Kajtek, wracaj na wieś

Wojciech Malicki
Bocian stał się wiernym kibicem Siarki Tarnobrzeg.
Bocian stał się wiernym kibicem Siarki Tarnobrzeg. Fot. Piotr Karnas
To najsłynniejszy bociek ma Podkarpaciu. Piszą o nim w gazetach, dyskutują na forach internetowych.

Gdy rodzice wrócili z ciepłych krajów, Kajtek powitał ich radosnym klekotem. A oni... przegonili go z rodzinnego gniazda. Urażony Kajtek wyprowadził się ze wsi Skotniki do Tarnobrzega. I stał się najpopularniejszym mieszkańcem miasta.

- Mamo, przed blokiem stoi bocian! - zawołała do mamy 6-letnia Ola.

Mama wyjrzała przez okno. Rzeczywiście, po przyblokowym trawniku na ulicy Skalna Góra maszerował bocian. Ptak szybko wywołał małe zbiegowisko. Ktoś przyniósł mu z domu kawałek mięsa, ktoś zaczął robić mu zdjęcia, a dzieciaki chciały go pogłaskać. Bocian nic sobie nie robił z tych oznak zainteresowania - pożywienie przyjmował i kompletnie nie przeszkadzało, że ludzie zbliżali się do niego na długość dzioba.

- Jakiś dziwny ten bocian, może chory i zabłądził - dziwiła się pani Maria, mama Oli.

Kibic na boisku!

Ale bocian ani nie był chory, ani nie zabłądził. On na Przywiślu - najstarszym i najbardziej zielonym tarnobrzeskim osiedlu, po prostu zamieszkał.

Na dworcu PKS witał i żegnał podróżnych. Przechadzał się po postoju taksówek. Odwiedzał skwery i place zabaw. W wolnych chwilach przesiadywał na dachach wiat przystankowych MKS. I został kibicem piłkarzy Siarki Tarnobrzeg.

- Mecz Siarki ze Stalą Mielec oglądał spacerując na bieżni - opowiada Piotr Karnas, dziennikarz sportowy Nowin. - Widząc, że gospodarzom gra nie idzie, kilka razy wbiegał na murawę. Kiedy zawodnicy go przegonili, przeniósł się na dach budki spikera.

Siarkowcy mecz z mielczanami przegrali, ale niezrażony Kajtek pojawił się na kolejnym spotkaniu z Tłokami Gorzyce. Tym razem przyniósł gospodarzom szczęście, bo wygrali.

Najpierw przylatuje samiec

Najpierw przylatuje samiec

Bociany gnieżdżą się na wysokich drzewach, słupach, kominach i dachach. Najpierw, w marcu lub w kwietniu, do gniazdowiska przylatuje samiec. Zaczyna naprawiać i powiększać ubiegłoroczne gniazdo. Samica przylatuje kilka dni później. Znosi 3-6 jaj w dwudniowych odstępach. Pisklęta wykluwają się z reguły po 35 dniach wysiadywania.

Burzliwa historia

Wystarczyło parę tygodni, a bocian zrobił Tarnobrzegu błyskawiczną karierę. Pisały o nim lokalne gazety, pozował do setek fotografii, stał się tematem wielu rozmów i dyskusji na forach internetowych.

- Może to, że zamieszkał u nas ptak będący symbolem nowego życia, oznacza, że nadchodzą dla Tarnobrzega dużo lepsze czasy - napisał jeden z internautów.

Bocianowi szybko nadano imię: Wojtek. Przedwcześnie, bo okazało się, że ptak ma już imię: Kajtek. Ma też historię swojego burzliwego dzieciństwa.

Nie skrzywdźcie boćka

O tym, że w Tarnobrzegu zamieszkał bocian, bracia Tomek i Piotrek Obarzankowie, ze Skotnik dowiedzieli się od babci mieszkającej w tym mieście.

- Gdy babcia dokładnie nam opisała, jak wygląda, nie mieliśmy wątpliwości. To jest nasz Kajtek! - zapewnia Tomasz.

Bracia napisali do gazet list, w którym zaapelowali do tarnobrzeżan, aby nie krzywdzili ich wychowanka. Pojechałem do Skotnik, wsi koło Sandomierza, aby poznać prawdziwą historię Wojtka, który okazał się Kajtkiem. W domu, położonym tuż przy wiślanym wale, powitali mnie dwaj dwudziestolatkowie, wychowawcy bociana.

[obrazek4] Tomek i Piotrek Obarzankowie ze Skotnik wierzą, że Kajtek powróci do rodzinnego gniazda. (fot. Fot. Wojciech Malicki)Sztuka latania

Bociany przylatują do Obarzanków od 17 lat. Do wielkiego gniazda umieszczonego na słupie elektrycznym. Wiosną ubiegłego roku na trawie pod wierzbą Piotrek znalazł maleńkiego bocianiego pisklaka.

- Gdy rodzice wyrzucili go z gniazda, trząsł z zimna. Włożyłem go wtedy pudełka i włączyłem żarówkę jarzeniową, aby się ogrzał. Był tak wychłodzony, że zaczął się do niej tulić - opowiada Tomek.

Obarzankowie karmili pisklaka mięsem z lodówki, a gdy stanął na nogi,... nauczyli latać.

- Fruwanie szło mu strasznie opornie - wspomina Piotrek. - Najpierw wypuszczaliśmy go z ganku, potem z balkonu, a na koniec z dachu.

Jesienią, gdy rodzice Kajtka odlecieli do ciepłych krajów, bocian zajął ich gniazdo. Na zimę przeprowadził się do kurnika. A tegoroczne przedwiośnie znowu spędził w rodzinnym gnieździe.

Walka na dzioby i skrzydła

Na początku kwietnia rodzice Kajtka wrócili do Skotnik i ... to był początek jego kłopotów.

Piotrek Obarzanek opowiada: - Najpierw chciał się do nich przyłączyć, ale go odrzuciły. Potem stare ptaki stoczyły z młodym walkę o gniazdo. W ruch poszły dzioby i skrzydła. Kajtek nie miał szans.

[obrazek5] Wystarczyło kilka tygodni, a Kajtek zrobił w Tarnobrzegu błyskawiczną karierę. (fot. Fot. Piotr Karnas)Przez parę dni po porażce był śmiertelnie przestraszony - nie odstępował swoich opiekunów ani na krok. Rodzicom było jednak mało tego, że przegonili syna z gniazda, "kazali" mu się wynosić z domostwa Obarzanków. Kajtek znowu uległ i wyprowadził się ze Skotnik. Najpierw na stację benzynową do pobliskiego Samborca, a potem do Tarnobrzega.

Kajtek, wracaj do nas

Piotrek i Tomek wybierają wkrótce się do Tarnobrzega, aby odwiedzić swojego wychowanka. Zabiorą ze sobą ryby z własnego stawu, za którymi bocian przepada.

- Wierzymy, że Kajtek przeżyje lato w mieście i nikt nie zrobi mu krzywdy, wykorzystując jego zaufanie do ludzi - mówią bracia. - A na jesień, gdy rodzice zwolnią gniazdo, wróci do nas. Czekamy na niego!

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie