Janusz Kieca jest wychowankiem Wisłoki Dębica. Mógł grać w Stali Mielec, ale wyjechał do USA i został gwiazdą polonijnego futbolu

Marek Bluj
Marek Bluj
Janusz Kieca prezentuje bardzo cenne piłkarskie trofeum USA Archiwum Janusza Kiecy
Janusz Kieca, wychowanek Wisłoki Dębica, przez 11 lat bronił barw tego klubu. Zapewne grałby w niej kolejne sezony, ale po porażce w meczu ze Stalą Rzeszów, który mógł otworzyć przed Wisłoką perspektywy na awans, tak mocno wkurzył się na okoliczności tej przegranej, że postanowił wyjechać do USA. Został piłkarskim królem Chicago. Trafił do Galerii Sław Stanu Illinois.

Miał 21 lat i kuszące propozycje z Igloopolu i Stali Mielec. Nie skorzystał z nich, a szkoda. Był bardzo dobrym zawodnikiem i jego kariera mogła się potoczyć w fajną stronę. Strzelał wiele bramek z lepszej swojej lewej nogi, ale ważne gole zdobywał również uderzeniami z prawej. - Kto to wie, jakby ułożyło się moje sportowe życie? Można tylko gdybać. Może trafiłbym do Mielca, ale raczej nie, bo byłem bardzo mocno związany z moją Wisłoką i Dębicą, o których nigdy nie zapomniałem będąc w Stanach Zjednoczonych - mówi dziś były piłkarz.

Osiedle sportowców i pięknych kobiet

Janusz Kieca (rocznik 1961) piłkarskiego abecadła uczył się pod okiem trenera Macieja Klisiewicza, z którym miał w szkole wf. Do Wisłoki trafił w wieku 10. lat. Zaczynał od trampkarzy, ale szybko przeskakiwał z kategorii do kategorii, aż do pierwszej drużyny. Miał ciąg na bramkę. Nie liczył ile komu strzelił goli, a strzelał ich wiele. To m.in. dzięki jego trafieniu Wisłoka w 1/16 Pucharu Polski wyeliminowała Ruch Chorzów. Po tym meczu kibice znieśli Janusza z boiska na rękach. Był wówczas uczniem Technikum Mechanicznego w Dębicy o specjalności budowa maszyn. Do równoległej klasy, tylko w Technikum Chemicznym chodził Stanisław Sienko, późniejszy wiceprezydent Rzeszowa. Sienko w juniorach Wisłoki grał na obronie, a Kieca na lewej pomocy. - Janusz miał talent, umiejętności i predyspozycje do gry na wysokim poziomie - twierdzi Sienko.

Janusz Kieca mieszkał na osiedlu Matejki. Jak każdy chłopak kopał piłkę pod blokiem. Ponieważ blisko znajdował się stadion Wisłoki, całe osiedle kibicowało biało - zielonym. To było sportowe osiedle, bo mieszkali na nim piłkarze, zapaśnicy, kolarze. - Zapaśnicy byli moimi dobrymi kolegami, bardzo mocno i wiernie im kibicowałem. Na Matejki wychował się Ryszard Świerad - mistrz i wicemistrz świata i Europy. Złote bliźniaki - bracia Józef i Kazimierz Lipieniowie pierwsze dni i noce po przyjeździe do Dębicy spędzili na naszym osiedlu. Można powiedzieć, że na Matejki rodzili się i mieszkali bardzo dobrzy sportowcy i piękne dziewczyny - uśmiecha się pan Janusz.

- Na naszym osiedlu ożenił się Henryk Kasperczak, świetny piłkarz Stali Mielec i reprezentacji Polski. Także Jan Michalik, znakomity zapaśnik, dwukrotny olimpijczyk, wicemistrz świata i dwukrotny mistrz Europy znalazł żonę na Matejki. W klatce mojego bloku na parterze wychowywał sie Paweł Bochniewicz, wychowanek Wisłoki, który puka do piłkarskiej reprezentacji Polski. Ja mieszkałem na pierwszym piętrze, a na drugim Leszek Pisz, też wychowanek Wisłoki, reprezentant Polski.

Był gwiazdą Polonusów. Grał z Janem Domarskim

W październiku 1981 roku Janusz Kieca wylądował w Nowym Jorku. Od razu rzuciły mu się w oczy kolorowe, pełne towaru sklepy. Takie same obrazki obserwował po drodze do Chicago, gdzie od roku mieszkał jego ojciec. Za oceanem jako zawodnik soccera cieszył oko Polonusów. Do kraju też docierały informacje o jego bardzo dobrej grze. - Początki były bardzo trudne, chciałem nawet wracać do Polski, ale wprowadzony został stan wojenny i sytuacja nie była dobra. Zostałem. Wiadomo, z piłki nie mogłem zrezygnować . Byłem zawodnikiem polonijnej drużyny Orły Chicago. Nie grałem za darmo. Klub którego barw broniłem przez 12 lat pomógł mi znaleźć pracę - wspomina.

Udanie łączył piłkę z robotą. Dziesięć razy zdobywał mistrzostwo Metropolitan Soccer League na otwartych stadionach i siedmiokrotnie w hali. Został najlepszym lewonożnym zawodnikiem ligi halowej USA i reprezentacji Wschodu w meczu All Stars. Z Chicago Eagles zdobył w 1989 roku Puchar Ameryki Amatorów, a w 1990 r. US Open Cup strzelając w zwycięskim finale z Brooklyn Italians (2:1) pierwszą bramkę z… prawej nogi. Gratulowali mu po meczu osobiście konsul RP i burmistrz Chicago. Przez cztery sezony bronił barw Chicago Voltures i Chicago Sharks w zawodowej lidze halowej. Przez pewien czas grał na wypożyczeniu w klubie Chorwatów.

Za osiągnięcia w piłce polonijnej PZPN uhonorował go srebrnym medalem związku. Otrzymał go z rąk Henryka Apostela, który w Chicago był jednym z trenerów dębiczanina. Na amerykańskich boiskach walczył razem i rywalizował z Janem Domarskim, znakomitym zawodnikiem Stali z Rzeszowa i Mielca, reprezentantem kraju, kiedy ten w latach 1985/1986 grał w Wiśle Chicago. - Miałem przyjemność grać z Jankiem w jednej drużynie - Wiśle - najstarszym polonijnym klubie, ale też grałem przeciwko niemu - wspomina. - Zresztą nadal utrzymujemy ze sobą bardzo dobre relacje. Jak tylko przyjeżdżał do Stanów, zawsze go witałem z wielką serdecznością.

Wspaniałych meczów i turniejów, w których wystąpił dębiczanin było wiele. Warto jeszcze wymienić chicagowski Puchar Narodów. Grał w nim w drużynie Polski i uznany został najlepszym piłkarzem tych zawodów. Uczestniczył także w olimpiadzie polonijnej w Polsce, w finale której, Eagles przegrali z ekipą czeskiego Cieszyna. Zakończył karierę w 1993 roku.

Ukoronowaniem świetnej gry pana Janusza i jego zasług dla rozwoju i poziomu futbolu w USA, zwłaszcza w klubach z Chicago, było to, że z inicjatywy Illinois State Soccer Association został przyjęty do piłkarskiej Galerii Sław Stanu Illinois. Wśród dziesięciu nominowanych był jedynym przedstawicielem polonijnego środowiska piłkarskiego. Jest dumny z tego zaszczytu.

Kibicuje Wisłoce, reprezentacji Polski. Jest fanem Liverpoolu

Janusz Kieca grał i strzelał gole w USA, ale serce cały czas miał i ma biało-zielone. - Wisłoka pamięta o mnie, zaprasza mnie na jubileusze, ostatni raz był na jubileuszu 110-lecia klubu. Zawsze z sentymentem i dumą przylatuję na te wzruszające uroczystości. Oni o mnie pamiętają, ja pamiętam o nich. Jak kiedyś było cienko, to parę razy sponsorowałem dla nich sprzęt. Utrzymywałem kontakt z trenerem Mirosławem Kalitą - podkreśla.

Obecnie Janusz Kieca sporadycznie chodzi na mecze, ale ma nową pasję. Wyrobił sobie uprawnienia sędziego i sędziuje w chicagowskiej aglomeracji różne ligi - szkolne i amatorskie. Razem z licznym gronem kolegów - Polaków mieszkających w Chicago mocno zaciskają kciuki za prezentację Polski. Wspólnie oglądają w klubach jej mecze. W Internecie śledzi, co się dzieje w polskiej ligowej piłce. Oczywiście, w centrum zainteresowania jest Wisłoka. Jest zagorzałym fanem Liverpoolu, do którego zapłonął kibicowską miłością jeszcze jako kilkunastoletni chłopak.

- Mam bardzo bogatą kolekcję gadżetów Liverpoolu. Marzę o tym, aby pojechać do Anglii na mecz tej drużyny, ale nie mogę dostać biletu, bo wszystkie miejsca na stadionie są wykupione. Ważną przeszkodą jest pandemia koronawirusa. Nie tracę jednak nadziei, że kiedyś mi się to uda i zobaczę na żywo mecz swojej ulubionej drużyny, poczuje atmosferę jej stadionu - kończy z uśmiechem, pozdrowieniami i najlepszymi życzeniami dla piłkarzy Wisłoki na rundę wiosenną jej wychowanek .

Klasa A2 Rzeszów. LKS Tarnawka wycofał się z rozgrywek. Ten ...

Polacy najaktywniejsi w Europie

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie