Jest sposób na odzyskanie pieniędzy przez klientów sanockiego PBS. Rządzący politycy muszą zmienić prawo

Sabina Tworek
Sabina Tworek
Kinga Dereniowska
Kinga Dereniowska
Mieszkańcy, przedsiębiorstwa, organizacje społeczne i stowarzyszenia, a nawet instytucje samorządowe na Podkarpaciu straciły pieniądze, bo rządzący politycy nie zadbali o to, by prawo chroniło interesy wszystkich klientów banków. Czy to się w końcu zmieni?
Mieszkańcy, przedsiębiorstwa, organizacje społeczne i stowarzyszenia, a nawet instytucje samorządowe na Podkarpaciu straciły pieniądze, bo rządzący politycy nie zadbali o to, by prawo chroniło interesy wszystkich klientów banków. Czy to się w końcu zmieni? fot. 123rf
W działającym na polskim rynku banku, jakim był Podkarpacki Bank Spółdzielczy w Sanoku, zdeponowali swoje pieniądze mieszkańcy Podkarpacia, firmy, instytucje samorządowe, stowarzyszenia i organizacje społeczne. Bezpiecznie, bo przecież bank działał legalnie i pod kontrolą Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. Pieniądze były, ale... przepadły.

Część klientów banku odzyskała pieniądze. Instytucjom samorządowym państwo zrekompensowało poniesione straty. Przedsiębiorstwa, stowarzyszenia, społecznicy, parafie, zgromadzenie zakonne wciąż jednak nie odzyskały swoich pieniędzy. O krzywdzie mieszkańców naszego regionu piszemy od dwóch miesięcy. I będziemy pisać nadal. Fakty są takie, że instytucje państwa śpią. Posłowie z Podkarpacia, których przepytywaliśmy, zadeklarowali działania, ale skutków tych działań wciąż nie widać.

Zgłaszają się do nas kolejni Czytelnicy poszkodowani przez Podkarpacki Bank Spółdzielczy w Sanoku. Tym razem są to osoby, które wykupiły obligacje PBS. Na zwrot pieniędzy nie liczą, jednak mają nadzieję, że zostaną mile zaskoczeni i uda im się chociaż w części odzyskać zainwestowane w sanockim banku fundusze.

Klient banku PBS w Sanoku: czuję się oszukany i okradziony

Pan Zygmunt Osenkowski z Sanoka kilka lat temu chciał założyć lokatę, jednak pracownik banku namówił go na zakup obligacji, które miały być pewną inwestycją.

- Kupiłem obligacje gwarantowane przez Bankowy Fundusz Gwarancyjny, a mimo to straciłem 20 tys. zł - mówi mężczyzna. - Czuję się oszukany i okradziony, bo nikt z banku nie poinformował mnie, że będzie to ryzykowna inwestycja.

Pan Zygmunt chciał dochodzić swoich praw za pośrednictwem kancelarii adwokackiej, jednak uznał, że koszt usługi jest zbyt wysoki.

- Musiałbym miesięcznie płacić składkę na rzecz kancelarii w wysokości 150 zł, a i tak nie mam żadnej pewności, że uda mi się odzyskać pieniądze - mówi. - Poza tym dochodzenie roszczeń może trwać nawet kilka lat, dlatego zrezygnowałem i liczę, że może w sprawie poszkodowanych zapadnie jakaś pozytywna decyzja.

Przedsiębiorcy utracili prawo do dochodzenia roszczeń

Kolejną „ofiarą“ przymusowej restrukturyzacji PBS jest prezes firmy INES Sp. z o.o. w Rzeszowie oraz „Bella-Rzeszów“ Sp. z o.o.

- Zanim kupiłem obligacje PBS, dokładnie zorientowałem się na temat ewentualnego ryzyka - opowiada. - Nabywając obligacje byłem zabezpieczony kredytem, więc ryzyko utraty środków było minimalne. Ponadto w prospekcie emisyjnym obligacji był zapis, że gdyby bank złożył wniosek o upadłość, wówczas mógłbym dokonać kompensaty obligacji z kredytem. Niestety, w wyniku ustawy restrukturyzacyjnej, która zadziałała wstecz, obligacje umorzono, a kredyt muszę spłacać.

Prezes rzeszowskich firm zaznacza, że w podobnej sytuacji jest mnóstwo innych przedsiębiorstw z Podkarpacia, którzy już na wstępie utracili prawo do dochodzenia roszczeń z powodu przekroczenia 7-dniowego terminu na złożenie skargi.

- Przedsiębiorcy nie pisali od razu skarg, bo nie było podstawy prawnej, na której mogliby się oprzeć. Firmy czekały na decyzje na piśmie, a sąd uznał, że publikacja w Internecie w zupełności wystarczy.

Mimo że mężczyzna złożył skargę w terminie, sąd i tak ją odrzucił.

- Nie poddaję się jednak i przygotowuję kasację od wyroku do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Zdaję sobie sprawę, że mogę czekać nawet 3 lata. To niesprawiedliwe, bo kredyt spłacam, a obligacje mi skradziono.

Zwykli ludzie ze wspólnoty też stracili pieniądze

46 tys. złotych wyparowało z konta największej ze wspólnot mieszkaniowych w Przemyślu. Restrukturyzacja boleśnie dotknęła mieszkańców trzech bloków przy ul. św. Jana Nepomucena 11, 13 i 15. Wspólnota liczy około 107 członków. Pieniądze przeznaczane były na bieżącą działalność i czynsz. Część odkładano na fundusz remontowy.

- Łącznie na koncie mieliśmy ponad 100 tys. euro. 46 tys. zł nam zabrano. Klientem banku nasza wspólnota była od 2009 roku, czyli 11 lat, aż do 2020 roku

- podaje Marek Pantoł, były już przewodniczący wspólnoty, której był założycielem.

- Zrezygnowałem z funkcji w październiku 2019 roku, po 10 latach pracy. Kilka miesięcy później doszło do restrukturyzacji PBS - wspomina Pantoł.

Mimo rezygnacji, mężczyzna zaangażował się w walkę o odzyskanie pieniędzy.

- Składaliśmy reklamację do nowych władz banku. Skończyło się wszystko na niczym, bo Bank Nowy powołuje się na to, że środki zostały przejęte na rzecz zadłużenia PBS- u - mówi pan Marek.

Mieszkańcy cierpią do dziś, bo bloki do tej pory nie zostały ocieplone. Z wydawaniem pieniędzy długo się jednak wstrzymywano. Chciano uzbierać jak najwięcej, aby wziąć jak najmniejszy kredyt. Jednak zamiast zwiększyć, środki się skurczyły.

- Nie jesteśmy instytucją gospodarczą, a zwykłymi ludźmi. Dlaczego nie oddano nam tych pieniędzy? - zastanawia się pan Marek z Pantoł, który o pomoc w sprawie poprosił posła Mieczysława Kasprzaka z PSL-u.

Zdaniem eksperta dra Pawła Hydzika, ekonomisty, eksperta w zakresie rozwoju regionalnego i rynków finansowych:

- Na przykładzie restrukturyzacji Podkarpackiego Banku Spółdzielczego w Sanoku dziś można powiedzieć, że ustawodawca nie przewidział do końca tego, jak stanowione regulacje działać będą w praktyce. Pamiętajmy też o tym, że przepisy o Bankowym Funduszu Gwarancyjnym są implementacją do polskiego prawodawstwa unijnych dyrektyw. Chciano rozwiązać wewnętrzne problemy działania systemu finansowego, zapomniano, że funkcjonuje on w otoczeniu, a nie jako rzeczywistość wyizolowana od reszty świata. Pominięto zewnętrzne konsekwencje podejmowanych decyzji i z tego powodu obecnie cierpią ludzie i podmioty nie będące częścią systemu bankowego.

Przykładowo, osoby fizyczne po dniu restrukturyzacji straciły na kilka dni dostęp do swoich kont, a niektóre podmioty nie odzyskały utraconych środków. W takim przypadku nie zapewniono właściwej ochrony, a pamiętajmy, że z usług tego banku korzystali także mniej zamożni mieszkańcy Sanoka. Oczywiście, prawo zna nadzwyczajne tryby działania na wypadek utraty środków bądź braku praktycznej możliwości odwołania, w oparciu o podstawowe zasady. Są one jednak bardzo skomplikowane i praktycznie niedostępne dla zdecydowanej większości poszkodowanych.

Dlatego najlepiej by było, gdyby ustawodawca uchwalił takie przepisy, które zagwarantują poszkodowanym zwrot utraconych środków finansowych, a w przypadku stosowania w przyszłości instrumentu przymusowej restrukturyzacji powinna być opracowana praktyka udzielenia pomocy osobom i podmiotom, którym zablokowano dostęp do ich własności zdeponowanej w banku. Trzeba poprawić przepisy co do zasady, a jako incydentalny dodać przepis, na mocy którego pokrzywdzeni działaniami w Sanoku odzyskają środki, które sprawiedliwie im się należą. Generalnie można stwierdzić, że w przypadku prawidłowo funkcjonującego systemu nadzoru bankowego oraz gwarancyjnego, do konieczności restrukturyzacji powinno dochodzić w wyjątkowych przypadkach, gdzie uwidoczniłoby się niezauważone wcześniej przez nadzór działanie sił bądź osób na szkodę banku.

Procesu restrukturyzacji PBS w Sanoku, a zawłaszcza przesłanek, które do niego doprowadziły nie da się ocenić w tym momencie. Podmioty prowadzące te procedury nie udostępniają wszystkich dokumentów. Ufam, że uczyniono wszystko, co było w mocy urzędników państwowych, by nie dopuścić do konieczności upadłości Podkarpackiego Banku Spółdzielczego w Sanoku.

Postulaty zajęcia się sprawą i skutkami restrukturyzacji Podkarpackiego Banku Spółdzielczego płynęły z wielu stron i były przedmiotem doniesień środków masowego przekazu. W szczególności kierowano je do parlamentarzystów wybranych w okręgach województwa podkarpackiego. Jedną z poszkodowanych stron były samorządy. Okazało się, że Rząd RP zrekompensował instytucjom samorządowym straty wynikłe z restrukturyzacji PBS, co uchroniło je i mieszkańców od wielu problemów. Ufam, że nasi przedstawiciele nadal czynią starania, zwłaszcza na płaszczyźnie legislacyjnej oraz w ramach np. kontroli poselskich, interpelacji i interwencji w instytucjach nadzoru oraz gwarancji, a także u ministrów właściwych do spraw instytucji finansowych. Podkreślam, że jest wiele do zrobienia na płaszczyźnie legislacyjnej, bo w świetle wydarzeń minionego roku widać wyraźnie, iż regulacje prawne w tej materii powinny być udoskonalone. Zwróćmy też uwagę na fakt, że gospodarka światowa, w tym system finansowo-bankowy już od niemal roku wszedł na ścieżkę turbulencji i niepewności. Obecna sytuacja oraz historia restrukturyzacji PBS w Sanoku winny być przedmiotem refleksji i szczególnej uwagi ze strony instytucji państwowych, zwłaszcza w kontekście ochrony własności osób ubogich i organizacji pożytku publicznego oraz prowadzących działalność gospodarczą.

Przygotuj swój turystyczny biznes na sezon

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie