Kiedyś uczniowie podkradali tu gruszki. Dziś klasztorne ogrody wróciły

Bartosz Gubernat
Efekt będzie widoczny dopiero za 2-3 lata, kiedy rośliny urosną.
Efekt będzie widoczny dopiero za 2-3 lata, kiedy rośliny urosną. Krystyna Baranowska
Obok Sanktuarium Matki Bożej Rzeszowskiej można znowu odpocząć przy oczku wodnym. Po 50 latach wróciły też klasztorne ogrody.

Było upalne popołudnie 15 sierpnia 1513 roku kiedy ubogi rzeszowianin Jakub Ado przechadzał się po swoim sadzie. Gdy zbliżył się do swojej ulubionej gruszy, oślepiło go niezwykle mocne światło i usłyszał głos Najświętszej Panienki.

Po chwili na miejsce przybiegła jego rodzina, a zamiast światła ich oczom ukazała się drewniana figurka Matki Bożej z Dzieciątkiem.

Ogrody od 500 lat

Ogrody od 500 lat

Co ta historia ma wspólnego z bernardyńskimi ogrodami? Wieść o cudownym objawieniu szybko rozeszła się po okolicy, a obok gruszy powstała drewniana kapliczka.

Ponieważ nie była w stanie pomieścić wszystkich wiernych, w latach 1531-1536 w jej miejscu wzniesiono drewniany kościół otoczony piękną zielenią. W 1610 roku rozpoczęto w tym miejscu budowę dzisiejszego sanktuarium, ufundowanego przez ówczesnego pana włości rzeszowskiej.

Od początku także otaczały je ogrody. Jak mówi Barbara Stopyra z rzeszowskiej delegatury Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Rzeszowie, przez kolejne lata wokół klasztoru rozciągały się sady i tereny zielone, otoczone kanałami starorzecza Wisłoka i stawami.

- Wiele z nich powstało w celach obronnych, ale były wykorzystywane także rekreacyjnie - opowiada Barbara Stopyra. - Np. od strony dzisiejszej ul. Sokoła był duży staw bernardyński, który zimą mieszczanie wykorzystywali jako ślizgawkę. Z kolei w miejscu pomnika Walk Rewolucyjnych, od strony al. Piłsudskiego rozciągały się podmokłe, bagienne tereny.

Hektary zielonych terenów przez lata były poprzecinane kanałami nazywanymi starym wisłoczyskiem. Tymi kanałami rodzina Lubomirskich pływała od czasu do czasu na niedzielne nabożeństwa z zamku łódką.

- Historyczne otoczenie klasztoru dobrze widać na powstałym w 1762 roku planie Widemanna. Kościół stoi na nim otoczony zielenią i wodą. Plan w dużym powiększeniu można obejrzeć na ścianie kamienicy przy ul. Moniuszki - odsyła Andrzej Stroński, miejski konserwator zabytków w Rzeszowie.

Z technikum na jabłka

Współczesną historię ogrodów pamiętają już tylko najstarsi rzeszowianie. 78-letnia dziś pani Maria wspomina duże sady, do których chodziła z koleżankami.

-Rozciągały na dużej przestrzeni po stronie dzisiejszego pomnika - opowiada. - Nie było ani ronda, ani ulic, ani urzędu wojewódzkiego. Gdzie okiem nie sięgnąć - zieleń i spacerujący między drzewami zakonnicy. Smak tych gruszek pamiętam do dziś, nic nie jest w stanie go przebić.

Owoce z bernardyńskich ogrodów przez lata były także przysmakiem uczniów technikum budowlanego.

Jego absolwent, rzeszowski radny Marek Strączek ogrodów nie pamięta, bo kiedy w wieku 7 lat chodził do bernardynów na religię, od strony dzisiejszego pomnika trwało juz nawożenie ziemi pod budowę ronda i późniejszego placu.

- Ale nauczyciele z technikum wielokrotnie opowiadali o starszych rocznikach. Podobno uczniowie chętnie wymykali się na przerwach do zakonnych sadów na słynne gruszki i jabłka. Nie zawsze zrywali je za pozwoleniem braci, dlatego wielokrotnie zdarzały się skargi do dyrekcji - opowiada radny Strączek, pasjonat historii.

Ogrody w starym kształcie przestały istnieć po 1966 roku, kiedy komunistyczne władze odebrały duchownym 23 hektary gruntów w centrum miasta. W zamian za nie ojcowie dostali 14 hektarów ziemi ornej, łąk i nieużytków pod Łańcutem.

W rejonie klasztoru powstało rondo Dmowskiego, ulice oraz pomnik Walk Rewolucyjnych i duży plac widowiskowy.

O swoją własność ojcowie upomnieli się pół wieku później i w 2006 roku rada miasta zdecydowała o oddaniu im za symboliczną złotówkę części działki rozciągającej się między Podkarpackim Urzędem Wojewódzkim a al. Cieplińskiego.

Ojcowie zdecydowali o odtworzeniu w tym miejscu ogrodów, które zostały otwarte w minioną niedzielę.

Na betonowej płycie

Projekt nowej zabudowy terenu powstał w Krakowie. Architekt Jerzy Wowczak nie miał łatwego zadania, bo decyzją rady miasta zieleń miała się tu połączyć z podziemnym parkingiem, a w miejscu rozciągających się tu przed laty bagien, nie można było wkopywać się zbyt głęboko.

- Dlatego kiedy zaraz po rozpoczęciu prac borykaliśmy się z potężnymi ulewami, drżałem, czy aby zbyt odważnie nie osadziliśmy parkingu. Na szczęście nie został podtopiony i nie ma takiego zagrożenia - cieszy się architekt.

Brak możliwości głębszego osadzenia parkingu w ziemi spowodował, że nowe ogrody trzeba było wynieść ponad poziom okolicznych ulic i starych sadów, które rozciągały się tu przed 1966 rokiem.

Z tego względu alejki i nowa zieleń rosną na potężnej, betonowej płycie, na którą wychodzi się po schodach. Jak mówi Anna Krzeszowska z firmy Klomb, która wykonywała nasadzenia zieleni, taka konstrukcja ogrodu nie pozwoliła na posadzenie wysokich, głęboko korzeniących się drzew.

- Najwyższe rośliny do wiśnie, śliwy i grusze, które rosną na skarpie od strony pomnika. To nawiązanie do dawnych ogrodów. Na płycie dominują niskie gatunki, przede wszystkim cisy, pięciorniki i derenie, a przy trejażach posadziliśmy pnące winorośle i róże. Labirynty stworzą berberysy, które będziemy strzyc na wysokości 1,2 m. Wspaniały efekt będzie widoczny dopiero za 2-3 lata, kiedy rośliny urosną, a pnącza pokryją trejaże - mówi Anna Krzeszowska.

Aby spotęgować działanie zieleni na spacerowiczów, projektant polecił wykonać trawniki na ziemnych nasypach. - Dzięki temu, stojąc na jednej alejce, nie widzimy drugiej - dodaje A. Krzeszowska.

Trawniki jak dywan

Ogrody są wykończone wysokiej jakości materiałami. Chodniki wyłożono naturalnym kamieniem, oczko wodne i jego otoczenie zdobi efektowny gnejs. Trawniki są wyposażone w system automatycznego zraszania i strzyżone dwa razy w tygodniu.

- Dzięki temu będą nie tylko ładne, ale i mocne. Zależy mi na tym, bo chcę, żeby przychodziły tu całe rodziny. To ma być miejsce do rekreacji, a dzieci mają biegać do woli po trawie - mówi ojciec Rafał Klimas, proboszcz parafii Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny.

Wzdłuż alejek stoi 50 ławek i 25 koszy na śmieci, ale jeśli będzie to konieczne, ojcowie dokupią kolejne.

- Najbliższa planowana inwestycja to wykonanie figury św. Franciszka, patrona przyrody i ekologii. Chcemy ustawić ją w październiku na środku wyspy na oczku wodnym - mówi ojciec Rafał. - Chociaż ogrody stoją przy bazylice, na potrzeby religijne będziemy wykorzystywać je rzadko, 2-3 razy do roku. Np. we wrześniu planujemy tu ustawić polowy ołtarz, który wykorzystamy podczas obchodów wielkiego jubileuszu 500-lecia objawienia sie Matki Bożej.

Na co dzień ogrody będą czynne od wczesnego rana do późnego wieczora. Godziny zostaną ustalone później, ojcowie dostosują je do upodobań rzeszowian. Jedyne zakazy dotyczą wnoszenia alkoholu i niszczenia zieleni oraz małej infrastruktury.

- W tym celu zamontowaliśmy monitoring i zatrudnimy firmę ochroniarską. Nie chodzi o to, aby straszyć mieszkańców, ale zapobiec wybrykom chuliganów, które mogłyby zakłócić rozwój tego miejsca - tłumaczy ojciec Rafał.

Miliony z Unii Europejskiej

W niedzielnym otwarciu ogrodów wzięło udział kilka tysięcy mieszkańców miasta. Wśród nich Adam Napiórkowski, tata 6,5 letniego Maćka oraz 1,5-rocznej Marysi.

- Ogrody są bardzo ładne, czekałem na ich otwarcie z wielką niecierpliwością. Będziemy tu przychodzić z całą rodziną. Dzieciaki są zachwycone - mówił w niedzielę, biegając za córką po równych niczym dywan trawnikach.

Projekt i wykonanie chwalą też fachowcy.

- Ta inwestycja porządkuje wreszcie miejsce, które przez lata nie wyglądało zbyt ciekawie. Oczywiście trudno porównywać te ogrody do terenów zielonych sprzed kilkudziesięciu, czy kilkuset lat, bo wówczas były zupełnie inne warunki, a miasto dopiero się budowało. Ale można je uznać za ciekawe nawiązanie do przeszłości, chociażby poprzez nasadzenia drzew owocowych - mówi Andrzej Stroński.

Budowa ogrodów trwała trzy lata i kosztowała 30 mln zł. 24 mln zł to dotacja z Unii Europejskiej. Poza częścią zieloną powstał tu zadaszony parking na 180 samochodów oraz supernowoczesne centrum religijno kulturowe.

Jego wnętrze to m.in. cztery sale konferencyjne z dostępem do internetu i wysokiej klasy aparaturą audio-wizualną. Posadzki w centrum zostały wyłożone naturalnym kamieniem, a meble wykonano z litego drewna.

- Zadanie nie było łatwe, bo chcieliśmy zaprojektować wyjątkowe, przyjazne gościom wnętrza, a tego typu materiały coraz częściej wykorzystuje się nawet do wykończenia galerii handlowych. Dlatego zdecydowaliśmy się uzupełnić całość ręcznie wykonywanymi elementami, m.in. witrażami i kutymi barierkami. Myślę, że efekt może się podobać - mówi Jerzy Wowczak.

Poza salami konferencyjnymi w centrum będą działały także poradnie, m.in. rodzinne. Cały budynek jest klimatyzowany, a sygnał internetu można bezpłatnie odebrać także na ogrodach.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

p
pniok Rzeszowski

Juz my som za stare aby teraz chodzic do Bernardynow na gruszki, ktorych wszystkiego bylo 3 lub 4 drzewa i kilka jabloni. Jak kto mysli ze bylo tego sadu Bog wie ile to sie grubo myli. Mieli tam tylko Bernardyni kikanascie grzadek jarzyn o taka wieksza dzialke moze z 10-c arow i zagonek ziemniakow a reszta to byl ugor i laka przez ktora plynela rzeczka obecnie uwieziona w kanalach. O takie to bylo cale gospodarstwo rolne Bernardynow. Mieszkalem za murem Bernardynskim cale swoje dziecinstwo i lata mlodziencze to widzialem krok po kroku jak to wygladalo od czasow gdy miasto zacelo sie rozbudowywac. Najpierw wybudowano na zabagnionym i wyschnietym stawie Bernardynskim obecny WRN, pozniej Technikum Budowlane a na koniec trase przelotowa przez srodek miasta. I tak to stalo ugorem, a obecnie miasto ma z tego pozytek. Bernardyni dostali za ten ogrod ziemie w Kraczkowej tak ze stratni nie byli, a z ogrodow i tak zadnego pozytku nie mieli poza tym ze uzywali ogrodu do spacerow. O taka jest prawda o ogrodach Bernardynskich.

Teraz im miasto oddalo za bezcen ogrody jako ze mieli byc pokrzywdzeni przez komune. Skoro oddali im ogrody to wypadalo by aby teraz Bernardyni oddali ziemie z Kraczkowej.

Wtedy bilans by wychodzil na ZERO.

i
i co

I co...

Dodaj ogłoszenie