej sprzeczności z wykonaniem jednego z kluczowych celów rozwoju miasta, którym ma być „zapewnienie wysokiej jakości życia mieszkańców poprzez (..) zachowanie bogactwa przyrodniczego i walorów krajobrazowych miasta”.

Duże wątpliwości budzi również realizacja założeń miejskiej polityki przestrzennej. Okazuje się, że podstawowy jej instrument i punkt wyjścia do wszelkich działań planistycznych tzw. studium przestrzenne, w opinii inspektorów NIK pozostawało od lat nieaktualne. Co szczególnie bulwersujące, pomimo tego, iż już w 2011 roku Rada Miasta dostrzegła konieczność sporządzenia nowego Studium nikt szczególnie nie kwapił się by zadość uczynić tej potrzebie, i to do tego stopnia, że zamiar ten nie został do dziś zrealizowany. A to właśnie dzięki wadliwej konstrukcji prawnej tego dokumentu, można było bez zbędnych trudności wdrażać w życie idee byłego Prezydenta o budowaniu osiedli mieszkaniowych bez względu na okoliczności i kosztem nas wszystkich, którzy pozbawieni zostaliśmy „atrakcyjnych obszarów do rekreacji czy wypoczynku w atrakcyjnych i zielonych lokalizacjach”.

Jak to w Rzeszowie o zieleń dbano... NIK wydał raport z kontroli zachowania zieleni w miastach. Jak wypadła stolica Podkarpacia?

W studium nie tylko brakowało precyzyjnej definicji terenu biologicznie czynnego, ale co ważniejsze nie dopełniono obowiązku jednoznacznego wskazania tzw. przestrzeni publicznych mimo, że samo studium w swojej części opisowej już o terenach, które spełniają wszystkie przesłanki takich powierzchni mówiło. Ich specyfika polega na tym, że chroni się je przed niekontrolowaną zabudową, obowiązkiem sporządzenia planu miejscowego. To w praktyce dawało swobodę działania deweloperom, którzy jeśli tylko weszli w posiadanie aktu własności kluczowych dla miasta obszarów, mogli budować wg. własnego uznania i satysfakcji ekonomicznej, bo władze miejskie, którym powinno przede wszystkim przyświecać dobro miasta i jego mieszkańców nie miały, bądź nie chciały mieć instrumentów do tego aby skutecznie o to dobro zadbać.

Jest to o tyle uderzające, że wskazanie przestrzeni publicznych wynikało nie z widzimisię Prezydenta ale było podyktowane przepisami prawa. Zgodnie bowiem z właściwym rozporządzeniem Ministra Infrastruktury, prawidłowo sporządzony projekt studium powinien zawierać formalny wykaz takich strategicznych rejonów miasta. Możliwość aby to nadrobić w przypadku dokumentów planistycznych, które podobnie jak rzeszowskie studium przygotowano wg. wcześniejszych kryteriów prawnych istniała już od 2003r. Pomimo upływu tylu lat z możliwości tej nie skorzystano, aprobując tym samym dowolność w „meblowaniu” Rzeszowa.

Miejskich zaniechań można się również doszukiwać na polu organizacji przez Rzeszów miejsc zielonych na terenach wcześniej wywłaszczonych pod taki cel. Zwłoka w ich realizacji oraz niejednokrotnie rezygnacja z prawa pierwokupu, uruchamiała fale zwrotów prowadzących w dalszej kolejności do wtórnej odsprzedaży „zielonych” działek deweloperom. Ci z kolei mając na to ciche przyzwolenie i jawnie wywierając presje na organy administracyjne, osiągali swoje zamiary inwestycyjne w oparciu o decyzje WZ albo zmianę planów miejscowych lub studium. Jeśli już o planowaniu miejscowym mowa, to warto wspomnieć iż pomimo 6 lat obowiązywania miejskiej strategii rozwoju, Rzeszów nie osiągnął nawet połowy z zakładanego na koniec 2025r., 36%-owego wskaźnika pokrycia powierzchni miasta planami.

Na dzień dzisiejszy wskaźnik ten wynosi zaledwie 17%, z czego za 18 – letniej kadencji Prezydenta Ferenca uchwalono ich tylko 13%. Daje to naszemu miastu niechlubną bo ostatnią pozycje wśród miast wojewódzkich, ze stratą ok. 50% do pierwszego na tej liście Gdańska. Trudno uniknąć pytań o przyczyny tego stanu rzeczy, zważywszy na fakt, że punktem wyjścia do działań planistycznych była dla każdej z polskich gmin uchwalona początkiem XXI w. ustawa o zagospodarowaniu i planowaniu przestrzennym. Co istotne żaden z rzeszowskich planów nie dotyczy rejonów bezpośrednio przyległych do Wisłoka. Te zaś spośród „nadwisłoczańskich” planów, których opracowania podjęło się miasto, pozostają w fazie projektowania latami. W niektórych przypadkach (MPZP Nad Zalewem) trwa to już prawie 15 lat. Powód?

Każdy plan miejscowy uchwalany dla terenów nadrzecznych w Rzeszowie, nakazywałby, zgodnie z ich formalnym przeznaczeniem, oddanie tych gruntów mieszkańcom i zabezpieczenie ich pod cele publiczne a to z kolei uniemożliwiłoby powstanie tak intensywnej zabudowy mieszkaniowej z jaką mamy do czynienia obecnie.

Nie tylko ilościowe lecz również jakościowe podejście do planowania przestrzennego w Rzeszowie nie napawa optymizmem. Według stanu na koniec 2020 roku, zaledwie 120 [ha] powierzchni miasta zostało planistycznie przewidziane pod budownictwo wielorodzinne. A zatem ta rodząca tyle sąsiedzkich rozczarowań i konfliktów społecznych forma zagospodarowanie przestrzennego może być w Rzeszowie realizowana w sposób całkowicie transparentny, fachowo uzasadniony i w pełni kontrolowany, na mniej niż jednym procencie powierzchni miasta!!!

Jak to w Rzeszowie o zieleń dbano... NIK wydał raport z kontroli zachowania zieleni w miastach. Jak wypadła stolica Podkarpacia?

Z kolei różne rodzaje zieleni zostały formalnie zaplanowane jedynie na obszarze 311 [ha] czyli ok. 2,4 % powierzchni stolicy podkarpacia. Teoretycznie więc cała reszta zielonego Rzeszowa może zniknąć na podstawie zwykłych wniosków o wydanie decyzji administracyjnej, sankcjonującej np. wycinkę drzew czy krzewów. Wobec tych ustaleń wcale nie dziwi druzgocząca z punktu widzenia dobra ogółu mieszkańców opinia inspektorów NIK, zamykająca pierwszy rozdział raportu:

„(..) ani Studium, ani plany miejscowe nie spełniały swojej roli w zakresie kształtowania polityki przestrzennej dotyczącej zachowania lub zwiększania terenów zielonych w Mieście. Stwarzało to duże ryzyko niewłaściwego zagospodarowania tych obszarów, w tym również tych o szczególnych uwarunkowaniach i unikalnych walorach, mających istotne znaczenie dla mieszkańców”.

Druga część publikacji NIK skupia się na aspektach związanych stricte, ze sposobem zarządzania miejską zielenią. Dominują tu głownie wartości liczbowe, z których możemy się dowiedzieć min. o tym, że „w okresie objętym kontrolą wydatki na zachowanie i zwiększanie terenów zielonych w Rzeszowie stanowiły 1.5% wydatków miasta ogółem”.

Taka wielkość środków pieniężnych została uznana przez kontrolujących za wystarczającą. Ponadto w latach 2015 – 2020 usunięto ogółem (tereny gminne i prywatne) ponad 28 tys. drzew. Liczba zaś nasadzeń kompensacyjnych w analogicznym czasookresie sięgnęła wartości 2.5 razy mniejszej i wyniosła prawie 11 tys. drzew. Warte podkreślenia jest również to, że miasto znacznie zawyżyło liczbę nasadzeń wykazywaną w sprawozdaniach statystycznych, podając do GUS nieprawdziwe dane. Co równie ciekawe rzeszowski magistrat pozbawiony był jednostki organizacyjnej zajmującej się koordynacją wszystkich zadań związanych z terenami zielonymi w mieście.

Trzeci z przedmiotów kontroli NIK poruszał zagadnienia związane z uwzględnieniem ochrony zielni we wszelkich postępowaniach administracyjnych o charakterze budowlanym. Już na samym początku tego rozdziału rzuca się w oczy prawie cztery razy mniejsza liczba pozwoleń na budowę wydawana na podstawie ustaleń MPZP niż tych przyznawanych w oparciu o decyzje WZ. O ich destrukcyjnym wpływie na wygląd miasta i wygodę w nim życia napisano już wiele. Tym ciężej więc przychodzi stwierdzić, że rządzą one przestrzenią Rzeszowa. A jeśli dodać do tego fakt, że w Rzeszowie zapisy żadnej z decyzji WZ, łącznie z tymi, które dotyczyły inwestycji na newralgicznych dla miasta terenach, nie były konsultowane czy to z Biurem Rozwoju Miasta czy też z gronem eksperckim z Miejskiej Komisji Urbanistyczno Architektonicznej, pod kątem ich zgodności z dokumentami strategicznymi i planistycznymi Rzeszowa, to rysuje się naszym oczom obraz uznaniowości w tym gdzie, co i komu pozwala się budować.

Dochodziło wręcz do takich przeinaczeń polityki przestrzennej Rzeszowa, że to co kreowano wydawanymi decyzjami administracyjnymi WZ stało w wyraźnej opozycji do tego co o terenie, którego dotyczyć miała taka decyzja mówiło samo Studium Przestrzenne. Decyzje WZ w Rzeszowie nie dość, że nie konsultowane to również pozostawały niedostatecznie weryfikowane na miejscu, już w momencie odbioru budynku. Jak bowiem możemy przeczytać w raporcie, pracownicy Wydziału Architektury, pomimo tego, iż pozwalało im na to prawo, nie przeprowadzali czynności kontrolnych związanych z faktycznym dotrzymaniem przez inwestora wytycznych zawartych w przyznanej mu decyzji.

Z przedstawionej przez NIK diagnozy stanu wyłania się niestety ponura refleksja na temat stanu gospodarowania przestrzenią w Rzeszowie. Jakkolwiek by na nią nie patrzeć, stanowi ona dobro publiczne a zatem coś z czym należy się obchodzić mądrze i z rozwagą. Czy zatem wystarczającą mądrością wykazali się rzeszowscy Radni, organ kontrolny poczynań Prezydenta?

Nie da się przecież tych oczywistych zaniedbań i utraconych bezpowrotnie przestrzeni miasta kwitować jedynie banalnym argumentem o trudnym charakterze byłego Prezydenta, jeśli weźmiemy pod uwagę prawie 18 lat wadliwego funkcjonowania jednego z najważniejszych dokumentów w mieście. Ci sami radni przecież rok w rok udzielali byłemu Prezydentowi absolutoriom, i to bez względu na nieprawidłowości, o których w licznych pismach informowali ich sami mieszkańcy. Szaleństwo betonowania i naruszania prawa mógł przerwać również wojewoda jako organ nadzorczy nad funkcjonowaniem jednostek samorządu terytorialnego oraz same organy ścigania sukcesywnie odmawiające wszczęcia postępowania.

Jedynymi, którym naprawdę zależało przerwać zmowę milczenia byli sami mieszkańcy sprzeciwiający się tej rzeszowskiej patologii milczenia, której wymownym znakiem, w obliczu „zasług” radnego-kandydata, są również niedawne wyniki wyborów uzupełniających na stanowisko Prezydenta Miasta.

Mięsożerni mężczyźni bardziej szkodliwi

Wideo

Komentarze 9

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

L
LOL
Nie ma to jak połowa komentarzy z jednego konta. Może od jakiegoś sługusa deweloperów opłacanego judaszowymi srebrnikami dla którego ważna jest tylko mamona.

W Rzeszowie przybywa ludności głównie przez przyłączenia. Gdyby nie pogwizdów to bylibyśmy na minusie.

W Rzeszowie nie ma nie wiadomo jakich wyższych zarobków, a koszty życia na pewno większe.

Jeśli gospodarka miasta oprze się na budowlance to będziemy w głębokiej du...e. Mieszkania teraz budowane są pod lokaty dla ludzi nie znających się na inwestowaniu.

Ludzie potrzebują miejsc do rekreacji, odpoczynku i ucieczki od zgiełku miasta. Jeśli zapanuje betonoza to miasto nie będzie miało przyszłości. Ludzie w betonozach żyją krócej i szybko podupadają na zdrowiu.

Jak nie ma zagranicznych firm? Jest sporo dużych zagranicznych firm. Szkoda, że nie są to polskie firmy.

Nie wiem po co się tak wywyższać judaszu.
e
emeryt
Do Rzeszowa ciągną ludzie bo tu lepsze zarobki. Jak ktoś chce oglądać wróbelki sarenki czy drzewka to siedzi na wsi i żre ziemniaki z cebulą bo mu na więcej nie starcza. Nie można mieć ciastko i zjeść ciastko. Jeżeli ktoś chce do miasta niech oczekuje lasu.
h
heloł
W każdym mieście budują. A u nas tylko protesty i protesty. A najwięcej protestuja ci co już sami mieszkają 😋
e
egonn
Inwestycje mieszkaniowe dają pracę. U nas nie śląsk. Nie ma zagranicznych firm. Czy tego chcemy czy nie u nas prace daje budowlanka. Tylko głupi zarżnie coś co lokalsom daje papu.
j
już mieszkaniec RZ
Co rok w Rzeszowie od 2 do 2.5 tyś. nowych mieszkańców a Ci gdzieś mieszkać muszą. A ekolodzy tylko drzewa i drzewa... Ci ludzie z pod bieszczad drzew mają potąd albo nawet po kokardę.
w
w temacie
Rzeszów to jednak STOLICA ponad 2 i pół milionowego podkarpacia.

A tu ci wszyscy natchnieni ekolodzy radzą z takim zaangażowaniem jakby chodziło o Jasło czy Czudec a nie o stolicę regionu.

Niestety głąbów nie brakuje. Działki drogie i przepisy nakazujáce ciągnąć rury z ciepłą wodą do każdej inwestycji wręcz wymuszają wysoką zabudowę. Po prostu nikt nie będzie ciągnął miejskiej sieci do 5 kondygnacyjnego budynku.
J
Jan
Dobrze że wybory na prezydenta Rzeszowa już niedługo !!! Mieszkańcy wszystko pamiętają !!!!
J
Jan
Zapraszamy na Dominikańską Park !!! Pewnie powinna się nazywać Beton Park bo drzew czyli parku już nie ma !!! Niech żyje prezydent Rzeszowa Fijołek opiekun deweloperów !!!
G
Gość
Brawo Ferenc i Fijołek. Tak wygląda wasza spuścizna, ale pieniądze nie śmierdzą.
Dodaj ogłoszenie