Joan Laporta już raz przywrócił wielkość Barcelonie. Czy zrobi to ponownie?

Hubert Zdankiewicz
Hubert Zdankiewicz
Podczas kampanii wyborczej Joan Laporta powiesił 200 metrów od Santiago Bernabéu wielki baner z podpisem: „Nie mogę się doczekać, by ponownie was zobaczyć”
Podczas kampanii wyborczej Joan Laporta powiesił 200 metrów od Santiago Bernabéu wielki baner z podpisem: „Nie mogę się doczekać, by ponownie was zobaczyć” Cordon Press/Sipa USA/East News
- To nie jest dobra wiadomość dla Realu - skomentował zwycięstwo Joana Laporty w wyborach na nowego prezydenta Barcelony były sternik Królewskich z Madrytu Ramon Calderon. Czas pokaże czy miał rację, niemniej trudno oprzeć się wrażeniu, że historia zatacza koło.

Katalonia już raz przerabiała taki scenariusz. Był 2003 rok, a rządzona przez Joana Gasparta Barcelona pogrążała się w kryzysie. I sportowym i finansowym, bo prezydent (prezes) nieudacznik bardziej niż o piłkarzy dbał o interesy kibiców (zwłaszcza tych najbardziej radykalnych, bo za jego czasów wchodzili na Camp Nou za darmo).

Symbolem jego polityki stała się ucieczka Luisa Figo do Realu Madryt i kuriozalne transfery, bo oprócz gwiazd (lub kandydatów na gwiazdy, jak Javier Saviola, czy Juan Roman Riquelme) do Katalonii zaczęli trafiać piłkarze pokroju Philippe’a Christanvala, Fabio Rochembacka, czy Geovanniego (pasowali jak kwiatek do kożucha). Efekt był taki, że w sezonie 2002/03 Barca znalazła się w pewnym momencie trzy punkty od strefy spadkowej. Rosło zadłużenie...

Wtedy to do akcji wkroczył Laporta. Zagrał va banque, bo podczas kampanii wyborczej kupił kibiców obietnicą sprowadzenia na Camp Nou Davida Beckhama. Zadziałało, tyle że Anglik ani myślał przenosić się do Barcelony. Wolał Real i występy u boku Zinedine’a Zidane’a, Ronaldo (tego z Brazylii) czy wspomnianego już Figo.

By ratować sytuację Laporta sięgnął więc po plan „B” i kupił z Paris Saint-Germain Ronaldinho. Okazało się to strzałem w dziesiątkę, bo to właśnie okres spędzony w Katalonii był najlepszym w karierze Brazylijczyka (u którego boku piłkarskie szlify zaczął zbierać Lionel Messi). Nie był to jedyny udany transfer nowego szefa, za którego (dwóch) kadencji do Barcy trafili również m.in. Samuel Eto’o, Deco, Ludovic Giuly, Henrik Larsson, Thierry Henry, Daniel Alves, Yaya Toure, Eric Abidal czy trener Frank Rijkaard. To również Laporta zaryzykował i powierzył w 2008 roku drużynę niedoświadczonemu (wcześniej prowadził tylko rezerwy Barcy) Pepowi Guardioli. Znów okazało się to jednak strzałem w dziesiątkę .

Bilans siedmioletnich rządów Laporty to 12 zdobytych trofeów (w tym dwie wygrane Ligi Mistrzów i cztery mistrzostwa Hiszpanii) i wzrost klubowego budżetu ze 170 mln euro (2003 rok) do 405 mln euro (2010). A także spokój na trybunach, bo poszedł na wojnę z kibolami i ją wygrał, choć nie było łatwo. W pewnym momencie ultrasi grozili mu śmiercią.

Tym razem czeka go chyba jeszcze trudniejsze zadanie, bo nawet za najgorszych czasów Gasparta Barca nie znalazła się w tak tragicznej sytuacji finansowej, jak pod rządami Josepa Marii Bartomeu.

Oprócz oddłużenia musi też (tak deklaruje) przekonać do pozostania Messiego. A potem sprawić, by Barcelona odzyskała dawny blask. Czy to realne? Trudno powiedzieć, ale kto jak nie on ma tego dokonać...

Za kadencji Laporty Barcelona rozgromiła Real Madryt na Santiago Bernabeu

Wideo

Materiał oryginalny: Joan Laporta już raz przywrócił wielkość Barcelonie. Czy zrobi to ponownie? - Sportowy24

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie