Jest ekspertyza w sprawie tragicznego pożaru w Nowym Żmigrodzie

Ewa Gorczyca
W budynku znajdowało się dwoje dzieci - 3-letnia dziewczynka i 10-miesięczny chłopczyk.
W budynku znajdowało się dwoje dzieci - 3-letnia dziewczynka i 10-miesięczny chłopczyk. Tomasz Jefimow
Prokuratura Rejonowa w Jaśle wczoraj otrzymała opinię biegłego ds. pożarnictwa, który analizował przyczyny tragedii, do jakiej doszło 27 marca w Nowym Żmigrodzie.

W pożarze drewnianego domu zginęło dwoje malutkich dzieci, rodzeństwo: dziesięciomiesięczny chłopiec i jego trzyletnia siostrzyczka.

Biegły stwierdził, że najbardziej prawdopodobną przyczyną pożaru było zwarcie instalacji elektrycznej w gniazdku, do którego podłączony był telewizor. Odbiornik znajdował się w pokoju, w którym była dwójka rodzeństwa. Matka zostawiła rano dzieciom włączony telewizor, gdy sama musiała na chwilę wyjść z mieszkania po drewno do kuchennego pieca.

- Byłam w piwnicy może dwie, trzy minuty - opowiadała 31-letnia Sylwia M. zeznając w prokuraturze. - W pewnej chwili usłyszałam dziwny odgłos od strony pokoju, jakby ktoś łamał patyki. Wybiegłam na zewnątrz i zobaczyłam dym, Nie pamiętam, czy był z okna czy to ściana się dymiła. W korytarzu nie było dymu, ale był już w kuchni. W pokoju było czarno, gorąco, krzyczałam do dzieci, ale one się nie odzywały. Chciałam wyciągnąć łóżeczko, nie dałam rady, krztusiłam się.

Kobieta zrzuciła płaszcz i jeszcze raz próbowała ratować dzieci, ale wysoka temperatura na to nie pozwoliła. Pobiegła po pomoc do mieszkającej w sąsiedztwie rodziny. Usiłowała jeszcze wejść do pokoju przez okno, ale powstrzymała ją siostra. Płomienie i dym uniemożliwiały komukolwiek, także strażakom, dostanie się do środka.

Zdaniem biegłego, pożar od instalacji może rozprzestrzeniać się bardzo szybko.

- Zwłaszcza, że dom był drewniany a instalacje stare - mówi Kazimierz Łaba, zastępca prokuratora rejonowego w Jaśle.

Biegły nie wykluczył też, że przyczyną pożaru mogła być farelka. Stała na podłodze, na której leżał dywan z długim włosem.

- Ta ewentualność jest jednak mniej prawdopodobna niż zwarcie, bo matka twierdzi, że urządzenie nie było włączone - dodaje prokurator.

Prokuratura prowadząc śledztwo w sprawie pożaru przesłuchała już wszystkich świadków. Czeka jeszcze na analizę działań ratowniczych, którą sporządza Straż Pożarna.

- Po otrzymaniu tego dokumentu będziemy się zastanawiać, co dalej. Prawdopodobnie śledztwo zostanie umorzone. Stała się tragedia, ale trudno mówić, że ktoś powinien być w tej sprawie obciążony - dodaje prokurator Łaba.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone ze względu na ciszę wyborczą i zostanie włączone po jej zakończeniu.

Podaj powód zgłoszenia

M
Marcin

Wielkie słowa współczucia dla matki dzieci!!!

Dodaj ogłoszenie